czyli czego się możecie ode mnie nauczyć
Robaki w Labiryncie II 2007-06-26 23:57
 Oceń wpis
   
_-¯ Nie chodzi tu bynajmniej o dwa robaki w labiryncie, lecz o drugą część smutnej historii mego uzależnienia. A sądziłem już, że jestem 'czysty'...

_-¯ Po wcześniej opisanych zmaganiach z bandą paskudnych robali przez chwilę myślałem, że już po wszystkim. Veni, vidi, vici. Wychodziłem z założenia, że skoro wygrałem raz, to wygram i drugi, i każdy kolejny - dlatego nie było sensu grać. Więc nie grałem. Byłem przykładnym mężem, ojcem i chakierem. Dbałem o żonę, bawiłem się z dziećmi, włamywałem na serwery internetowe. Słowem - sielanka.

_-¯ Mniej więcej w zeszły wtorek postanowiłem zrobić w domu 'dzień bez komputera' - odpowiednik 'dnia bez papierosa' dla nałogowych palaczy. Na wszelki wypadek pozbierałem z przydomowej serwerowni wszystkie kable zasilające, wyniosłem do ogrodu i wrzuciłem do kompostownika, po czym zalałem wszystko szybkoschnącym betonem - tak, na wszelki wypadek gdyby moja wola nie okazała się dość silna.

_-¯ No, ale któż mógł przewidzieć że komputer okaże się tego dnia niezbędny mojemu dziecku. Konkretnie - syn oczekiwał niezwykle ważnego e-maila. To znaczy może nie bardzo ważnego, ale nalegał, bym umożliwił mu odebranie poczty... Choć może nie wyrażam się precyzyjnie, gdyż syn nie ma jeszcze założonej skrzynki pocztowej. Ale dajmy na to, że tego dnia by sobie chciał założyć, po to - by otrzymać niezwykle ważny e-mail. Przecież nie mogłem tak ubezwłasnowolniać własnego syna!
W sumie to jednak nie chciał on zakładać skrzynki. W ogóle nie chciał się bawić komputerem. Lecz przecież to jeszcze dziecko, a ja jestem jego ojcem. To do mnie należał osąd, co jest dla niego dobre, a co nie. I doszedłem do wniosku że na pewno tego dnia przyda mu się komputer...
Trzydzieści minut później z pomocą pożyczonego młota pneumatycznego kułem już stygnącą betonową skorupę. W końcu 'dzień bez komputera' mógłbym zrobić sobie kiedy indziej. Po kolejnych dwóch godzinach nareszcie zasiadłem przed monitorem.

_-¯ I wtedy mnie trafiło. Robiąc rutynowy obchód internetu kątem oka zauważyłem nowy tytuł na stronie 'Top 25 Tower Defense Games'. Gra nazywała się 'Temple Defender'. Była dosyć nisko w rankingu. 'Skoro jest nisko, jest pewnie prosta. Przejdę ją w kwadrans' - pomyślałem i zdecydowałem się poświęcić kwadrans by poprawić sobie samopoczucie.

_-¯ Fragment o moich zmaganiach pominę, zbyt przypomina te opisane poprzednio. Każdy kolejny poziom okupiony był kilkoma godzinami spędzonymi przed komputerem. A poziomów było naprawdę dużo...

_-¯ W weekend żona zadzwoniła do elektrowni by odcięli prąd. Baterii w laptopie starczyło raptem na dwie godziny grania, po czym zostałem wygnany do koszenia trawnika (kosiarka na nieszczęście była spalinowa). Była godzina 14:37... ...O 21:22, gdy na dobre zaczął zapadać zmrok byłem zmuszony przerwać. Co prawda całego trawnika nie skosiłem, udało mi się za to doskonale odtworzyć wygląd labiryntu, ze wszystkimi jego pułapkami i meandrami. Piaskownica robiła za świątynię, zaś niewielki dziecinny namiot był wejściem, z którego wychodziły robaki. Wieże usypałem z wykoszonej w ścieżkach labiryntu trawy, zaś ich zasięg oznaczyłem kamieniami.

_-¯ Następnego dnia żona wykręciła z kosiarki świece, mnie zaś umówiła na jakąś terapię. Zamówiła również kilku facetów z firmy ogrodniczej, którzy zniszczyli mój pieczołowicie odtworzony labirynt i po prostu skosili trawę. Wpadłem w rozpacz, jednak nie na długo - w rogu ogrodu odkryłem bowiem niewielkie mrowisko. Z pomocą ogrodowego szpadelka, węża do wody oraz kilku patyków i kamieni zrobiłem miniaturę labiryntu. Wpuszczone do środka mrówki, koniki polne oraz żuki idealnie odgrywały role robaków, którymi w końcu były. Udało mi się nawet znaleźć kilka ślimaków do obsadzenia ról bossów w bonusowych poziomach - kolesi powolnych, ale niezwykle silnych i śmiertelnie niebezpiecznych... Niestety - moje robaki nie chciały za cholerę poruszać się wyznaczonymi ścieżkami w kierunku świątyni, tylko - łamiąc wszelkie reguły - łaziły wzdłuż i w poprzek labiryntu... Załamałem się.

_-¯ Na nic zdał się mój chytry plan, by w jednym z dużych marketów zajmujących się sprzedażą sprzętu elektronicznego poprzesuwać pudła tak, by zmusić klientów do przesuwania się zgodnie z labiryntowym schematem. Przygotowałem nawet kilka specjalnie ustawionych pudeł z telewizorami, które miały imitować ataki wież (pudła miały spaść przy trąceniu ich przez przechodzące robaki, symulując atak pociskiem). Niestety, ochrona wyrzuciła mnie już podczas trwania pierwszego levelu...

_-¯ Teraz wiem, że jestem uzależniony. Że mam obsesję. Codziennie chodzę na zajęcia terapeutyczne, które kosztują fortunę - wiem jednak, że to dla mojego dobra. Lekarz powiedział, że czynię duże postępy. Zresztą, chodzę tam z ochotą. Tak się śmiesznie składa, że jeżeli założyć że recepcja to wejście dla robaków, zaś gabinet psychologa to świątynia - to droga koło laboratorium analiz oraz rentgena jest prawie identyczna z labiryntem! Jutro zapytam doktora, czy nie miałby nic przeciwko temu by w gabinecie zabiegowym umieścić smoczą wieżę drugiego poziomu...
 
Errory w makefile'u 2007-06-23 00:15
 Oceń wpis
   
_-¯ Postanowiłem stuningować ettercapa, tak - by uwzględniając specyfikę znanych mi węzłów - lepiej sniffował. Pobrałem tarballa z najnowszym nightly-buildem i przystąpiłem do kompilacji. Niestety, configure wyłożył się na braku niektórych develi, a dodatkowo nie pozwalał przebudować się za pomocą posiadanych przeze mnie autotoolsów, ze względu na ich niekompatybilność z poprzednimi releasami. Trochę mnie to zdenerwowało, powiem szczerze, gdyż autotoolsy są jednym z niewielu gnu-projektów w których tak ciężko jest o backward-compatibility. Nic to. Stworzywszy odpowiedni configure-cache udało mi się wymusić odpowiednie opcje. Co prawda libtool jeszcze trochę protestował, lecz udało mi się uciszyć go ustawiając wymagane environment variables. Wreszcie skompilowało się. Sprawdziłem - działało. Przystąpiłem do chakierowania...

_-¯ Na początek pobrałem zbiór patchy zwiększających responsibility, oraz zmniejszających payload w przypadku dużego trafficu na linku. Niestety, podczas patchowania wyrzuciło mi parę failed hunksów, w związku z czym nie obyło się bez ręcznej interwencji, gdyż patche były przystosowane dla wcześniejszych releasów. Na szczęście mogłem sobie zrobić diffy pomiędzy kolejnymi wydaniami i na ich podstawie zidentyfikować problem. Metoda okazała się bardzo użyteczna, gdyż przy jej pomocy udało mi się namierzyć kolejne trzy bugi powodujące coredumpy. Wreszcie kod był clean.

_-¯ Zapuściłem wreszcie sniffera i przystąpiłem do pomiaru jego performance'u. Już po kilku minutach wiedziałem, że nawet przy IPv6 spokojnie obsługuje dataflow na poziomie 1GB. Co prawda stream idący na terminal musiałem przekierować do pipe'a, by nie obciążać podsystemu grafiki scrollowaniem, a także by odciążyć backbuffery, lecz jest to standardowe działanie w przypadku debuggowania z wysokim poziomem verbosity. Oczywiście z pipe'y dane przez netcata szły na zdalny system, dodatkowo przez kryptowany tunel. Swoją drogą - zabawne, że stare-dobre sockety są wciąż jednym z najwydajniejszych mechanizmów interprocess communication...

_-¯ Gdy miałem wreszcie w ręku działający program zrobiłem diffa, starowałem źródła i wrzuciłem do svn'a. Wkrótce info o moich poprawkach powinno pojawić się w newsach na domowym site'cie sniffera. Zachęcam do downloadu!
 
Sezon ogórkowy 2007-06-20 23:45
 Oceń wpis
   
_-¯ Nic się nie dzieje. Nadszedł czas urlopów i błogiego lenistwa. Stan ten nie ominął również komputerowego świata, a być może właśnie tutaj daje się odczuć szczególnie wyraźnie - np. zauważyłem że od kilku dni mój komputer zupełnie bez powodu włącza sobie tryb oszczędzania energii i zwalnia taktowanie szyny głównej oraz procesora o 50%. Przyłapany przeze mnie na takim zachowaniu starał się pokrętnie tłumaczyć, pokazywał jakieś logi z których niby miało wynikać że utrzymywał wydajność cały czas na tym samym poziomie, ja tam jednak swoje wiem. Nie mam jednak o to do niego żalu - w końcu każdemu przyda się od czasu do czasu zwolnić tempo...

_-¯ Sprzęt odpoczywa, odpoczywają również programy i ich twórcy. Znany zapewne Państwu Al-Khan Tubaz, najlepszy autor wirusów po tej stronie księżyca wyjechał na narty w Alpy. Coolio Kashmir, projektant najwydajniejszego (jak do tej pory) programu szpiegującego wybrał się na odpoczynek do Międzyzdrojów. Mr Fikus odłożył na dwa miesiące klawiaturę i wyruszył w Bieszczady, zaś prowadzony przez niego projekt sieci ZombieNet chwilowo zarządzany jest przez grupę chakierów z Australii pod przewodnictwem Karla "Nino" Korkodryla. Podobno nawet William III Gates planował odłożyć zabawki na parę dni i odwiedzić Sopot, pech jednak chciał że tydzień wcześniej złapał paskudne zapalenie krtani - i z wyjazdu nici...

_-¯ Rozleniwienie nie dotknęło jednak wszystkich dziedzin informatyki. Z dobrze poinformowanych źródeł wiem, że trzecia pochodna po krzywej sprzedaży systemu Windows Vista w Chinach jest funkcją ostro idącą w górę, czyli mówiąc po ludzku: tempo spadku prędkości wzrostu sprzedaży maleje. Kwietniowe statystyki mówiące o sprzedaży dwustu czterdziestu czterech kopii systemu są już tylko odległym koszmarem - podobno w czerwcu liczba sprzedanych licencji ma szansę mocno przekroczyć trzy setki...

_-¯ Lato, jak się okazuje, nie będzie dobrym okresem na zakup nowego sprzętu komputerowego. Panujące upały mają zgubny wpływ na ceny, szczególnie jeżeli chodzi o szkolne zestawy komputerowe. Tym z Państwa, którzy planują wyposażyć swe pociechy w nowe komputery proponuję poczekać do końca wakacji...

_-¯ Na szczęście nie wszyscy są na tyle nieuczciwi, by wykorzystać osłabiony wysokimi temperaturami umysł i naciągać nas na niepotrzebne wydatki. Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości jest tego modelowym przykładem - nawet na Dostawę licencji firmy Microsoft organizuje się tam przetarg, tak by wybrać optymalną ofertę i nie narażać podatników na zbędne koszty... Tą drogą pójdą również inne działy Agencji (nie tylko informatyka). W przyszłości ma być zorganizowany przetarg na dostawę Coca-Coli oraz aut marki Volvo...
 
Wygrałem! 2007-06-15 21:46
 Oceń wpis
   
_-¯ Miło mi poinformować Państwa, że kilka dni temu zostałem laureatem prestiżowego konkursu, zorganizowanego na łamach pewnego niezwykle poczytnego bloga, prowadzonego przez znanego zapewne Państwu wybitnego specjalistę z dziedziny mechanicystyki i energetyki chemicznej. Na okolicznościowym bankiecie miałem okazję odebrać dyplom, który prezentuję poniżej:

Dyplom


_-¯ Wyróżnienie, które mnie spotkało zbiegło się w czasie z inną nagrodą, przyznaną mi podczas wyjazdu na konferencji w Seattle. Ponieważ jednak konferencja dotyczyła bezpieczeństwa ogólnoświatowego i w ogóle była tajna - skanu dyplomu zamieścić niestety nie mogę. Ciekawskim jedynie wspomnę, że był na błękitnym, kredowym papierze i dookoła miał zielony szlaczek ze stylizowanych gałązek jałowca.

_-¯ Tych z Państwa, którzy zaniepokoili się moją niską aktywnością na blogu i przesłali mi tysiące pełnych troski e-maili uspokajam. Moja nieobecność związana była ze wspomnianą wcześniej konferencją, lecz w przyszłym tygodniu wszystko powinno wrócić do normy. Zachęcam zatem do częstych odwiedzin :)
 
Robaki w Labiryncie 2007-06-10 10:00
 Oceń wpis
   
_-¯ Zaczęło się niewinnie. Od kumpla dostałem e-mailem link do pewnej gry komputerowej. Nie podejrzewając niczego otworzyłem wskazaną stronę... i przepadłem.

_-¯ Gra była prosta, a jednocześnie wciągająca. Na niewielkiej planszy znajdowało się wejście i wyjście, połączone korytarzem labiryntu. Na każdym poziomie z wejścia wychodził szereg robaków, zaś zadaniem gracza było zniszczenie ich nim osiągną wyjście. Można było to osiągnąć rozmieszczając na planszy uzbrojone wieże, ostrzeliwujące przechodzące w pobliżu stwory. Wieże oczywiście kosztowały, zaś pieniądze zarabiało się eliminując kolejne hordy robaków. Proste. I morderczo uzależniające.

_-¯ Poziom 'łagodne owieczki' przeszedłem bez trudu. Zresztą z dostępnych na starcie pieniędzy można było kupić tylko kilka najprostszych wież, niezbyt szybkich, o niewielkim zasięgu, o niewielkiej sile ognia. Na 'łagodne owieczki' jednak starczyło.
'Tłuste chomiki' były nieco odporniejsze i zaszły dalej, jednak za pieniądze zarobione na 'łagodnych owieczkach' dokonałem ulepszenia jednej z wież. Poprawiło to jej zasięg, szybkostrzelność i siłę ognia. Triumfowałem.

_-¯ Potem były 'niegroźne psy', 'ospałe krowy', 'szybkie stonogi' (tu robaki poruszały się szybciej niż zwykle), 'pazurzaste koty' i 'żądlące pszczoły'. Ten ostatni poziom niemile mnie zaskoczył, gdyż okazało się że ten typ robaków potrafi latać, a zatem zmierza z wyjścia do wejścia na wprost, nie poruszając się ustaloną ścieżką labiryntu, który udało mi się równomiernie obsadzić działami. Na szczęście zdążyłem dostawić kilka wież przeciwlotniczych. Niestety, kosztowało mnie to ekstra gotówkę, a poza tym wieże przeciwlotnicze były bezużyteczne w walce z robakami naziemnymi, które z każdym kolejnym poziomem stawały się coraz silniejsze.

_-¯ Pierwszą falą której część przedarła się przez moje linie były 'twarde ogry'. Zniszczyłem ich niewiele, a co za tym idzie zarobiłem niewiele, w związku z czym nie miałem pieniędzy na ulepszanie uzbrojenia. 'Twardsze ogry' które wyszły w następnym rzucie przeszły przez labirynt prawie bez strat. Przegrałem.

_-¯ - O nie, nikt nie wygrywa z Charyzjuszem Chakierem! - rzuciłem w ekran monitora i zacząłem grać od początku. Tym razem projektowałem system uzbrojenia ostrożniej. Dodatkowo zacząłem uwzględniać aspekt ekonomiczny gry, polegający na tym że niewykorzystane pieniądze przechodzą na kolejny poziom z drobnym procentem, tak więc opłacało się oszczędzać. Zawczasu postawiłem też zestaw wież przeciwlotniczych oraz uniwersalnych (potrafiących razić cele zarówno latające jak i naziemne). Siłę ognia zaplanowałem tak, by robaki przechodziły prawie cały labirynt nim zginą. Zyskiwałem w ten sposób czas potrzebny na budowę kolejnych wież.

_-¯ Tym razem 'twarde ogry' poległy. To samo spotkały 'twardsze ogry' oraz 'jeszcze twardsze ogry'. 'Supertwarde ogry' były blisko wyjścia, lecz dopiero 'najtwardsze ogry' pokonały moje linie obrony. Znów przegrałem.

_-¯ Po piętnastu kolejnych grach doszedłem do 'niezwykle groźnych trolli'.

_-¯ Po trzydziestu dwóch następnych do 'latających zielonych smoków'.

_-¯ O godzinie trzeciej w nocy żona wezwała mnie do łóżka w trakcie walki z 'rogatymi demonami'. Nie odszedł bym od komputera gdyby nie to, że przegrałem.

_-¯ Wsiąkłem. Nie mogłem myśleć o niczym innym, tylko o planowaniu systemu obrony labiryntu. Sporządziłem wykresy zależności siły ognia od ceny oraz zasięgu. Opracowałem plan optymalizacji stosunku sił powietrznych do lądowych oraz vice versa i qui pro quo. Obliczyłem niezbędne parametry, które powinny posiadać wieże spowalniające by czas pozostawania robaków w polu rażenia dział był jak największy. Zaplanowałem obszary w których stwory najpierw były rażone ogniem bezpośrednim lub powierzchniowym (ten ostatni bardzo przydawał się na 'pączkujące potwory', które po trafieniu nie ginęły tylko rozpadały się na kilka mniejszych). Dochodziłem coraz dalej i dalej. I za każdym razem przegrywałem.

_-¯ Ze swojego uzależnienia zdałem sobie sprawę w pracy, na zebraniu u prezesa. Omawiałem właśnie strategię rozwoju naszego nowego produktu, gdy uświadomiłem sobie że slajd który przedstawiłem jako prognozy zysków przedstawia w rzeczywistości wykres zależności siły przebicia pocisku z wieży plazmowej w funkcji ceny i odległości. Na szczęście nikt się nie zorientował.

_-¯ Po powrocie do domu znów zasiadłem do gry. Tym razem jednak uruchomiłem również debugger, i wszystkim przeciwnikom ustawiłem poziom energii na '1'. Nawet końcowy 'Najpotężniejszy Stwór W Tej Grze Który Lata, Pączkuje I Nie Da Się Spowolnić' padł po pierwszym strzale... Żałuję tylko, że tę zwycięską strategię opracowałem tak późno :)
 
 Oceń wpis
   
_-¯ No to zaczęło się. Kilka dni temu do mieszkania mojego znajomego o godzinie szóstej rano zapukał, kto? No, wiadomo kto może pukać o szóstej rano. Policja, oczywiście. Policja wchodzi równie punktualnie co Vincent Vega z Pulp Fiction, z tym że o innej porze. Wydaje mi się jednak że mój znajomy bardziej by się ucieszył na widok Johna Travolty niż kilku mundurowych i smutnego pana w wymiętym garniturze.

_-¯ Niestety, nie odbyło się to wszystko tak jak na amerykańskich filmach, tzn. ze standardową formułką co sobie można zachować i co zostanie użyte w jakim kierunku jeżeli się otworzy japę. Zanim znajomy wydukał standardowe 'o co chodzi?' miał już kajdanki na rękach i siedział w radiowozie. Akcja policji była szybka i jak zwykle skuteczna.

_-¯ Po kilku godzinach dowiedział się o co jest oskarżony: mianowicie, o rozpowszechnianie nielegalnej informacji. Niestety, przez następne kilka godzin nikt nie był w stanie (bądź też nie chciał) uświadomić go, co to za nielegalna informacja którą rozpowszechniał. Przez znajomego znajomego, którego znajomy był bliskim znajomym znajomego mojego znajomego udało mu się skontaktować z kimś, kto znał kogoś, kto miał dojścia. No i dowiedział się...

_-¯ Tutaj, Szanowni Państwo, jestem zmuszony zrobić pauzę w celu zbudowania napięcia. Gdyby to był film mógłby w tym miejscu pojawić się jakiś ładny pejzaż, bądź też poboczny wątek przedstawiający kłopoty bohatera podczas kupowania bułki tartej. Nie dysponując jednak takimi środkami wyrazu ucieknę się do chytrego wybiegu, czyli opowiem (opiszę?) dowcip:
Pewna rodzina mafijna postanowiła zatrudnić księgowego by poprowadził jej rachunki. Ponieważ jednak obawiała się, by ten nie miał 'długiego jęzora' postanowiła zatrudnić głuchoniemego. Sprawy szły dobrze do momentu gdy ktoś zorientował się, że z kont nadzorowanych przez księgowego 'wyparował' milion dolarów. Główny mafioso zawezwał zatem prawnika znającego język migowy i udał się w odwiedziny do księgowego:
- Zapytaj go, gdzie znikł mój milion dolarów - zakomenderował
- On pyta, gdzie jego milion dolarów - 'zamigał' prawnik
- Nie wiem, o jakim milionie mowa - odparł księgowy
- On mówi, że nie wie o czym mowa - przekazał prawnik
- Powiedz mu, żeby się nie zgrywał tylko oddawał moją forsę! - wykrzyczał mafioso
- Nie zgrywaj się, tylko oddawaj jego pieniądze - przetłumaczył prawnik
- Ale ja naprawdę nie wiem o co chodzi - pokazał na migi księgowy
- Mówi, że nie wie o co chodzi - wyjaśnił prawnik
W tym momencie mafioso się wkurzył. Wyjął pistolet i przystawił do czoła księgowemu.
- Powiedz mu - wycedził przez zęby - że jeżeli natychmiast nie dostanę mojej kasy to rozwalę mu łeb!
- Jeżeli nie oddasz mu pieniędzy, rozwali ci łeb! - gorączkowo przetłumaczył prawnik. Księgowy przestraszył się...
- Dobra! Dobra! Forsa jest w bagażniku samochodu który stoi w garażu!
- Mówi, że nie masz jaj, żeby strzelić....

_-¯ Ok. Wracajmy zatem do mojego znajomego. Okazało się, że nielegalna informacją którą rozpowszechnia jest... jego imię i nazwisko. Konkretnie, jeżeli jego imię i nazwisko zapisać kodem ASCII, pomnożyć przez piętnaście a następnie odjąć liczbę która heksadecymalnie wyrażona jest jako 0x0c73cc01530d04ce08b52546a10d0492 to powstanie z tego klucz kryptograficzny umożliwiający nielegalne kopiowanie najnowszego, wydanego na płytach BluRay filmu pewnej wielkiej wytwórni z Hollywood. Tak to jest mieć w życiu pecha...

_-¯ Epilog tej historii nie jest wesoły: znajomemu grozi do pięciu lat paki, zaś ja odkryłem przypadkiem że zapisując moje imię i nazwisko od tyłu, a następnie poddają pewnym prostym operacjom arytmetycznym da się zdekodować kolejne pięć tytułów na rynku... Wystąpiłem już do odpowiedniego urzędu z wnioskiem o zmianę imienia i nazwiska, lecz czy ta zmiana da mi poczucie bezpieczeństwa? Odpowiedź jest jedna: nie. Każdy z nas jest podejrzany...
 


Najnowsze komentarze
 
2017-08-15 10:15
trust funds do wpisu:
Jak się włamać na konto pocztowe
Czy nie potrzebujesz pożyczki? Jeśli tak, napisz do nas na adres jullietfinancialaid@yahoo.com,[...]
 
2017-08-14 16:27
Jerry Carl do wpisu:
Jak się włamać na konto pocztowe
Cześć, jestem pan Jerry Carl wierzyciel prywatnych pożyczek, a ja jestem tutaj, aby spełnić[...]
 
2017-08-11 16:19
jpodreglewski do wpisu:
Jak się włamać na konto pocztowe
Przyjmę zlecenia informatyczne. Oferuję: #Dostęp do maili/portali/kont (hasła,loginy);[...]
 
2017-08-07 16:53
joyce roger do wpisu:
Jak się włamać na konto pocztowe
Jestem tak szczęśliwy i wdzięczny za co on w moim życiu ma, jestem Joyce Roger Przez USA po[...]
 
2017-08-07 16:52
joyce roger do wpisu:
Jak się włamać na konto pocztowe
Jestem tak szczęśliwy i wdzięczny za co on w moim życiu ma, jestem Joyce Roger Przez USA po[...]
 
2017-08-07 04:29
Rebecca Wendy do wpisu:
Jak się włamać na konto pocztowe
Jak uzyskałem pożądaną kwotę pożyczki z wiarygodnej firmy pożyczkowej[...]
 
2017-08-04 20:54
Sebastian012 do wpisu:
Jak się włamać na konto pocztowe
Witam, Nazywam się Sebastian. Chcę zeznawać dobrego pożyczającego pożyczkodawcę, który okazał[...]
 
2017-07-31 09:21
JULIET22 do wpisu:
Niedługo odziedziczę $20.5 miliona
Czy potrzebujesz prawdziwej pożyczki? Jeśli tak, napisz do nas na adres[...]
 



 
Chakier, Charyzjusz. Q2hhcnl6anVzeiBDaGFraWVyCg== chakier[at]vp.pl