czyli czego się możecie ode mnie nauczyć
Ja to mam fart :) 2008-09-30 18:32
 Oceń wpis
   

_-¯ Jeszcze nie zakończyłem sprawy odebrania $20.5 miliona, a już w kolejce czekają kolejne pieniądze :)

Sender: heuvelhuisman712@freeler.nl
Subject: A cry for help

Hello,
I am Lolly Stevens a citizen of wales in the United Kingdom. I am writting you to seek your help to help my family as a beneficary to claim our family funds from a security company in Holland. After my father passed away we have been unable to collect our money due to some family difficulties. The funds has a total of Twenty Million USdollars and you shall have Seven Million Dollars for yoru assistance. Please write me back via my private address lollystevens10@yahoo.com.hk and I shall give you all the neccessary informations to proceed. I anxiously wait to hear from you.
Lolly Stevens

Zaraz wysyłam e-mail po dalsze informacje i robię miejsce na koncie ;)


_-¯ Uaktualnienie 1:
Wysłałem krótki e-mail, o treści: Hello
How could I help you?

... i po niedługim czasie otrzymałem obszerną odpowiedź. Jak widać, sprawa jest poważna. Hello My Friend,

Thank you for your reply back to me. Allow me to introduce myself again to you.
My Name is Ms. Lolly Stevens, the eldest child/daughter Of late Mr. Chico Stevens.My father was a big time farmer in South Wales, he uses most of South Wales farm land for farming.

My father was very successful in the farming business. Some top officials In the Government were Jealous because of his wealth and success in the farming business.They wanted him to Join them carry out a dubious deal against the Government but he refused, so they plan to kill him and claim all his wealth to finance their dubious deal.On one faithfull day he was driving home and he was assasinated.He was rushed to the hospital by a good Samaritan but he did not make it.Before his death he transfered most of his fund to a Security company In Holland.

He gave me the contact Information to the Security company which the fund was located.Those people were looking for me and my family and we ran to east london for safety because they know we knew were my father funds were resting.I contacted the Security company yesterday on how I could collect the funds with my lawyer assistance and they told me that I need a foreign beneficiary outside United Kingdom because of Security reasons.

And I don't have anyone outside the UK that will stand for me as a beneficiary. They said they are holding (TWENTY MILLION USDOLLARS) for my father.The funds have been deposited there for four years now and it has accumulated charges which I must pay before the consignment will be released.All my father properties was extorted from us and confisicated.Please assist me and my family in claiming the funds from the security company.I and my family shall reinburse you in double of any amount of money you spent in helping us,when you receive the total sum from the security company in Holland.

We will pay you seven million dollars for your help.Sorry I replied late my son was sick. All I have told you is not a joke but a real problem I and my family are facing.All I need from you is your assistance as a beneficiary because the security company in Holland need some one that would stand for me and my family to clear the funds out of the security company.We are suffering at this point of time,we cant feed,clothe and pay rent.Our family lawyer has been assisting us since my father died.I would have done this alone but the security company made it clear to us that they will not accept anyone inside U.K because of security reasons,that was why I contacted you for your help.I am a single mother i do work in a small firm in London where i earn little amount to take care of my boy and myself.We are really suffering please help us.My family is willing to reward you and they are ready to meet up to your demands when you help us clear the funds out of the company by also paying for the demurage charges.

This is what you should do now. You will contact my family lawyer his name is Barrister Markson Igie, his
Email: markigie@googlemail.com
Phone: +447031742579

When you contact him through any of those means above you should furnish him with your informations, your phone number,Fax number,Address and your Full name, tell him I directed you and he should advise you on how to get in contact with the security company.Please this is the next step you should do next.Barrister Markson is a nice man.He will give you all the informations of the security company on how you would contact them,also guide lines.Please contact my lawyer as soon as possible ok, DON'T FAIL US, HELP US.

Thank you
Ms. Lolly Stevens

Ponieważ nie chcę mnożyć wpisów bez potrzeby, będę uaktualniał ten wątek w miarę rozwoju sytuacji. ,,Stay tuned!'', jak mawiał Onufry Zagłoba

Kategoria: $$$ Komentarze (17)
 
Zawsze może być gorzej 2008-09-28 21:20
 Oceń wpis
   

_-¯ Ze stropu posypał się pył, zawyły syreny alarmów. Na wpół ogłuszony wtoczyłem się pod najbliższy stolik, instynktownie szukając jakiegoś schronienia. Pod sąsiednim stolikiem kuliła się Laura.
- Co się dzieje?! - wrzasnąłem.
Laura otworzyła usta by mi odpowiedzieć, gdy pomieszczeniem targnął kolejny wybuch. Wszystko podskoczyło. Część komputerów i monitorów pospadała na podłogę. Do tego wszystkiego włączyły się zraszacze przeciwpożarowe, dodając swoje trzy grosze do ogólnego zamieszania. Jakby tego było mało, z rozpękłych obudów pecetów zaczęły wysuwać się włochate macki. No tak - wybuch musiał uszkodzić klatki Faradaya - teraz już nic nie trzymało Prosiaków we wnętrzach komputerów.
Jednym susłem przeskoczyłem do schronienia Laury, która właśnie wykrzykiwała jakieś komendy do wyszperanego z torebki komunikatora.
- Heinrich! Was ist los?
Hainrich wyrzucił z siebie krótki, szczekający raport w języku Goethego, z którego zrozumiałem tylko ,,schießen'' i ,,abwehr''. Laura zaklęła krótko i zwróciła się do mnie.
- Zostaliśmy zaatakowani. Nie wiem jeszcze, przez kogo, ale jest ich dużo i są świetnie wyszkoleni. Musimy uciekać. - poderwała się, gotowa wybiec przez wyrwaną przez eksplozję dziurę w ścianie. Przytrzymałem ją za nadgarstek.
- Gdzie jest Chelena?
- Nie wiem. - warknęła i wyswobodziła rękę - Idziesz ze mną, czy nie?!
- Muszę poczekać na Chelenę!
- To sobie czekaj! - odwróciła się, zrobiła krok i runęła z wyrazem zaskoczenia na twarzy. Spostrzegłem, że z najbliższego dziurze komputera wystrzeliła włochata macka i owinęła się wokół jej łydki. Wielki Prosiak, ciągnąc ku sobie Laurę, jednocześnie pozostałymi mackami metodycznie pozbywał się krępującego gorsetu strzaskanego plastiku i metalu.
- Chaaaakieeeer! Ratuj! - wydarła się Laura - Zróóób coooś!
Sięgnąłem do kieszeni po SuperMałpę i ze zgrozą uświadomiłem sobie, że cały ich zapas zostawiłem przecież w komputerze. Płyta CD! Odwróciłem się do podłączonego do debuggera, leżącego na stole Prosiaka i wraziwszy mu rękę do paszczy namacałem krążek. Wyszarpnąłem go i z rozmachem cisnąłem w wielgachnego paskuda.

_-¯ Czas zwolnił. Wirujący dysk pomknął po pięknej krzywej ku celowi. Spostrzegłem, jak kilka macek podrywa się w rozpaczliwym geście osłonięcia cielska, jak mijają CD-ROM o milimetry, jak płyta zbliża się do paskudnej, rozwartej paszczy...
...jak mija tę paszczę, trafia w ścianę i roztrzaskuje się na srebrne drzazgi.
Czas popatrzył na mnie i pokiwał głową z dezaprobatą. Nie powiedział nic głośno, ale widziałem jak jego usta układają się w słowo ,,zezun''.

_-¯ Spojrzałem na Prosiaka, który właśnie uniósł Laurę w górę, nad swoją paszczę. Zaryczał tryumfalnie. Ja też się uśmiechnąłem.
- Ty! Włochaty! Patrz na mnie, jak do Ciebie rozmawiam! - cisnąłem w stwora najbliższą klawiaturą. Tym razem trafiłem. Monstrum zamarło na moment, gdy jego algorytmy rozbioru leksykalnego i gramatycznego głowiły się nad frazą ,,do Ciebie rozmawiam''. To mi wystarczyło - skoczyłem w kierunku trzymającej Laurę macki i przygniotłem do do ziemi.
- Teraz! - Krzyknąłem w kierunku postaci która pojawiła się w wyrwie ściany.
Heinrich ściągnął spust. Kilkadziesiąt pocisków, kaliber 5.56mm, z ochotą opuściło jego M16A1 i zagłębiło się we włochate cielsko. Poczułem, jak przygniecioną przeze mnie mackę przebiega skurcz, po czym wszystko wiotczeje. Zerknąłem na siebie - potwór spływał ze ściany, poznaczonej posoką i odpryskami od pocisków, które przeszły przez niego na wylot.
Laura z odrazą wyswobodziła się i stanęła na równe nogi. Ja również się podniosłem.
- Heinrich... Danke schön. - powiedziała to prawie czule.
Heinrich wyprężył się sprężyście.
- Zum Befehl, mein Herr! - strzelił obcasami.
Twarz Laury stężała. Zauważyłem, jak odruchowo sięga do biodra, gdzie była kabura.
- Nie mów do mnie Herr!
Padły trzy strzały. Każdy z nich podrzucił Heirnichem jak szmacianą lalką. Ostatnią rzeczą, jaką spostrzegłem w jego oczach, było niezrozumienie. Spojrzałem na Laurę i odczytałem w jej oczach to samo. To nie ona strzelała...
Heinrich runął na twarz, odsłaniając stojącą za nim sylwetkę mordercy.

_-¯ W zapylonym korytarzu, trzymając wciąż w wyprostowanych rękach dymiące M9, stała Chelena Choża.

 
Informacje porządkowe 2008-09-27 16:44
 Oceń wpis
   
_-¯ Zamieszczam listę osób którym, zgodnie z zapowiedziami, zostaną przyznane pieniądze:
  1. ;)
  2. 3ust4chy
  3. 6ty
  4. Aerie
  5. ajj!
  6. anonim_2010
  7. apollin3
  8. Autor Dodaj
  9. ayeo82
  10. ayz
  11. Bafto
  12. Bartek Ciszewski
  13. bartg
  14. blablabla!
  15. Blade Ashin
  16. bool
  17. booyack
  18. boss666
  19. Colorado
  20. czoczo
  21. czx
  22. Damian_M
  23. darek862
  24. DAY
  25. devnul
  26. dragonmj
  27. d.sala@interia.pl
  28. Dzokero
  29. enaeref
  30. fieloryb
  31. Filipbe
  32. gluzmen
  33. Gomene
  34. IEC60909
  35. j2390vc
  36. jachu.ka
  37. Jurgi
  38. kamill18
  39. KAMIŚ
  40. Karol :)
  41. Koooo
  42. kosai
  43. kredek
  44. ks-max
  45. Lachmer
  46. lhetto
  47. Locien0
  48. ludzik21
  49. lunea
  50. lurym
  51. M51
  52. mancus
  53. margolcia
  54. maselko
  55. matix_21
  56. mikrus
  57. mmm777
  58. nka
  59. Noqqa
  60. notabigmac@gmail.com
  61. nowy_czytelnik
  62. Old Lamer
  63. panic1
  64. Paszczak85
  65. powaga@vp.pl
  66. przemekze@wp.pl
  67. rebahas
  68. richi79
  69. rolfo
  70. saike
  71. SBKch
  72. sceptyk1
  73. shogunx0
  74. Si0N
  75. sob ;p
  76. spacemaker
  77. Spid
  78. spokój wodza
  79. Ten gosc
  80. tetsu_jin@wp.pl
  81. tommy1989@interia.pl
  82. totalnaMasakra
  83. Trocek
  84. trugoj
  85. Viiking
  86. wariat2k
  87. xi
  88. zachłanny
  89. zbuk
  90. Zef
  91. zi0n
  92. zrg
  93. żulik
Dane przekazałem Panu Sampsa Timoska, który skontaktuje się ze szczęśliwcami celem ustalenia warunków przekazania pieniędzy. Zanim to jednak nastąpi muszę zapłacić koszta przeprowadzenia postępowania spadkowego, które kancelaria Pana Sampsa Timoska wyceniła na 0.5% kwoty spadku. Ponieważ należność jest płatna z góry, wszystkich zainteresowanych proszę o wpłacenie drobnej sumy tysiąca dolarów na moje konto bankowe - pieniądze zostaną Wam zwrócone razem z dodatkowymi, obiecanymi stoma tysiącami, gdy tylko otrzymam potwierdzenie przelania odziedziczonej kwoty.

Pozdrawiam naiwnia... szczęśliwców,
Charyzjusz Chakier
 
 Oceń wpis
   

_-¯ Oto list który otrzymałem od jednej z zagranicznych kancelarii prawnych:

Dear Charyzjusz Chakier,

I am Barrister Sampsa Timoska, a solicitor at law, personal attorney to Engr J.B.Chakier, a national Of your country,who used to work as a contractor in Lome Togo. Here in after shall be referred to as my client. On the 30th of April 2006, my client, were involved in a car accident along Kpalime express Road.

All occupants of the vehicle unfortunately lost there lives. Since then I have made several enquiries here to locate any of my clients extended relatives, this has also proved unsuccessful.

After these several unsuccessful attempts,I decided to search through with his name which motivated me to contact you, to locate any member of his family hence I contacted you. I have contacted you to assist in repartrating the fund valued at US$20.5 million left behind by my client before it gets confisicated or declared unserviceable by the Security Finance Firm(bank) where this huge amount were deposited.

The said Security Finance Company has issued me a notice to provide the next of kin or have his account confisicated within the next twenty one official working days Since I have been unsuccesfull in locating the relatives for over 1years and 6 months now, I seek the consent to present you as the next of kin to the deceased since you have the same last names, so that the proceeds of this account can be paid to you.

Therefore, on receipt of your positive response, we shall then discuss the sharing ratio and modalities for transfer. I have all necessary information and legal documents needed to back you up for claim.

All I require from you is your honest cooperation to enable us see this transaction goes through and for more details.

Marrital status..................
Age..................................
Phone number.. ................
Fax number.......................

Best regards.

Mr. Sampsa Timoska.

_-¯ Ponieważ nie jestem samolubem - obiecuję podzielić się $10 milionami ze stoma pierwszymi czytelnikami którzy się wpiszą w komentarzach (po $100 tysięcy na łeb).

Kto pierwszy, ten lepszy!

 
Gorzej być nie może 2008-09-23 23:08
 Oceń wpis
   
_-¯ Cofnąłem się, by nie wejść w pole rażenia, gdy SuperMałpa rozpoczęła swój morderczy ostrzał. Prosiaki pędzące na przodzie zostały dosłownie rozniesione na strzępy, które z kolei poszarpały te biegnące za nimi. Obserwowałem to z chłodną obojętnością, metodycznie rozstawiając kolejne SuperMałpy. Wiedziałem, że kanonada nie uszła uwadze reszty mackowatych stworów, które już w tej chwili zaczęły napływać coraz szerszą strugą. Przypominało mi to scenę z ,,Aliens'', gdy gromady Obcych atakowały stanowiska automatycznych karabinów maszynowych... Niestety, karabinom w pewnym momencie zabrakło amunicji.

_-¯ Skończyłem. Setki, tysiące, setki tysięcy godzin spędzonych nad robakami w labiryncie przyniosło efekty. Stworzyłem obronę nie do przejścia. Teraz pozostało mi jedynie przyglądać się zagładzie kolejnych Prosiaków. Ta-ta-ta, pac-pac-pac, ta-ta-ta - brzmiało staccato wystrzeliwanych pocisków, przemieszane z plaśnięciami rozrywających się ciał. Usiadłem koło najbliższej SuperMałpy, uważając by nie dostać się w zasięg wyskakujących, gorących łusek. Zastanowiłem się: mógłbym tu siedzieć pewnie i kilka sekund, czekając aż moje małpki skończą. Ale co by mi to dało? Oczyściłbym z intruzów komputer. Jeden komputer. Nie o to jednak chodziło. Oczyścić hardware z morderczych wirusów można było szybciej i prościej, nie narażając przy tym życia. Wystarczyło dokonać eutanazji Widnowsów poprzez instalację morderczego Linuska - systemu tak toksycznego, że w środowisku tym nie radziły sobie żadne żywe organizmy, nie wyłączając wirusów. Mógłbym odkazić Linuskiem całą sieć, obracając wszystko w jałową perzynę, na której Prosiaki zdechłyby ja meduza na pustyni. Mógłbym...
Nie. Trzeba działać inaczej. Trzeba żywcem złapać jednego z tych małych drani. Tylko jak? Wsadziłem rękę do kieszeni z chakierskimi przyborami i wkrótce wymacałem to, co chciałem. Ściskając przedmiot w garści zapauzowałem małpę przy której siedziałem, tworząc lukę w nieprzebytym systemie obronnym. Nie trzeba było długo czekać, by pierwsze paskudy zorientowały się w słabości tego odcinka. Sąsiednie SuperMałpy w miarę możliwości kierowały w tę stronę ogień, jednak musiały bronić własnych pozycji. Poczekałem, aż kilka nacierających Prosiaków zbliży się na odległość rzutu...

_-¯ Cisnąłem przedmiot. Upadł nieco zbyt blisko, na szczęście upadł na krawędź. Patrzyłem, jak toczy się w kierunku wijących się włochatych macek. ,,No, dalej!'' ponagliłem napastników w myślach. Prosiaki zamarły. Czyżby zwietrzyły podstęp? Nie, ich centralny ośrodek decyzyjny znał tylko jeden werdykt: seek and destroy. Najbliższy osobnik dopadł w kilku susach do cd-romu i pochłonął go z furią. Fakt ten jak gdyby dodał mu sił - zjeżył się i błyskawicznie runął w moim kierunku. Sąsiednie SuperMałpy skoncentrowały na nim ogień, lecz były zbyt daleko, a poprawka na prędkość celu była zbyt mała - pociski uderzyły z tyłu, za pędzącym, rozmazanym kształtem. Odpauzowałem SuperMałpę, Prosiak był jednak zbyt blisko. Wykonał skok - dostrzegłem spiczaste zęby w ssawkowato ukształtowanej paszczy. Spojrzałem na zegarek. ,,Już powinno zadziałać'' pomyślałem i postąpiłem krok w bok.

_-¯ Lecący Prosiak minął mnie o nanometry i wrył się w ziemię, wzbijając obłok kurzu. Sposób, w jaki upadł nie sugerował w niczym tego czym był przed chwilą: doskonałą, szybką i sprawną maszyną do zabijania. Upadł jak kawał mokrej szmaty. Naprężone do tej pory macki zwiotczały, od czasu do czasu drżąc w lekkich konwulsjach. Podszedłem do stwora i kopnięciem obróciłem go na bok - tak, by widzieć jego pysk. Na jednej z mięsistych warg dostrzegłem kawałek naklejki, którą oznaczyłem CD-ROM: ,,Widnows 95OSR2''. Taaaak... jeżeli trzeba było uczynić z jakiegoś komputera przycisk do papieru - to oprogramowanie nie miało sobie równych. Było chyba nawet gorsze niż Linusk, gdyż instalacja Linuska była jak spożywanie gorzkiej trucizny, a instalacja Widnows 95 - jak ,,złoty strzał'': komputer umierał zalany feerią kolorowych okien, gadających psów i tańczących spinaczy. A na końcu czekał go już tylko kojący oczy błękit BSODa - ekranu śmierci...
Westchnąłem, zarzuciłem sobie drgające cielsko na plecy i ruszyłem do swojego X.25. Obejrzałem się na SuperMałpy, zastanawiając się czy nie zabrać ich ze sobą - po namyśle jednak zdecydowałem się pozostawić je na swoich miejscach. Wrócę po nie, gdy to całe szaleństwo się skończy.

_-¯ Strażnik na firewallu nie zadawał pytań. Złowiłem jedynie jego zaskoczone spojrzenie, gdy dostrzegł wystającą spod plandeki jedną z włochatych macek Prosiaka, nie miałem jednak ochoty ani czasu mu niczego tłumaczyć. Udając, że nie zauważam jego gestykulacji ominąłem zgrabnie opuszczający się szlaban i pomknąłem z powrotem do realnego świata.

_-¯ Wygramoliłem się z pakietu i przeciągnąłem, aż mi coś chrupnęło w krzyżu. Poruszanie się w X.25 potrafiło dać się we znaki. Laura Urszula i Chelena siedziały przy stoliku i najwyraźniej rozprawiały o czymś nieistotnym - jak to kobiety. Wyglądało na to, że nawet nie zauważyły mojego przybycia. Ściągnąłem plandekę z Prosiaka i kaszlnąłem teatralnie. Obie, jak na komendę spojrzały w moją stronę, a ich oczy momentalnie zrobiły się wielkie jak spodki. Brzęknął przewrócony taboret - to Chelena cofała się tyłem w stronę wyjścia.
- Cheleno! Bez pleonazmów, proszę! - skarciłem ją.
To ją trochę otrzeźwiło. Stanęła i wskazała palcem na leżący na naczepie kształt.
- To! Przyniosłeś to! Tutaj?! Po co?!
- Bo chcę zobaczyć, co ma w środku. Taki ze mnie chakier-badacz. - odparłem kwaśno - Zawsze lubiłem sprawdzać, co sprawia że miś piszczy, jak mu się naciśnie brzuszek.
- A jak się zbudzi?
- ...to nas zje... - dokończyłem na melodię pamiętanego z przedszkola ,,Stary niedźwiedź mocno śpi''. Jakoś niestety nie wzbudziłem tym żartem entuzjazmu.
Widząc, że nikt nie kwapi się z pomocą podniosłem Prosiaka i przeniosłem na najbliższe biurko. Z uwagą i profesjonalizmem zbindowałem mu macki do blatu, by w razie ocknięcia się (na co jednak nie liczyłem) uniemożliwić stworowi ucieczkę, czy też atak. Znów sięgnąłem do kieszeni i po chwili trzymałem w ręku aparacik, przypominający skrzyżowanie stetoskopu z oscyloskopem.
- Co to jest? - spytała Chelena.
- Debugger.
Spojrzała z niedowierzaniem.
- Zawsze myślałam, że debuggery to takie długie cylindry z rozpylaczem na końcu.
- Tak. - zgodziłem się - Z tym że to są debuggery na muchy i komary. Ten mój to debugger na programy.
- I co z nim zrobisz?
- Ano, przekonamy się co też tego stworka napędza...
- Aha. - przytaknęła, jednak wydawało mi się że moje dywagacje raczej ją zdenerwowały niż uspokoiły. Obróciła się i wycofała w kąt pomieszczenia, ja zaś zabrałem się do analizy. Podpiąłem śledzenie do funkcji zegara, gdyż - jak słusznie sądziłem - wkrótce zaprowadzi mnie do pętli głównej. Tak też się stało. Włączyłem wizualizację śledzenia i rozejrzałem się w sytuacji. Mina mi zrzedła.
- No, to chyba gorzej być nie może - powiedziałem głośno, licząc na zainteresowanie. Zainteresowania nie było. Rozejrzałem się - Laura pisała coś w niewielkim notesie, Cheleny nie zauważyłem. Chyba wyszła do toalety...

_-¯ Potężna eksplozja wyrwała kawał ściany i cisnęła nas na podłogę.
 
 Oceń wpis
   

_-¯ Po mojej ostatniej publikacji dotyczącej cyklu ,,Kobiety w Sieci'' dostałem od Państwa (a właściwie: od Panów) masę listów. Okazało się, że to co dla wprawnego chakierskiego oka jest jasne i przejrzyste - dla innych już niekoniecznie. Zamieszczam zatem ten materiał jeszcze raz - tym razem z obszernym opisem.

netkobieta, z opisem
 
Kobiety w Sieci 2008-09-20 23:17
 Oceń wpis
   

_-¯ Internet to nie tylko Charyzjusz Chakier. Pragnąc iść z duchem równouprawnienia przedstawiam Państwu pierwszy wpis z cyklu ,,Kobiety w Sieci''. Dzisiaj interesująca sylwetka osoby, którą spotkałem penetrując (!) zasoby głębokiego (!!!) internetu. Proszę zwrócić uwagę na doskonałe równoważenie we wszystkich węzłach ;)

netkobieta
Oryginał
 
Odpor je marný 2008-09-19 19:36
 Oceń wpis
   
_-¯ Pomykałem w moim X.25 ze zrywającą kask szybkością 56kpbs. Ażurowa konstrukcja dygotała i trzeszczała przy każdym mijanym węźle. Spojrzałem na zegarek - leciałem już sporo ponad sto milisekund, a nie dotarłem nawet do routera brzegowego. No, ale w sumie sam chciałem. X.25 to X.25. Mogłem wysiąść, nazbierać grzybów i wrócić, a pojazd przez ten czas nie oddaliłby się zbytnio. Z nudów przepatrzyłem wszystkie schowki, lecz oprócz pustej torebki po paluszkach, zakrętki od wody mineralnej i mocno wyeksploatowanej gazety dla mężczyzn niczego ciekawego nie znalazłem. Podczas takich podróży czasami żałowałem, że nie jestem kobietą. Obserwowane przeze mnie panie zawsze potrafiły sobie znaleźć jakieś zajęcie: poprawić fryzurę, makijaż, uszminkować się, zrobić manicure, tipsy, chipsy, nakarmić siedzące z tyłu dzieci czy co tam. A co może zrobić facet? Siedzieć za kółkiem i patrzeć przed siebie. A w X.25 nawet kółka nie było...
Kolejne szarpnięcie wyrwało mnie z tych rozważań. Wchodziłem właśnie do kolejki wejściowej jakiegoś firewalla. Byłem sam, więc od razu podjechałem pod stanowisko odpraw. Po drugiej stronie siedział jakiś zarośnięty typ. Rzucił na mnie okiem i niechętnie podszedł do okienka.
- Pan? - spytał.
- Ja. - odparłem grzecznie.
Zrobił minę jakby rozmowa ze mną sprawiała mi ogromny ból. Westchnął, zamknął oczy, otworzył, po czym westchnął jeszcze raz. Wreszcie znów się odezwał.
- Pan do kogo?
- A, tak wpadłem pozwiedzać.
- To proszę zwiedzać gdzie indziej. Nie przyjmujemy przychodzących połączeń.
- Nawet takich malusich? - zrobiłem zbolałą minę i pokazałem palcami, jak małych.
- Nawet.
Podrapałem się po głowie.
- A UDP?
- Tylko torrenty.
Uznał, że najwidoczniej temat został wyczerpany, bo trzasnął szybą i wrócił w głąb pomieszczenia, gdzie - jak zdążyłem już zauważyć - zajął się oglądaniem serialu ,,M jak Mikroprocesor''. Tymczasem ja wysiadłem i przyczepiłem sobie z tyłu dmuchaną naczepę, do łudzenia przypominającą fragment protokołu P2P. Tak - X.25 może i nie były demonami prędkości, za to z pomocą nożyczek, kartonu i taśmy samoprzylepnej można było upodobnić je do czegokolwiek. Sobie przykleiłem pod nosem kawałek grzebienia, by wyglądał jak wąsy. Całości dopełniła czapka z daszkiem. Nonszalanckim krokiem podszedłem do okienka i zastukałem w szybę, starając się by pukanie miało możliwie zniecierpliwiony charakter.
- Szefie, gdzie na E-Mule? - krzyknąłem zanim jeszcze strażnik firewalla otworzył swój kramik.
- Co? - zainteresował się, gdy wreszcie dotarł na miejsce.
,,Nie mówi się ,,co?'' tylko ,,słucham'' - poprawiłem go w myślach, głośno zaś powiedziałem:
- Na E-Mule gdzie? Port 6881?
Pogmerał w kwitach.
- Nie mam E-Mule na 6881. Tam tylko Azureus.
Nachyliłem się do środka, by zerknąć mu w papiery, jednak przygarnął je do siebie.
- Pokaż no Pan, pewnie, cholera, znowu kwita źle ktoś wypełnił. Mam tu gdzieś zlecenie... - poklepałem się po kieszeniach i w końcu wyciągnąłem z jednej z nich wydartą wcześniej ze znalezionej gazety stronę z anonsami towarzyskimi. Podetkałem mu je pod nos.
- Pacz Pan. Victoria. Suma kontrolna +48-816-80085. Port 6881. Angielski dobrze.
- A ta reszta? - wskazał dalszą część rubryki z ogłoszeniami.
- Resztę normalnie dalej biorę. Miałem kurs normalnie to tranzytem tędy, ale kolega co normalnie na tej trasie jeździ musiał wolne wziąć, a ładunek nieduży to się zgodziłem. Normalnie.
Zarośnięty nie wyglądał na przekonanego.
- Kiedy ja nie mam zlecenia na to...
Wzruszyłem ramionami.
- No to zwalę to tutaj, ktoś się po to zgłosi.
- Stop! - zarośnięty zamachał rękami i wybiegł z budki - Zablokuje mi Pan cały wjazd.
- To już nie mój problem.
- Dobra, dobra! Jedź Pan już, jedź. Tylko cholera wirusów mi Pan nie wwieź, bo mnie z roboty wywalą!
- Spokojna głowa! Wręcz przeciwnie! - odkrzyknąłem, znikając u wlotu wewnętrznego stosu IP maszyny...

_-¯ Będąc już w środku zaparkowałem w nierzucającej się w oczy kolejce do forwardowania, która wyglądała na wyłączoną z użytkowania. To zapewniało mi minimalne zainteresowanie ciekawskich. Szybko też znalazłem szyb serwisowy, którym przedostałem się do warstwy transportowej, a przez nią do warstwy sesji, prezentacji i aplikacji. Kiedy wystawiłem głowę na najwyższym poziomie aż westchnąłem z wrażenia. Spoglądałem na olbrzymią infrastrukturę systemu operacyjnego... Gigantyczne, strzeliste wieże procesów wymieniały informacje błyskającymi nitkami połączeń. Szerokopasmowe, wielobitowe magistrale danych przecinały przestrzeń ogromnymi wstęgami, zdolnymi pomieścić i w ułamku sekundy przenieść tony danych. A pomiędzy tym wszystkim grasowały Prosiaki. Zastanawiałem się, jak to robią, że są jednocześnie tak mackowate i włochate. W rzeczywistym świecie te dwie cechy raczej się wykluczały - nigdy nie widziałem owłosionej ośmiornicy, no - może z wyjątkiem ortodoksyjnych, odredowanych rastamanów.
Tymczasem Prosiaki pędziły szerokimi magistralami i dopadały kolejnych konstrukcji. Wgryzały się w tworzące fundamenty funkcje niskopoziomowe. Wdrapywały po zewnętrznych ścianach interfejsów użytkownika. Wybijały dziury w oknach ramek TCP. Zajmowały kolejki. Przepełniały sterty. Blokowały semafory. Przewracały gniazda. Jeżeli kiedyś uczestniczyliście w zebraniu kółka filatelistycznego - to macie doskonałe pojęcie że to, co teraz obserwowałem, nijak nie przypominało działań filatelistów. Gdybym mógł - jęknąłbym ze zgrozy. Zamiast tego wdrapałem się na stojący opodal hydrant i wrzasnąłem. Nie ze zgrozy. Z hydrantu.
Nie uszło to uwagi najbliższych Prosiaków. Odwróciły się, nieco zaskoczone - do tej pory ich niszczycielskim działaniom towarzyszyły jedynie przerażone piski uciekających danych i głuche, mruczne odgłosy walących się aplikacji (mruczny jest odgłosem podobnym do mruczącego, tylko nieco krótszym). Tymczasem teraz ich oczom (których na razie nie potrafiłem zidentyfikować) objawiło się coś, co nie tylko nie uciekało w panice, ale jeszcze bezczelnie się uśmiechało...
Stałem wciąż na hydrancie, czekając na ruch przeciwnika. Wiedziałem, że w tej chwili dane z systemów wejścia wideo przetwarzane są przez prosiakowe algorytmy identyfikacyjne, by następnie zostać przekazane do jednostek decyzyjnych. A decyzja w przypadku Prosiaków zawsze była taka sama: seek and destroy. Minęło kilka nanosekund i najbliższe osobniki runęły w moim kierunku.

_-¯ Patrzyłem na zbliżający się ku mnie mackowato-włochaty kłąb. Zeskoczyłem z hydrantu i sięgnąłem do kieszeni. Wyłuskałem z niej coś, co kiedyś bardzo przydało mi się w czasie zabawy pewnymi fajnymi balonami, dwoma. Wyjąłem mój gadżet, nadmuchałem i postawiłem obok siebie. Prosiaki - widząc nowy obiekt - na chwilę zwolniły. Niemal słyszałem, jak część mocy przetwarzania znów trafia do systemów wejścia i identyfikacji. Wykorzystałem tę chwilę na wygłoszenie mojej ulubionej kwestii ze ,,Star Treka'':
- My jsme Borgové. Odpor je marný, budete asimilováni...
...po czym przestawiłem SuperMałpę w tryb autofire.
 
1 | 2 |


Najnowsze komentarze
 
2017-08-15 10:15
trust funds do wpisu:
Jak się włamać na konto pocztowe
Czy nie potrzebujesz pożyczki? Jeśli tak, napisz do nas na adres jullietfinancialaid@yahoo.com,[...]
 
2017-08-14 16:27
Jerry Carl do wpisu:
Jak się włamać na konto pocztowe
Cześć, jestem pan Jerry Carl wierzyciel prywatnych pożyczek, a ja jestem tutaj, aby spełnić[...]
 
2017-08-11 16:19
jpodreglewski do wpisu:
Jak się włamać na konto pocztowe
Przyjmę zlecenia informatyczne. Oferuję: #Dostęp do maili/portali/kont (hasła,loginy);[...]
 
2017-08-07 16:53
joyce roger do wpisu:
Jak się włamać na konto pocztowe
Jestem tak szczęśliwy i wdzięczny za co on w moim życiu ma, jestem Joyce Roger Przez USA po[...]
 
2017-08-07 16:52
joyce roger do wpisu:
Jak się włamać na konto pocztowe
Jestem tak szczęśliwy i wdzięczny za co on w moim życiu ma, jestem Joyce Roger Przez USA po[...]
 
2017-08-07 04:29
Rebecca Wendy do wpisu:
Jak się włamać na konto pocztowe
Jak uzyskałem pożądaną kwotę pożyczki z wiarygodnej firmy pożyczkowej[...]
 
2017-08-04 20:54
Sebastian012 do wpisu:
Jak się włamać na konto pocztowe
Witam, Nazywam się Sebastian. Chcę zeznawać dobrego pożyczającego pożyczkodawcę, który okazał[...]
 
2017-07-31 09:21
JULIET22 do wpisu:
Niedługo odziedziczę $20.5 miliona
Czy potrzebujesz prawdziwej pożyczki? Jeśli tak, napisz do nas na adres[...]
 



 
Chakier, Charyzjusz. Q2hhcnl6anVzeiBDaGFraWVyCg== chakier[at]vp.pl