czyli czego się możecie ode mnie nauczyć
Tajemnica SMSów 2007-12-27 00:30
 Oceń wpis
   
_-¯ Wszystko zaczęło się od wpisu ,,Jakby co to Wesołych Świąt'', który wyczytałem na blogu niejakiego olgierda. Przeczytałem raz, przytaknąłem w duchu i zamierzałem właśnie o wszystkim zapomnieć, kiedy się zaczęło. Telefony całej rodziny zebranej przy wigilijnym stole zaczęły pikać, przygrywać, gdakać, świstać - a co niektóre nawet powarkiwać (te z wibracjami). Kanonada trwała kilka minut, po czym wszystko ucichło. Chociaż nie - skłamałem. Dźwięk przychodzących SMSów ustąpił swemu subtelniejszemu wariantowi - odgłosom SMSów wychodzących. Każdy pracowicie forwardował (staropolskie słowo) życzenia innym, pilnując by zmienić na końcu podpis i żeby nie wysłać komuś takich samych życzeń, jakie otrzymał. Na szczęście wszystko szło sprawnie, tak że w pół godzinki wszyscy się uwinęli. Można było odpocząć ze świadomością, że następny taki maraton dopiero kilka minut po północy, w Nowy Rok.

_-¯ I wszystko rozeszło by się po tak zwanych przysłowiowych kościach (najprawdopodobniej tych, co je rzucał Juliusz Cezar), gdybym kątem ucha nie złowił komentarza mojej Misi. Pomijając wszystkie nielicujące z powagą Świąt wyrażenia brzmiał on mniej więcej tak:
- Przecież prosiłam, by nie wysyłała nam świątecznych SMSów.
- Kogo? - zainteresowałem się uprzejmie, bo jestem dobrze wychowany i wiem, że należy podtrzymywać miłe i uprzejme dyskusje. Szczególnie w gronie rodzinnym. Szczególnie podczas wigilijnej wieczerzy. Nie doczekałem niestety odpowiedzi - Misia najwyraźniej była zbyt zaaferowana kopiowaniem kolejnej rymowanki. Zajrzałem Jej przez ramię - był to krótki wierszyk z częstochowskimi rymami, w którym użyto kilku niecenzuralnych wyrażeń. Zapewne w zamierzeniu autora miało to nadać mu odcień humorystyczny. Ja jednak poczułem się zażenowany.
- Od kogo to? - spytałem Misi.
- Od ciotki Zuzanny.
Zdziwiłem się.
- Od tej staaa.... - ugryzłem się w język. Ciotka Zuzanna nie lubiła określenia ,,stara panna''. - Od tej co nie ma... męża?
Spojrzała na mnie z lekkim wyrzutem.
- Chciałeś powiedzieć ,,stara panna''?
Spuściłem wzrok. Kobieca intuicja to jednak potężna broń. Ileż haseł mógłbym złamać będąc chakierem z kobiecą intuicją! Niestety - byłem facetem i pozostawał mi tylko pozbawiony finezji atak słownikowy. Narzędzie w sam raz dla napompowanego testosteronem bezmózgiego samca.
- Ale dlaczego zawahałeś się mówiąc, że nie ma męża? Jakiego innego słowa chciałeś użyć? - Misia była dociekliwa. Trochę mnie to ucieszyło. Oznaczało, że nie wszystkie z moich myśli potrafi odgadnąć... Jeszcze.
- Chciałem powiedzieć ,,partnera''.
- ???
- No wiesz, żeby być politycznie poprawnym. Ale zorientowałem się, że to nie ma sensu.
- ???
- Rozumiesz, mógłbym chcieć na przykład naszą dyskusję umieścić na moim blogu. A potem ktoś by mógł mnie oskarżyć o dyskryminację mniejszości seksualnych.
- ???
- No... rozumiesz. Że niby kobieta musi mieć męża. Znaczy, faceta. A przecież może woleć inne kobiety...
- Ciotka Zuzanna? Jesteś obrzydliwy. Ona ma sześćdziesiąt osiem lat!
- Primo: dyskryminujesz teraz ze względu na wiek. Secundo: zauważ, że jednak napisałem ,,męża''.
- No właśnie. Dlaczego zrezygnowałeś z politycznej poprawności?
- Bo język polski jest politycznie niepoprawny. Rzeczowniki posiadają końcówkę rodzajową. Partner to nie to samo co partnerka, więc na jedno by wyszło. Na szczęście to się już zmienia. Wiesz, że na kobietę sędziego mówi się sędzia?
- No bo to sędzia w końcu, prawda?
- Ale sędzia kiedyś to była sędzina, a teraz jest sędzia.
- Charyzjusz? Sędzia był zawsze sędzią, a sędzina sędziną. A Ty chyba zbyt się zmęczyłeś świątecznymi porządkami. - Misia ucięła dyskusję na temat politycznej poprawności ciotki Zuzanny.
Mnie jednak zaczął wiercić robak ciekawości. Sam wszystkim moim znajomym powtarzałem, żeby nie wysyłali mi życzeń świątecznych SMSammi. Pomimo tego - dostałem ich komplet. Sprośny wierszyk nijak nie pasował mi do ciotki Zuzanny. Pomimo tego - Misia dostała go właśnie od niej. Czułem się tym kompletnie skołowany. Pomimo tego - postanowiłem rozwikłać tę zagadkę.

_-¯ Moją detektywistyczną misję ułatwiał fakt, że na drugi dzień świąt byłem zaproszony do Cpt.Bruncha. Kapitan Brunch był starym, doświadczonym chakierem, weteranem. A jego specjalnością były sieci telefoniczne: zarówno te kablowe, jak i komórkowe. Dyskutując o różnych aspektach chakierowania w święta napomknąłem o SMSach.
- Też je dostajesz? - spytałem - Nie wkurzają Cię?
- Owszem. Dostaję. Nie wkurzają. Od Ciebie też dostałem.
Rozległ się stuk i klekot. To moja szczęka wylądowała na podłodze i kilka razy kłapnęła zębami.
- Jaf fo ofe mnie? Ja Fofie nif nie fyfyfafem!
- Włóż szczękę na miejsce, bo seplenisz. Nie można nic zrozumieć.
Wykonałem polecenie, choć nadal byłem w szoku.
- Jak to ode mnie? Ja Tobie nic nie wysyłałem!
- Może źle się wyraziłem. Nie od Ciebie osobiście, ale z Twojego numeru telefonu.
- Nikt poza mną nie korzysta z mojego telefonu!
Spojrzał na mnie wzrokiem, jakim linuksiarze patrzą na kogoś kto pierwszy raz w życiu zbootował płytę Live, jednak nadal nie może uwierzyć to co mu się ukazało na ekranie to nie jest Windows.
- Oj, Chakier, Chakier. Taki duży, a taki głupi. Twój telefon to tylko terminal. Końcówka do sieci operatora. Coś, co umożliwia Ci ograniczony i niewygodny dostęp do jego systemu, w ramach którego możesz rozmawiać i wysyłać SMSy. To jak twój login i hasło. To, że wg. Twojej wiedzy tylko Ty je znasz nie oznacza automatycznie, że nie może tego zrobić nikt inny.
Zamarłem.
- Ktoś mi się włamał na telefon? Sklonował moją kartę SIM?
- Bzdury - skwitował krótko Brunch - Po cóż ktoś miałby to robić? Rozsyłacz świąteczych SMSów stoi znacznie wyżej. I nawet nie musiał się włamywać...
- No to kto to robi?!
Brunch podłubał sobie palcem w uchu i starannie obejrzał efekt owej akcji, wystający mu spod paznokcia. Gdyby ktoś zechciał sfilmować ten wpis, proszę podłożyć pod ten akapit muzykę zwiększającą napięcie. Bo zaraz będzie prawdziwa bomba.
- Operatorzy komórkowi. To oni wysyłają te wiadomości.
Znowu rozległ się stuk i klekot. Tym razem jednak - zanim się ponownie odezwałem - doprowadziłem mój system kostno-szkieletowy do porządku.
- Ale po jaką cholerę?!
- Bo ktoś musi pchnąć pierwszy kamyczek w lawinie. A oni mają w tym interes, bo SMSy przecież nie są za darmo. Jedyny problem był w tym, by ludziom się CHCIAŁO. Ale ludziom się nie chce, chyba że ich się do czegoś zmusi. Ich system jest genialny i działa bez pudła. Najpierw analizują Twoją korespondencję tekstową z innymi numerami i wybierają potencjalne cele - te, do których piszesz SMSy o poziomie tzw. ,,osobistym'', lub ,,osobisto-biznesowym''. Potem do tak wybranych ludzi wysyłają od siebie - bezpośrednio - wiadomości z życzeniami świątecznymi. Na życzenia nie wypada nie odpowiedzieć - zatem osoby te odsyłają życzenia również Tobie. A Ty do tej pory o niczym nie wiedziałeś. Działa jednak tzw. ,,dobre wychowanie'' (patrz wyżej). Z tym że Twoje życzenia nie przechodzą poza stację obsługującą ruch wstępny - wszak wg. systemu już je wysłałeś. Bilans wychodzi na zero - z jednym wyjątkiem - operator już na Was zarobił.
- Ale przecież można sprawdzić! Logi, treść, czasy wysłania! Przecież SMS wysłany wcześniej nie może zawierać treści którą wymyśliłem później! Mógłbym np. napisać komuś ,,Pocałuj mnie w... Święta''.
- A napisałeś?
Pytanie było bezlitosne.
- ... Nie...
- A co napisałeś?
Pytanie było bezlitośniejsze.
- No... że dziękuję i że również. I jakiś wierszyk przekleiłem. Z tych co do mnie przyszły wcześniej.
- A potrafiłbyś odróżnić te wierszyki?
Zmilczałem. Wiedziałem już wszystko, dalsze uświadamianie mnie nie było potrzebne. Chciałem wiedzieć tylko jeszcze jedną rzecz.
- A co niby ,,ja'' Ci wysłałem?
Sięgnął po telefon i odszukał w menu właściwą wiadomość:
Aby była w owe Święta
Twoja buzia uśmiechnięta
Sztucznych ogni mnóstwo iskier
Życzy Ci Charyzjusz Chakier

- O matko... - przysiadłem z wrażenia.
- Nie pękaj - pocieszył mnie - Nie rozesłałem tego dalej. Cpt. Brunch nie rymuje się z ,,iskier''
- Chakier też się nie rymuje.
- Nieważne. Wesołych Świąt!
- Wesołych Świąt! - odparłem i spojrzałem na zegarek. Ucieszyłem się. Wygląda na to, że będę pierwszy z życzeniami... Na kolejne Święta. Zatem: Wesołych Świąt!
 
Fajne balony. Dwa. 2007-12-23 10:34
 Oceń wpis
   
_-¯ Po prezentacji poprzedznich fajnych balonów dostałem od Państwa setki listów z komentarzami. Temat okazał się zajmujący, i to nie tylko dla męskiej części czytelników. Z tym większą przyjemnością prezentuję kolejną odsłonę cyklu: Bloons Tower Defense 2


_-¯ Proponuję zatem chwilę wytchnienia od świątecznego szaleństwa sprzątania, kupowania i gotowania (,,No tyś się akurat nagotował'' - to komentarz Misi). Proponuję, by usiąść w spokoju przed ekranem komputera, by w ciszy i spokoju pobawić się z balonami...
A kiedy Państwo skończą i Waszym oczom ukaże się upragniony komplet medali - będzie to najwspanialszy prezent który moglibyście sobie sprawić. W sam raz na kolejną gwiazdkę ;)

BTD2


PS. To mały jubileusz tego bloga, gdyż jest to wpis numer 10000000 :)
 
Kto złamał AACS? 2007-12-19 01:14
 Oceń wpis
   
_-¯ Na przełomie roku 2006 i 2007 w internecie pojawił się filmik prezentujący narzędzie BackupHDDVD - prosty program napisany w Javie który umożliwiał skopiowanie, a co najważniejsze - odszyfrowanie, płyt HD-DVD zabezpieczonych przy pomocy AACS. Od tamtej pory autorowi programu, znanemu jako muslix64, przypisuje się ,,złamanie'' AACS. muslix64 opisuje, jakoby klucze potrzebne do odszyfrowania zawartości płyt znalazł w zrzutach pamięci programowego playera. Prawda jednak jest inna. Za całym tym zamieszaniem stoi skromny człowiek, mój dobry przyjaciel i wielki chakier - Filomen Fin.

_-¯ Filomen, znany środowisku chakierów pod nickiem Phi10, od urodzenia posiadał dwie pasje: liczby oraz potyczki w America's Army, obie zaś wynikały z jego wczesnodziecięcego zamiłowania do bitwy na śnieżki. Podobno młody Filuś trafiał z odległości stu kroków każdy cel poruszający się trajektorią, której przekształcenie transformatą Fouriera zawierało do ośmiu harmonicznych. Było to o tyle łatwe, że większość kolegów - zastanawiając się czym do licha są owe harmoniczne, których musi być co najmniej dziewięć by Filuś ich nie trafił - stawała w miejscu licząc coś uparcie. I w tym momencie przyjmowała pacynę w czoło. Jedynym zawodnikiem z którym Filomen miał trudności był Edek, posiadający nad pozostałymi kolegami przewagę w postaci rękawiczek z pięcioma palcami, pozwalającymi mu doliczyć do wymaganych dziewięciu składowych. Reszta - która miała dziecięce rękawiczki z jednym palcem - była z góry skazana na porażkę.

_-¯ Gdy Filomen podrósł - zamienił śnieżki na wirtualny karabin. Nie przestawał jednak doskonalić się w sztuce szybkiego liczenia. Podwórkowa legenda niesie że niektóre z linii superkomputerów Blue Gene tak naprawdę nigdy nie istniały, zaś całą przeznaczoną dla nich robotę za psie pieniądze odwalał Filomen - ówczesny student Politechniki Warszawskiej - dorabiając popołudniami do głodowego stypendium. Pamiętam, że cały jego skromny pokoik w akademiku zawalały sterty brulionów z wynikami obliczeń oraz dziwacznymi tytułami: ,,Prognoza Pogody dla Północnego Pacyfiku'', ,,Symulacja trzęsienia ziemi, Los Angeles, nr 1882773'', ,,Toy Story - wyrenderowane klatki animacji 10:00 do 12:00'', ,,Mars Climate Orbiter'' i tak dalej. Kiedyś nawet zrobiliśmy mu mały dowcip i chyba w tym ostatnim brulionie pozamienialiśmy mu jednostki miar: metryczne na imperialne. Podobno wynikła z tego niezła chryja, ale co tam. Co się obśmialiśmy, to nasze...

_-¯ Dorosły Phi10 zajął się chakingiem na pełną skalę, a jego unikatowe zdolności pomogły mu stać się najbardziej znanym w środowisku kryptologiem. Znał na pamięć - jak również potrafił obliczyć w pamięci - sumy MD5 oraz SHA1 wszystkich plików binarnych o długości do 64MB. Resztę trzymał skatalogowane na półkach w swej ogromnej bibliotece, której zbiory z pewnością stałyby się perłą we wszystkich światowych centrach danych. We wzorowym porządku stały tam pospisywane do ostatniej cyferki bruliony zawierające nieskończoności policzalne i niepolicznalne (te były wyjątkowo grube) dowolnego rzędu, liczbę e zapisaną w kilku systemach liczbowych, tablice tęczowe dla najpopularniejszych obecnie algorytmów oraz perełkę: kompletną liczbę π (Pi). Niestety, pod koniec zapisywania tej ostatniej pióro Filomena zrobiło paskudnego kleksa, tak więc do dziś dnia ludzkość nie zna odpowiedzi na pytanie ,,jak jest ostatnia cyfra liczby Pi?''. Phi10 obiecał, że poprawi zapis gdy tylko znajdzie kapkę czasu w nawale codziennych obowiązków.

_-¯ I tak dochodzimy do współczesności oraz do wspomnianego na wstępie AACS. Prawda jest taka że muslix64 napisał jedynie program do kopiowania zaszyfrowanej zawartości płyty na dysk, próbkę zaś tak skopiowanego pliku przesłał do Filomena, z pytaniem co z tym można dalej zrobić. Akurat byłem u niego w domu, tak więc mogę opisać całą sprawę z pierwszej ręki. Phi10 popatrzył chwilę w binarną sieczkę, po czym wskazując mi palcem pierwsze wiersze powiedział:
- Popatrz, Charyzjusz. Zabawne. Gdyby potraktować to kluczem 09 F9 11 02 9D 74 E3 5B D8 41 56 C5 63 56 88 C0, a następnie użyć uzyskanego w ten sposób ciągu do chyba AESowania dalszych danych, to ten kawałek wygląda jak... czekaj... Czy to nie wygląda jak ,,Full Metal Jacket''?
Nie potrafiłem liczyć tak szybko jak on, więc musiałem pomagać sobie kartką i ołówkiem, tak więc zdekodowanie kilku pierwszych minut filmu zajęło mi jakiś czas. Potwierdziłem jednak domysły Filomena. Ten zaś wysłał odgadnięty klucz muslixowi64.

_-¯ A potem lawina ruszyła...

_-¯ Piszę o tym nie po to, by umniejszać zasługi muslixa64 - w końcu chłopak miał dość zacięcia by napisać coś w Javie - a wierzcie mi, jest to ciężki kawałek chleba. Chciałbym po prostu by wiedza jak było NAPRAWDĘ nie zginęła.

PS. Gdybyście chcieli się zrewanżować Filomenowi za jego wkład i znacie jakieś fajne liczby - prośba. Prześlijcie mu je SMSem. Na pewno się ucieszy.
 
Punkt widzenia. 2007-12-15 13:41
 Oceń wpis
   
_-¯ ... bo rozumiesz, to koniec roku. Czas podsumowań. - mój znajomy marketingowiec przechodził do sedna - No i oni chcieliby się pochwalić sukcesami. I poprosili mnie, żebym opisał jak Vista postrzegana jest w środowiskach profesjonalistów. Więc zadzwoniłem do Ciebie.
- Ale ja nie mam Visty - odparłem - i nie zanosi się, bym miał mieć w najbliższej przyszłości. Mój sprzęt nie pociągnie - mam tylko trzygigowego Core 2 Quad i jakiegoś GeForca 8800 GTX. Będzie się cięło jak cholera.
- No ale masz również znajomych chakierów, i oni z pewnością mają Vistę. Mógłbyś ich popytać, co i jak. Wiesz, chciałbym dać taki tytuł artykułu: ,,Vista - profesjonalny system dla profesjonalistów''. Brzmi nieźle, prawda?
- Uhm. Dobra, popytam.
Odłożyłem słuchawkę. W końcu co mi szkodziło popytać...

_-¯ Stary l0pth siedział jak zwykle na ircu.
- Yo! Jak tam sukcesy w łamaniu RC5-72?
- Luz. Właśnie pozyskuję moce obliczeniowe. Zgarniemy tę kasę jak nic.
- Uważaj, tylko nie przeholuj. Obawiam się, że np. kolesie z nasza-kalsa.pl mogli już zacząć coś podejrzewać.
- Doprawdy?
- Wiesz, użytkownicy wciąż się skarżą że dostają komunikat o przeciążonych serwerach, to zaczęli grzebać w kodzie. Mogą znaleźć twój programik...
- Nie znajdą. Ale dzięki za ostrzeżenie. Zmniejszę mu zajętość mocy, żeby więcej na ten portal zostało.
- A ile teraz zużywasz?
- 95%
- Lol. To nie dziwne, że na tych pozostałych 5% to tak działa. Daj im ze 20% conajmniej. Niech pomyślą, że naprawili.
- Spox.
- Aha, jeszcze jedno. Kumpel prosił mnie o zebranie opinii o Viście.
- Sorry, nie używam.
- Ok. No to logout.

_-¯ Do LiteSabre'a wpadłem do domu. Jak zwykle grzebał coś w komputerze. Był tak zajęty, że nawet nie odwrócił głowy w moim kierunku gdy wszedłem. Na biurku przy którym pracował stał wybebeszony komputer, a dookoła walały się wymięte numery Playboya. Obok zauważyłem stosik powycinanych Playmates. Zaciekawiło mnie to.
- Co robisz?
- Komputer kwantowy. Potrzymasz? - podał mi dyndający na kabelkach wiatrak - właśnie kończę...
- A kwanty masz?
- Kupiłem słoik na Allegro. Lekko używane, ale jeszcze dobre. No... to jeszcze kobity.
Chwycił powycinane panienki i zaczął ostrożnie wkładać je w sloty pamięci.
- Po co ci to? - zdziwiłem się.
- Jak to po co. Komputer kwantowy ma być. A jak wiadomo, one nie liczą na bitach, tylko na kobitach. No to montuję.
- Na q-bitach, stary!
- No właśnie powiedziałem.
- Na Q! Q-bitach! Musiałeś źle przeczytać.
Lekko zbladł, ale nie od razu mi uwierzył. Sięgnął do szuflady po jakiś schemat, rozłożył na skrawku wolnego miejsca i zaczął uważnie studiować. Wreszcie znalazł...
- No k.... ..... ..... Ja p.... ..... ..... Niech to ch..... ..... .... - wyrzucił z siebie jednym cięgiem, po czym brzydko zaklął. Poczekałem, aż się uspokoi.
- Używasz może Visty? - zmieniłem temat na mnie interesujący.
- Nie. Nie mam. Może na tym kwantowym by ruszyło... Ech, babka z kiosku i tak już na mnie jak na zboczeńca patrzy, nawet bez Visty.
- Nie łam się - pocieszyłem go - Po prostu zrób sobie qbity.
- Ale jak?
- Bierzesz dwa bity i wiążesz na supełek. Voila! - podałem mu właśnie wykonany qbit. - Dużo ich potrzebujesz?
- No, z osiem giga...
- Heh, to masz zajęcie do wieczora. Tylko nie splątuj ich zbyt mocno, bo ci będą wolno działać. Ja lecę.
- Ok. Dzięki!
Wyszedłem...

_-¯ ... ani Meltdown, ani M00Shih, ani Fluffi. Żaden nie miał Visty - zakończyłem referować przebieg badań marketingowcowi. Był przybity.
- No to co ja napiszę? A ta... jak ona tam...
- Stormlady. Też nie miała Visty. Mówiłem.
- Ic3L0rd?
- Też nie.
- VistaUser? On musiał to mieć. Widziałem u niego te wszystkie fajne efekty, takie żelowe okna i cośtam.
- On zmienił sobie tylko tapetę w swoim Ubuntu. Vista nie ma żelowych okien.
- No to co ja mam napisać? - ton jego głosu zaczynał wpadać w żałość.
- A bo ja wiem? To Ty jesteś spec od marketingu.
- Łatwo Ci mówić. Cholera. Nawet w grupie użytkowników Gaga-Dudu używalność ledwie przekroczyła 5%, a oni lubią wszystko co duże, kolorowe i błyskające. Chyba że...
Gdy wypowiadał końcowe kropki głos mu się zmienił. Niemal słyszałem jak z zaszczutego zajączka przemienił się w drapieżnika czującego zapach krwi.
- Chakier, a co powiesz na tytuł ,,Chakierzy omijają Vistę''?

_-¯ Grunt, to przyjąć odpowiedni punkt widzenia.
 
 Oceń wpis
   
_-¯ Widoczne w tytule pytanie naszło mnie, gdy przypadkowo zaobserwowałem reakcję mojego kolegi, miłośnika pingwinów (o którym już wcześniej pisałem). Dyskutowaliśmy w pracowej kanciapce na temat wad i zalet kerneli monolitycznych, gdy zjawiła się tam w poszukiwaniu kawy nasza nowa koleżanka. Ponieważ mój linuksolubny przyjaciel zasłaniał sobą szafkę z używkami - ruszyła w tamtym kierunku.
- Stary, ona szarżowała prosto na mnie! - relacjonował mi potem rozgorączkowany.
Rzeczywiście. Obeszła stół, sprawdziła szafkę z zastawą, przystawiła krzesła które ktoś zostawił odsunięte od stołu, wypłukała swój kubek pod kranem, wytarła papierowym ręcznikiem zlew i chcąc się dostać do wyżej wymienionej szafki poprosiła o dostęp. Brzmiało to mniej więcej tak:
- Przepraszam, mógłbyś podać mi kawę?
W kumpla jakby piorun uderzył. Chociaż - źle się wyraziłem. Wręcz przeciwnie. Czasoprzestrzeń wokół niego namacalnie pozbyła się wszelkiej energii. Zamarł. Zamarł w sposób, przy którym żona Lota zamieniona w słup soli wyglądałaby jak stado rozbrykanych źrebaków. Przysiągłbym, że nawet zegarek na jego dłoni przestał odmierzać czas. Gdyby tu był mój sąsiad, fizyk Wielomysł Nigdziebądź miałby doskonały przykład wszechwymiarowego stasis. Byłem tak zafascynowany tym zjawiskiem, że nawet nie zauważyłem kiedy koleżanka, znużona oczekiwaniem na reakcję mego przyjaciela, zręcznie wygięła się w łuk i uważając by kantem otwieranej szafki nie uderzyć kolegi w potylicę wydobyła upragniony słoik. Zakręciła się na pięcie i wyszła.

I tu drobna uwaga: oczywiście, oszukałem. Napisałem, odnośnie mojej koleżanki, że ,,nawet nie zauważyłem'', gdy tymczasem dokładnie opisałem każdy jej ruch. No... może nie z anatomicznymi szczegółami, ale kogóż by interesowało np. ściągnięcie mięśni pośladków wynikające z próby wspięcia się na krańce palców stóp, w celu dosięgnięcia najwyższej półki. No, a może naprawdę nie zauważyłem, bo gapiłem się na jej tyłek. Nieważne.

_-¯ Tak więc wyszła. Przez chwilę czasoprzestrzeń kanciapy nie reagowała, lecz w pewnej chwili ocknęła się. Wszystkie atomy, do tej pory wymieniające między sobą porozumiewawcze spojrzenia i szepty typu ,,Ty, widziałeś jakie ma? Hehehehe.'' zorientowały się że są parę cykli życia wszechświata do tyłu. Również mój kolega ocknął się z odrętwienia. Mógłbym napisać, że to co potem nastąpiło przypominało miniaturową eksplozję (nomen-omen) jądrową, ale zamiast tego przedstawię ten oto, metaforycznie to ilustrujący, filmik:


_-¯ Kiedy wreszcie udało mi się wyciągnąć jego głowę spod kranu z lodowato zimną wodą - wciąż miał obłęd w oczach.
- Stary, ona szarżowała prosto na mnie! - wyrzucił z siebie, łapiąc mnie mokrymi rękami (rękoma?) z koszulę.
- Przecież ona... ona mogła mnie. Charyzjusz! Ona mogłą mnie DOTKNĄĆ! Na litość... dziewczyna by mnie dotknęła...
Rozpłakał się. Modliłem się, by nikt niespodziewany nie pojawił się w zasięgu wzroku, bo cała sytuacja mogła wyglądać co najmniej dwuznacznie: Charyzjusz Chakier trzymający w objęciach szlochającego pingwiniarza...
Poklepałem go delikatnie po plecach i lekko, ale stanowczo odsunąłem od siebie.
- Już dobrze. Już nic. Poszła sobie. Już po wszystkim. Heee...eeej! Już jesteś bezpieczny...
Łkał jeszcze przez chwilę, łykając łzy, ale wziął się w garść. Dzielny chłopak. Nie zdziwiło mnie to, gdyż używał Linuksu podobno od ponad roku, a z tego co słyszałem był to system wyłącznie dla twardzieli. A on wytrzymał! Dzielny chłopak!

_-¯ Gdy wydało mi się że sytuacja jest opanowana, a stan psychiczny pacjenta stabilny - postanowiłem zaspokoić swoją ciekawość:
- Słuchaj - zagaiłem - czemu... Czemu boi... - ugryzłem się w język. ,,Boisz'' było zdecydowanie złym słowem. Spróbowałem inaczej.
- Czemu obawiasz się dziewczyn? - spytałem obserwując bacznie czy nie wywołam tym jakiegoś ataku paniki.
Po jego twarzy przemknął skurcz, ale przemógł się. Spojrzał mi prosto w oczy, a jego wzrok był już chłodny i opanowany.
- Wiesz, czego chcą od ciebie kobiety np. w sobotni wieczór? Wiesz, czego żądają gdy właśnie kompilujesz KDE4 lub nowy plugin do Compiz-Fusion? Wiesz, czego wymagają gdy testujesz właśnie wydajność niedrogiego klastra MicroWulf albo opracowujesz porównanie systemów plików z księgowaniem?
- Nie - skłamałem, ale moja lewa dolna powieka zadrgała w nerwowym tiku. Widziałem. Wszak byłem żonaty... Wykrzywiłem się wewnątrz duszy w oczekiwaniu na cios, ale postanowiłem znieść go w imię terapii młodego człowieka. Powinien wyrzucić to z siebie...
- Czego oczekują? - zapytałem wprost, przygotowując się na uderzenie.
- SEKSU! Rozumiesz!? ROZUMIESZ!? - bałem się, że straci nad sobą panowanie, ale dał radę. Zuch chłopak.
- Tego się boję...- dodał cicho - że kiedyś znajdę się w łóżku z kobietą. Zamiast testować nowy kernel, albo nowe, otwarte sterowniki do kart ATI. To jest mój koszmar.

_-¯ Rozumiałem go. To, że podczas tworzenia tego wpisu usłyszę za sobą namiętne ,,Misiu, nie byliśmy ze sobą już tak długo'' paraliżowało mnie cały czas. Na szczęście chyba udało mi się...
- Misiu? Może byś już poszedł do łożka? Miiiaaaał...

NIEEEEEE!!!
 
Może Opera? 2007-12-04 23:51
 Oceń wpis
   
_-¯ Siedziałem na szkoleniu i nudziłem się śmiertelnie. Szkolenie dotyczyło instalacji, konfiguracji i obsługi programu MS Outlook. Szef wysłał mnie na nie, ponieważ zgodnie z jakimśtam kodeksem i normą czegoś firma powinna dbać o rozwój zawodowy swoich pracowników, co wiązało się między innymi z obowiązkową liczbą godzin szkoleń. Wykładowca objaśniał właśnie jak można do e-maili dołączać załączniki. Byłem tak zafascynowany, że zasnąłem...

_-¯ Obudziło mnie delikatne szturchanie w ramię. Odemknąłem jedno oko, przeanalizowałem sytuację po czym podniosłem głowę płynnym ruchem, jednocześnie wycierając usta w rękaw koszuli (zawsze ślinię się gdy śpię, zostało mi z dzieciństwa). Po upływie 0.5 sekundy trwałem już w postawie uważnego-słuchacza-który-nawet-na-moment-nie-zasnął, i tylko lekko zaczerwienione oczy oraz przygniecione włosy z boku głowy świadczyły o moim niedawnym spotkaniu z Morfeuszem (notka dla młodych czytelników: nie tym z Matriksa). No i niewielka plama na rękawie koszuli. Schowałem rękę pod pulpit i obróciłem się w stronę wramięstukacza. Okazała się nim miła panienka z firmy (jak zapamiętałem podczas prezentacji) ,,Professional Security Monitoring & Management''.
- Przepraszam Pana bardzo, ale czy mógłby mi Pan pomóc? - wskazała ręką ekran swojego laptoka - chyba coś mi się zepsuło...
Rzuciłem okiem. No tak. IE się wywalił. Na twardo. Zaproponowałem IMRP#1 (Informatyczną Metodę Rozwiązywania Problemów nr 1), czyli restart systemu. 100% skuteczności, chyba że chodzi o beznadziejny przypadek.

Nie pomogło.

- Może Opera? - zapytałem. Odpowiedziało mi uniesienie brwi (rymuje się: mi z brwi. Co prawda tylko ostatnia litera, ale zawsze).
- Próbowała Pani Opery? - zapytałem.
- Nooo... Gdyby mi Pan pomógł moglibyśmy umówić się do teatru albo... albo do kina?
- Nie. Chodzi mi o przeglądarkę. Opera - tak się nazywa.
- Chyba się Pan myli. Przeglądarka nazywa się Internet Explorer.
- Chodzi mi o inną przeglądarkę. Na świecie są różne przeglądarki. Internet Explorer jest tylko jedną z nich.
Uch. Chyba się zagalopowałem. Pani z ,,Professional Security itakdalej'' przybrała taki wyraz twarzy, jakbym jej właśnie oświadczył że na Marsie istnieje życie. Spróbowałem delikatniej:
- Przeglądarka to tylko program. Są różni producenci oprogramowania, i jeden z nich - Opera Software - napisał własną przeglądarkę. Nazwał ją Opera. Moglibyśmy spróbować zainstalować to inne oprogramowanie i zobaczyć, czy lepiej poradzi sobie z wyświetleniem strony którą chce Pani obejrzeć.
Nie pomagało. Zaniepokoiłem się lekko, gdyż dostrzegłem pierwsze objawy szoku. Rozszerzone źrenice. Blada skóra, na której pojawiały się pierwsze kropelki potu. Przyspieszony oddech. Delikatnie ująłem ją za rękę - była lodowato zimna. Szok, jak nic.
Zaniepokoiłem się bardziej. Tego tylko brakowało, żebym narobił sobie kłopotów na ostatnim w tym roku szkoleniu. Co robić? Co robić? Myślałem gorączkowo... Mówić. Mówić do niej. Mówić o tym co znajome, co bliskie, co bezpie... co może jej się wydawać bezpieczne. Hmmm... hmmmm... Myśl, Charyzjusz, na litość boską - ponagliłem się w myślach...
- Vista, viiista... - wyszeptałem. Bez rezultatu. Cholera jasna, zaraz wszystko zauważą pozostali kursanci!
- XP - zaryzykowałem. Wydawało mi się, że dziewczyna drgnęła. Postanowiłem kontynuować:
- XP Pro - powiedziałem głośniej. To chyba działało! Oddech, wciąż przyspieszony i urywany wydawał się lekko zwalniać. Postanowiłem kuć żelazo póki gorące:
- Microsoft. MS Word. Outlook. Media Player. Internet Explorer - po tym ostatnim oczy mojej koleżanki drgnęły i wydało mi się że znów nawiązała kontakt z aktualnym wymiarem. Chyba wszystko już było pod kontrolą.
- Neostrada. Gadu-Gadu. - przywaliłem na koniec z grubej rury. Na jej policzki wrócił rumieniec. Spojrzała na mnie już zupełnie świadomie.
- Och, przepraszam, zamyśliłam się. Coś Pan mówił o Internet Explorerze, chyba? Tak? Że ktoś inny go produkuje?
- A... nie... nie. Nic takiego. Zaraz go Pani naprawię. Tylko proszę nie zaglądać mi przez ramię! Rozumie Pani - tajemnica zawodowa. Ha ha.
Szybko zainstalowałem jej Operę i zmieniłem skórkę (na IE-Look) oraz ikonę. Potem jeszcze przekonfigurowałem wszystkie skróty na pulpicie.
- Proszę, już działa - obwieściłem tryumfalnie po dwóch minutach, przekazując jej spowrotem komputer.
- Dziękuję Panu - posłała mi uśmiech. - Wiedziałam, że to się da naprawić. Czy da Pan wiarę że miałam w pracy kolegę który uważał że IE jest do bani? Taki dziwak, używał podobno Windows BSD czy coś. Tam podobno nie było IE? Wylali go ze dwa miesiące temu za głupie żarty. Jak ktoś mu dokument Worda wysyłał to on mu odsyłał pięćdziesięciomegabajtową bitmapę z odręcznym napisem ,,też umiem używać upierdliwych formatów''. No i jak taką odesłał prezesowi to się mu umowa o pracę skończyła.
Zamyśliła się...
- Jak Pan myśli? Jak on oglądał internet? Bez Explorera?

_-¯ Rozłożyłem ręce w geście pt. ,,nie mam bladego pojęcia jak to możliwe''. Dość miałem przygód jak na jedno szkolenie...
 
Army of Darkness 2007-12-01 13:15
 Oceń wpis
   
_-¯ Wpisem tym otwieram nową kategorię pod tytułem ,,A must C!''. Będę zamieszczał w niej wpisy dotyczące utworów audiowizualnych o których conajmniej wypada wiedzieć, jeżeli w towarzystwie nie chce się wyjść na nieokrzesanego prostaka.

_-¯ W dniu dzisiejszym w tym szczytnym celu niesienia kagańca oświaty wspiera mnie Telewizja Publiczna (wraz ze swoją misją, na którą płacę niemały anabonent*), a ściślej kanał TVP1, na którym (w którym?) o godzinie 22:15 zaprezentowany zostanie kultowe dzieło Sama Raimiego pt. Army of Darkness. Ponieważ jeden obraz wart jest tysiąca słów, oto mała przystawka:



_-¯ Army of Darkness wypada znać w stopniu podstawowym, chociażby po to by wiedzieć co to jest Boomstick lub by znać zaklęcie chroniące przed uaktywnieniem ,,Necronomiconu''. Cytatów z filmu najlepiej nauczyć się na pamięć, gdyż są niezastąpione nie tylko jako bon-moty na różnego rodzaju spotkaniach towarzyskich, ale również na co dzień. Przykład z życia wzięty (konkretnie, z wczorajszego wieczoru, gdy starałem się poderwać w barze pewną uroczą studentkę filologii angielskiej)
Ja: Gimme some sugar, baby.
Ona: Come get some.
I co? I każdy kto nie widział Army of Darkness nie wiedziałby, że Come get some. jest odpowiedzią Asha na propozycję złożoną przez Upiora, a brzmiącą I'll swallow your soul!. I bynajmniej odpowiedź ta nie oznaczała pozwolenia.
Wniosek? Każdy niedoedukowany nachał pchałby się dalej z łapami, ja zaś zrozumiałem że dostałem subtelnego kosza. I choć potem dostałem zaproszenie na kawę - grzecznie odmówiłem. W końcu trzeba umieć się zachować...

*anabonent - opłata w ramach której można nie oglądać ciekawych programów na dowolnym kanale
 


Najnowsze komentarze
 
2017-06-21 16:10
Iwona Brzeszkiewicz do wpisu:
Jak się włamać na konto pocztowe
Czesc, kochanie. Czy wciaz szukasz pomocy. Nie szukaj dalej, poniewaz senator Walter chce i[...]
 
2017-06-15 14:20
kelvin smith do wpisu:
Jak się włamać na konto pocztowe
Brak zabezpieczenia społecznego i brak kontroli kredytowej, 100% gwarancji. Wszystko, co musisz[...]
 
2017-06-13 06:20
Gregs Walker do wpisu:
Jak się włamać na konto pocztowe
Uwaga: Jest to BOOST CAPITAL CENTRAL TRUST FINANCE LIMITED. Oferujemy wszelkiego rodzaju[...]
 
2017-06-13 06:09
Gregs Walker do wpisu:
Jak się włamać na konto pocztowe
Uwaga: Jest to BOOST CAPITAL CENTRAL TRUST FINANCE LIMITED. Oferujemy wszelkiego rodzaju[...]
 
2017-06-09 16:42
George cover.. do wpisu:
Jak się włamać na konto pocztowe
Witamy w programie Fba loaninvestment Czasami potrzebujemy gotówki w nagłych wypadkach i[...]
 
2017-06-08 05:05
Mr David do wpisu:
Jak się włamać na konto pocztowe
Witam drodzy cenni klienci, Witamy pana posła Davida Johna, czy szukasz pożyczki, aby[...]
 
2017-06-05 23:40
barrett buck do wpisu:
Jak się włamać na konto pocztowe
Czy potrzebujesz pożyczki @ 2%, jeśli tak skontaktuj się z nami na wszystkie rodzaje kredytów[...]
 
2017-06-03 00:26
Collins James do wpisu:
Jak się włamać na konto pocztowe
Damat Financial Corporation, Inc.   Jesteśmy prywatnymi kredytodawcami międzynarodowymi.[...]
 



 
Chakier, Charyzjusz. Q2hhcnl6anVzeiBDaGFraWVyCg== chakier[at]vp.pl