czyli czego się możecie ode mnie nauczyć
Konkurs telewizyjny 2008-12-30 23:20
 Oceń wpis
   
_-¯ Ponieważ ostatnio policja nie daje mi spokoju (dziś rano wpadli o szóstej i zarekwirowali całą moją podsieć adresów IP 192.168.0.0/24) chwilowo nie będę opisywał nowych technik chakierskich. Niech się uczą od kogo innego :)
Zamiast tego proponuję prosty quiz. Poniżej przedstawiony jest pewien obrazek:

Elephant_in_Botswana

Obrazek przedstawia tytuł filmu, który w Sylwestra wyemituje jedna z popularnych stacji telewizyjnych. Jaki to film?
Prawidłowe odpowiedzi, jak zwykle, proszę przesyłać na mój numer gaga-dudu. Do wygrania atrakcyjne nagrody!

Oryginalny obrazek
 
Pafnucy 2008-12-20 17:20
 Oceń wpis
   
_-¯ Charysia leżała już w łóżeczku. Życzyłem jej dobrej nocy i właśnie oddalałem się na palcach, gdy dobiegło mnie ciche wołanie.
- Tatusiu! A gdzie Pafnucy?
Zatrzymałem się na chwilę. Niestety, metoda na przeczekanie nie zdała egzaminu. Wołanie powtórzyło się.
- Tatusiu! Nie ma Pafnucego!
Z westchnieniem obróciłem się i podszedłem z powrotem do łóżeczka.
- Kto to jest Pafnucy?
- Mój kodek.
- A kiedy ostatnio się nim bawiłaś?
- Nie pamiętam.
Westchnąłem cicho.
- A nie możesz spać bez Pafnucego? - spytałem z nadzieją.
- Ja mogę. Ale on się będzie bał spać beze mnie.
- Na pewno nie będzie.
- Będzie. On się bardzo boi spać sam.
Cóż. Wyglądało na to, że sytuacja ma tylko jedno rozwiązanie.
- Poszukam i ci go przyniosę, dobrze?
- Dobrze.

_-¯ Wyszedłem, zamknąwszy cicho drzwi. Gdzie mógł być kodek Pafnucy? Usiadłem do komputera i zacząłem grzebać po danych na dysku, obiecując sobie przy okazji kolejny raz zrobić tam porządek. Otworzyłem pierwszy z brzegu katalog i natychmiast runęła zeń na desktop fura skłębionych plików, pliczków i pliczydeł. Po raz kolejny westchnąłem, i zabrałem się za przeglądanie tego bałaganu, metodycznie pakując wszystkie pliki z powrotem na ich miejsce, od czasu do czasu dopychając któryś łokciem czy butem. Niestety, Pafnucego nie znalazłem. Skończywszy z jednym katalogiem, zabrałem się za następny. Choć byłem zły na Misię, że tego wieczora zostawiła mi małą na głowie, to jednocześnie teraz cieszyłem się, że jej nie ma. Od kilku miesięcy suszyła mi głowę, bym wymienił w komputerze wszystkie katalogi na foldery, ,,bo widziałam u koleżanek takie ładne, wiesz, tanio można kupić i będą nam pasowały kolorystycznie do szafek w kuchni''. Kobiety... Jak coś jest pod kolor, to nic innego się nie liczy. Kiedyś byłem świadkiem prawie że identycznych scenek, w których kolega z pracy chwalił się nowo zakupionym autem. Pytania ze strony mężczyzn były różne:
- Za ile?
- Ile pali?
- Jaki silnik?
- Ile do setki?
- Ręczny czy automat?
Pytanie ze strony kobiet było jedno. Zawsze takie samo:
- Jakiego koloru?

_-¯ Pogrążony w tego rodzaju egzystencjalnych rozważaniach wreszcie znalazłem kodek w katalogu z plikami które miałem oddać dla Czerwonego Krzyża. Trzymałem tam wszelkiego rodzaju dane, które były wciąż zbyt dobre by je wyrzucić, a jednocześnie mi już niepotrzebne. Raz w miesiącu pakowałem je gzipem i wysyłałem e-mailem. Całe szczęście Pafnucego wysłać nie zdążyłem.
Chwyciłem go w garść i pomaszerowałem do sypialni Charysi, trzymając ręce za plecami. Mała jeszcze nie spała.
- Znalazłeś Pafnucego?
- Nie. Ale wiesz co? Wyczaruję go.
Wolną ręką zacząłem kreślić w powietrzu magiczne gesty, a drugą wsunąłem Pafnucego szybko pod kołdrę. Oczy Charysi zrobiły się okrągłe z ciekawości.
- Czary-mary! Hokus-pokus!
- Chokus-pokus - poprawiła mała.
- Tak. Chokus-pokus. Niech Pafnucy szybciutko pojawi się pod kołdrą, pod warunkiem że Charysia będzie grzecznie spać!
Klasnąłem w ręce i odkryłem kołdrę. Tryumfalnie podniosłem Pafnucego.
- Ta-da!
Charysia popatrzyła na mnie ni to z wyrzutem, ni to z politowaniem.
- To nie jest Pafnucy.
Zamarłem.
- Jak to nie Pafnucy? Popatrz, tu ma funkcje kodujące, tu dekodujące, tu predykcję międzyobrazową, tu estymaty wektorów ruchu... Pafnucy, jak żywy. Znaczy - jak Pafnucy. Bardzo ładny kodek.
- Tato! Kotek!
- Kto?
- Kotek! Kotek Pafnucy!
- A co to? - nie rozumiałem początkowo, ale w miarę jak dziecko tłumaczyło mi w czym rzecz, zaczynałem sobie przypominać. Rzeczywiście, czytałem kiedyś w jakiejś książce, że małe dzieci mają w zwyczaju otaczać się miękkimi zabawkami w kształcie zwierząt, najczęściej niedźwiadków. Swego czasu Misia wymogła na mnie, bym kupił Charysi coś takiego (wtedy nie wiedziałem po co, w sumie miała już w pokoiku całkiem niezły router, własne łącze i dwa laptopy). Przypomniałem sobie, że kupiłem jej czarnego kotka z białym pyszczkiem. Kotka, żeby się jej kojarzył z kodowaniem. Z tego samego powodu odrzuciłem pluszowe misie. Kojarzyły się, i to niedobrze.
- Więc chcesz, żebym znalazł ci pluszowego zwierzaczka?
- Pafnucego!
- Tak, Pafnucego.

_-¯ Poszedłem do własnej sypialni i w pościeli znalazłem czarnego kotka, z którym Charysia przydreptała poprzedniego poranka. Przyniosłem go małej.
- Ten?
- Tak! Pafnucy! Choć, już się nie musisz bać spać sam!
Wzięła go i z wyrazem szczęścia na twarzy przytuliła do poduszki. Po kilku chwilach już spała.

_-¯ Wróciłem do komputera z głębokim przeświadczeniem, że dzieci są istotami co najmniej zagadkowymi. Przecież taki Pafnucy z pewnością nie potrafił nawet dobrze kompresować...
 
 Oceń wpis
   
_-¯ Na początek mały dowcip.
Mały Szkot chwali się tacie:
- Tato! Dziś zaoszczędziłem pięć pensów!
- Zuch chłopak! A w jaki sposób?
- Wróciłem do domu pieszo zamiast jechać autobusem!
- Ty durniu! Trzeba było wrócić pieszo, zamiast jechać taksówką! Wtedy zaoszczędziłbyś pięć funtów!

_-¯ Przejdźmy jednak do rzeczy. Nasi politycy nie tylko zaoszczędzili, ile
ZAROBILI 60 miliardów złotych. I to właściwie w kilkanaście godzin. Zarobek polega na tym, że do 2020 roku polski przemysł nie wyda pieniędzy na zakup tzw. ,,zezwoleń na emisję CO2''. Możemy tylko ubolewać nad tym, że nasz przemysł nie jest bardziej rozbudowany. Gdyby był, moglibyśmy zarobić nie 60, ale może nawet i 100 miliardów?

_-¯ Idąc dalej tą drogą mam pomysł na zarobienie kolejnych pieniędzy, co niewątpliwie przyda się na prognozowany okres recesji. Dodatkowo mój pomysł jest strategią typu win-win. Proponuję wprowadzenie opłat od bycia mężczyzną, a konkretnie od posiadania chromosomu Y. Wynosiłby około 250 euro za rok i wszedłby, powiedzmy, w roku 2010. Jednocześnie delegacje tych państw Unii Europejskiej, które wstąpiłyby do Koalicji Na Rzecz Okresu Przejściowego uzyskałyby zwolnienie z podatku do roku 2020. Policzmy: zakładając że w Polsce płcie rozkładają się równomiernie, i że nasz kraj zamieszkuje 40 milionów ludzi - daje to 20 milionów posiadaczy chromosomu Y, zwolnionych z opłaty 250 euro przez 10 lat. Policzmy...

_-¯ Pięćdziesiąt miliardów euro, licząc po dzisiejszym kursie - dwieście miliardów złotych. Zarobione, nie kradzione. I co? I kto tu jest mastahem? Niech sobie te marne sześćdziesiąt miliardów wezmą, nie będziemy żebrać. Zapłacimy, a i tak nam sto czterdzieści w kieszeni zostanie, byleby tylko mój pomysł zaskoczył. A wprowadzenie podatku od chromosomu X dałoby jeszcze większy zarobek! Właściwie, to nie wiem czemu tego nie zaproponować, w końcu inaczej feministki mogłyby się obrazić...
 
 Oceń wpis
   

_-¯ Przeczytałem uważnie informację. Raz. Drugi raz. Jedenasty raz. Nie ulegało wątpliwości, zdanie ,,policja ma zyskać możliwość zdalnego sprawdzania zawartości twardych dysków'' cały czas tam było. Przez cały czas nadziejałem (czyli łudziłem nadzieją, tylko szybciej) się, że to jednak pomyłka. Błąd w druku. Przekłamanie. Dziennikarska kacz... Dziennikarski donald. Przełączyłem się na pulpit komunikacyjny i wywołałem M1m00ha.
- 370. Czytałeś mój wpis? - zagaiłem.
- 1
- link też?
- 1
- I co ty na to? Myślisz, że to fałszywka?
- 0
- Prawda?!
- 1
- zOMG!
- 1
Rozłączyłem się. Zresztą M1m00h chyba nie był w nastroju do rozmowy. Ale... Nie! To przecież nie mogła być prawda! Pamiętam siebie samego, gdy pierwszy raz udało mi się przeszukać zdalnie dysk twardy polonistki. Okupione to było tygodniami pracy. Grzebaniem w śmietnikach, podsłuchiwaniem rozmów, zdobywaniem informacji o rodzinie, znajomych i ulubionych zwierzętach. Musiałem założyć fikcyjne konto na serwisie randkowym, udawać, że ją podrywam, wysłać spreparowane zdjęcia zeskanowane z ,,Bravo Girl po czterdziestce'' i zainstalować tą drogą Back Orifice. Nie było mowy o żadnym ,,zyskiwaniu możliwości''! Cholera jasna! To byłaby nieuczciwa konkurencja!
Chwyciłem za konwencjonalny telefon i zadzwoniłem do ministra, któremu nie tak dawno pomogłem odzyskać zaginione gigabajty. Odebrała sekretarka.
- Charyzjusz. Mam sprawę do Antka.
- Już łączę.
Chwilę w słuchawce brzmiała denerwująca melodyjka, którą modnie jest teraz umieszczać w centralkach. Po chwili minister odebrał.
- Słucham?
- 370 Antek, co jest z tą policją? - wypaliłem.
Chwilę trwało milczenie.
- Co to znaczy trzysta siedemdziesiąt Antek?
- Nie trzysta siedemdziesiąt, tylko 370 - poprawiłem - I nie to jest ważne. O co chodzi z tą policją?
- Z jaką policją?
- Z tą, co ma zyskać możliwość zdalnego sprawdzania zawartości twardych dysków. To jakiś żart?
Usłyszałem, jak minister uśmiechnął się.
- Żaden żart. Komisja Europejska da im taką możliwość.
Sapnąłem.
- Ale jak? Słuchaj, ja też bym chciał! - krzyknąłem w słuchawkę.
- Uchwali się ustawę czy tam uchwałę i już.
- Chyba żartujesz! Tak nie można! Nie da się, ot, uchwalając coś manipulować rzeczywistością!
W tym momencie poczułem zimne palce na swojej szyi.
- I find your lack of faith disturbing... - usłyszałem w słuchawce. Pociemniało mi w oczach, lecz po chwili wrażenie ucisku ustąpiło.
- Wpadnij do mnie do biura jutro wieczorem. Coś ci pokażę - powiedział Antek i odłożył słuchawkę.
Opadłem na fotel, skołowany, zdezorientowany i spocony. Jutro wieczorem... Nie mogłem wytrzymać z ciekawości.

_-¯ Ponieważ ,,wieczór'' był dość rozmytym terminem pognałem do ministerstwa już o piętnastej. Antoni przyjął mnie od razu.
- Widzisz, Charyzjusz - zaczął przechadzając się wzdłuż biurka z rękami założonymi z tyłu - świat się zmienia. Kiedyś człowiek sądził, że świat wykreowali bogowie, ale tak nie jest. Rzeczywistość tworzymy sami. A ściślej rzecz biorąc - przynajmniej po tej stronie oceanu tworzy ją Komisja Europejska.
Antek zrobił efektowną pauzę, zastygając za biurkiem z rękami opartymi o blat, po czym kontynuował wziąwszy do ręki jakiś kwit.
- Powiedz mi, Charyzjusz, wiesz co to jest ślimak?
- Eeee... - rozpocząłem elokwentnie, gdyż nie spodziewałem się takiego pytania - Taki tam... bezkręgowiec. Znaczy - mięczak.
Minister roześmiał się.
- Błąd! Widzisz - zamachał papierem który trzymał w ręku - tą oto dyrektywą ślimak stał się rybą śródlądową!
Szczęka opadła mi na dywan.
- Przecież... To wymagałoby lat badań! Szeregu modyfikacji z zakresu inżynierii genetycznej na poziomie jakiego jeszcze nie opanowaliśmy! Żeby przekształcić ślimaka w rybę...
- Don't underestimate the power of the force...
Znów poczułem lodowatą dłoń zaciskającą się na mej krtani. Wrażenie minęło tak szybko jak się pojawiło.
- Ale-ale, co powiesz na mały pokaz? - zaproponował Antek.
- Bardzo chętnie - przytaknąłem.
Minister podszedł do biurka i poszperał w szufladzie. Po chwili wyciągnął jakiś formularz.
- Znasz zapewne prawo powszechnego ciążenia Newtona, prawda? - powiedział gryzmoląc coś na papierze - Choć nie mam takiej mocy jak cała Komisja Europejska, to jednak ten dokument wystarczy by anulować je na obszarze tego pomieszczenia...
Trzasnęła przystawiana pieczątka i w tym momencie poczułem, że przestaję ważyć. Szarpnąłem się w fotelu i ten ruch wypchnął mnie w powietrze. Poszybowałem pod sufit. Tymczasem Antoni lewitował leciutko za biurkiem.
- Uważaj - ostrzegł, po czym przedarł papier.
Grzmotnąłem o ziemię aż mi świeczki stanęły w oczach. Niezdarnie wdrapałem się z powrotem na fotel i przysunąłem go na jego dawne miejsce (na skutek mojego nagłego ruchu również on trochę odpłynął).
- Whisky? - zaproponował Antek, widząc w jak opłakanym stanie psychicznym jestem.
Pokręciłem przecząco głową i pogrążyłem się w myślach. Po chwili dźwignąłem się na nogi.
- Czyli, jeżeli KE uzna że policja ma zyskać możliwość zdalnego sprawdzania zawartości twardych dysków, to...
- To tak się stanie.
- Nawet pod DOSem?
- Nawet.
- Nawet na komputerach odłączonych od sieci?
- Nawet.
- Nawet na...
Antoni podszedł do mnie, chwycił za ramiona i potrząsnął.
- Charyzjusz. Ty nie rozumiesz. W komunikacie nie ma nic o komputerach. Jest mowa o twardych dyskach. Komputery nie mają tu nic do rzeczy...
Upadłbym, gdyby Antoni mnie nie podtrzymał.
- Zdalne... sprawdzenie... dysków... Bez sieci, bez komputera?
Minister powoli skinął głową.

_-¯ Opuściłem gabinet jak we śnie. Właściwie to nie wiem, jak i kiedy trafiłem do domu. Położyłem się spać z mocnym bólem głowy.

_-¯ Wstałem z mocnym postanowieniem. Wstąpię do policji. A wtedy... All your base are belong to us! Ha Ha Ha Ha!

 
 Oceń wpis
   

_-¯ Alarm włączył się niespodziewanie. Zresztą - od tego przecież był. Rozjaśniana jedynie poświatą nielicznych aktywnych ekranów centrala chakierowania w moim biurze momentalnie skąpana została w czerwonym świetle lamp sygnałowych. Zawyły syreny, których dźwięk zmieszał się z pospiesznym tupotem stóp personelu, zajmującego stanowiska bojowe. Uniosłem lewą brew, jak to mam w zwyczaju gdy coś mnie zaskakuje, i spojrzałem na ekran. Macierz sygnalizowała jakiś niezwykle ważny komunikat. Wciąż siedząc w obrotowym fotelu na kółkach odepchnąłem się lewą nogą i podryfowałem w kierunku konsoli sterowania dźwiękiem, by wyłączyć syreny i odgłosy stóp personelu. Kiedyś, dawno temu nagrałem je w weekend i przez pewien czas wydawało mi się zabawne, że włączeniu alarmu towarzyszył harmider (który potem zgrabnie przerobiłem na charmider) i gwar, jakbym w pomieszczeniu nie był sam, a zajmowało je co najmniej kilkanaście osób. Potem przywróciłem normalne oświetlenie, bo któż normalny ma zamiar w sytuacji awaryjnej pracować przy krwistoczerwonych lampach. W końcu potoczyłem się do Macierzy, czyli mojego głównego komputera.
- Pokaf fiadomośf - zakomenderowałem pakując sobie jednocześnie do ust porcję solonych orzeszków.
- Wiadomość? - upewniła się maszyna.
- Ta. Jej treść.
- Och. Jeżeli chodzi o to, to jej Teść się nazywa Świekr, czyli to Twój Ojciec. Ale moim zdaniem ważniejsze byłoby przeczytanie ważnej wiadomości.
- Przecież powiedziałem, że pokaż jej treść! - wykrzyczałem cokolwiek poirytowany.
- Nie ma sensu krzyczeć. Rozumiem i bez krzyku. Tak więc Nieść to syn Twojego brata lub siostry...
- Ale ja wcale nie pytałem o Nieścia!
- Teścia?
- NIE!
- Świeścia?
- Daj spokój! Wiadomość czytaj! Przypominać więzy rodzinne jest teraz nie pora!
- Skoro pytasz, to córka ze związków Twojego rodzeństwa rzeczywiście nazywa się Nieściora.
- Szlag mnie zaraz trafi!
- Oj dobrze, dobrze. Tak się tylko droczę. Już wyświetlam wiadomość.

_-¯ Ekran zamigał, po czy wyświetlił kilka zdań. Nagłówek informował, że dane zostały zebrane przez sondę Chakier78 monitorującą obszary płytkiego internetu. Treść zawierała jeden link: All your base are belong to us!

 
Kradzież 2008-12-06 18:00
 Oceń wpis
   
_-¯ Dzwonek do drzwi zabrzęczał natarczywie. Nie spodziewałem się tego. Po pierwsze - wiele miesięcy temu uszkodziłem przełącznik tak, by nie kontaktował. Po drugie - zdemontowałem dzwonek, gdyż z nie działającym przełącznikiem nie było sensu go trzymać. A jednak - dzwonił. Znałem tylko jednego człowieka, który był w stanie zmusić nie działający dzwonek do dzwonienia. To musiał być Czesław. Czesław ze Służb Specjalnych.

_-¯ Nie wstałem, by odkluczyć. Wiedziałem, że w momencie gdy pierwsze dźwięki dobiegły do mych uszu Czesław był już w środku i najprawdopodobniej stał właśnie za mną.
- W czym problem? Zajęty jestem nieco - rzuciłem, nawet nie odwracając głowy.
- Minister ma problem - usłyszałem.
- Który minister?
Czesław powiedział który.
- Fiuuuuu - gwizdnąłem - A poważny? - dodałem, dźwigając się z krzesła.
Pytanie było głupie. Gdyby problem nie był poważny, nie wysyłano by Czesława. Nie czekałem zatem na odpowiedź. Zresztą, i tak bym się jej nie doczekał. Gdy skończyłem wstawać w pokoju nie było już nikogo.

_-¯ Do ministerstwa dotarłem wyjątkowo szybko. Zresztą w tym celu zainstalowano tam szerokopasmowe łącze. W sekretariacie sprawdzono mi tylko CRC32 i od razu wprowadzono do gabinetu.
- W czym problem? - spytałem od progu.
- O! Charyzjusz! Jesteś nareszcie. Przepraszam, że tak Cię w środku nocy wzywam...
- Jest dopiero osiemnasta, Panie Ministrze. W zimie zmrok zapada szybko.
- Tak, tak... Oczywiście masz rację. Ale widzisz, mam poważny problem z komputerem. Niestety. Rzucisz okiem?
Podszedłem do biurka i usiadłem za klawiaturą. Uruchomiłem system. Nie kłopotałem Ministra pytaniami o login i hasło - zamiast tego zapuściłem umieszczony w moim telefonie komórkowym skaner, który po trzech sekundach wyświetlił mi potrzebne dane. Zalogowałem się i przystąpiłem do oględzin, lecz nie znalazłem nic podejrzanego, poza kilkoma plamami od kawy na tapecie pulpitu.
- Nie znalazłem nic podejrzanego, poza kilkoma plamami od kawy na tapecie pulpitu - poinformowałem.
Minister podbiegł do komputera i wskazał na ikonę dysku.
- Tu jest problem - poinformował.
- Czyli?
- O! - kliknął i wyświetlił wykres zajętości - Jest dwadzieścia giga wolnego!
- No i?
- A wczoraj było dwadzieścia dwa!
- Cóż... - zacząłem wyjaśniać, lecz Minister wszedł mi w słowo.
- Charyzjusz! Ktoś mi kradnie miejsce z dysku!
Zamyśliłem się. W sumie - wszystko na to wskazywało.
- Czy od wczoraj korzystał ktoś z komputera? - spytałem.
- Ja. Przez godzinę. Ściągnąłem trochę muzyki i dwa czy trzy filmy. Potem wyłączyłem go, normalnie, a dziś się okazało że brakuje dwóch gigabajtów! Ktoś je ukradł!
- Spokojnie... Może po prostu się gdzieś zawieruszyły - powiedziałem uspokajająco i przystąpiłem do poszukiwań.
Niestety, gigabajtów nie było ani w koszu, ani na biurku, ani w niszczarce, ani na dywanie. Sekretarka twierdziła, że nie widziała nikogo podobnego do gigabajta wychodzącego z gabinetu. Nikt też stamtąd nic nie wynosił. Przegląd materiałów z kamer przemysłowych również nie przyniósł rozwiązania. Sprawa zaczynała wyglądać niesympatycznie, tym bardziej że o wszystkim z niewiadomych źródeł dowiedział się Prezydent, który o kradzież zaczął podejrzewać Rosjan. Podobno poznał to po okrzykach.
Siedziałem przed monitorem i przesłuchiwałem wszystkie zainstalowane aplikacje, jednak nie wnosiło to nic nowego. Wszystkie zeznawały to samo - nie były tamtego dnia uruchomione. Jedyny wyjątek stanowił odtwarzacz filmów, który - przyciśnięty - wydukał, że przez kilkadziesiąt minut pracował. Okazało się, że Minister oglądał swój ulubiony film, dramat obyczajowy pt. ,,Obietnica szybkiej śmierci w dolinie dzikich węży''. Jednak zarówno on, jak i węże zaprzeczyły, że wiedzą cokolwiek o zaginionych gigabajtach.

_-¯ I sprawa pewnie do dziś zostałaby nie rozwiązana, gdyby nie przypadek. Sekretarka, podając mi kawę, niechcący trąciła komputer nogą. Coś cicho zagrzechotało. Tknięty przeczuciem odłączyłem maszynę od zasilania i wyjąłem z niej dysk. Potrząsnąłem nim - tym razem grzechot był wyraźnie słyszalny.
Ponieważ nie miałem przy sobie narzędzi do rozbierania dysków - otworzyłem go używając korkociągu (który znalazłem w znajdującym się w gabinecie barku), pilnika (pożyczonego od sekretarki) i dziurkacza. Ostrożnie uniosłem pokrywę i uśmiechnąłem się.
Zaginione gigabajty leżały w kącie. Najwyraźniej były niezbyt dobrze przymocowane do talerzy i w którymś momencie się odczepiły, a siła odśrodkowa zrzuciła je z powierzchni. Ostrożnie wziąłem je w palce, kapnąłem kilka kropel kleju, i ułożyłem na miejscu. Ponieważ obudowa dysku była nieco powyginania po podważaniu jej pilnikiem - całość spiąłem gumkami recepturkami. Umieściłem dysk na miejscu i włączyłem komputer. Po chwili uśmiechnąłem się.

Wszystko się zgadzało.
 
 Oceń wpis
   

_-¯ Dzisiaj w A must C! prawdziwy hicior, żeby nie napisać chicior, czyli Miś Stanisława Barei. Film kultowy wśród filmów kultowych, składający się z samych doskonałych scen i wypełniony fenomenalnymi dialogami. Cudo.



Dziś, TVP2, 20:35. I oglądać mi, motyla noga!

 


Najnowsze komentarze
 
2017-06-21 16:10
Iwona Brzeszkiewicz do wpisu:
Jak się włamać na konto pocztowe
Czesc, kochanie. Czy wciaz szukasz pomocy. Nie szukaj dalej, poniewaz senator Walter chce i[...]
 
2017-06-15 14:20
kelvin smith do wpisu:
Jak się włamać na konto pocztowe
Brak zabezpieczenia społecznego i brak kontroli kredytowej, 100% gwarancji. Wszystko, co musisz[...]
 
2017-06-13 06:20
Gregs Walker do wpisu:
Jak się włamać na konto pocztowe
Uwaga: Jest to BOOST CAPITAL CENTRAL TRUST FINANCE LIMITED. Oferujemy wszelkiego rodzaju[...]
 
2017-06-13 06:09
Gregs Walker do wpisu:
Jak się włamać na konto pocztowe
Uwaga: Jest to BOOST CAPITAL CENTRAL TRUST FINANCE LIMITED. Oferujemy wszelkiego rodzaju[...]
 
2017-06-09 16:42
George cover.. do wpisu:
Jak się włamać na konto pocztowe
Witamy w programie Fba loaninvestment Czasami potrzebujemy gotówki w nagłych wypadkach i[...]
 
2017-06-08 05:05
Mr David do wpisu:
Jak się włamać na konto pocztowe
Witam drodzy cenni klienci, Witamy pana posła Davida Johna, czy szukasz pożyczki, aby[...]
 
2017-06-05 23:40
barrett buck do wpisu:
Jak się włamać na konto pocztowe
Czy potrzebujesz pożyczki @ 2%, jeśli tak skontaktuj się z nami na wszystkie rodzaje kredytów[...]
 
2017-06-03 00:26
Collins James do wpisu:
Jak się włamać na konto pocztowe
Damat Financial Corporation, Inc.   Jesteśmy prywatnymi kredytodawcami międzynarodowymi.[...]
 



 
Chakier, Charyzjusz. Q2hhcnl6anVzeiBDaGFraWVyCg== chakier[at]vp.pl