czyli czego się możecie ode mnie nauczyć
Serwer, part V 2009-07-28 22:49
 Oceń wpis
   
_-¯ Wnętrze było ciemne, tłoczne i zadymione. Kilka osób powitało nas niechętnymi spojrzeniami, po czym wróciło do przerwanych ,,posiłków'', które stały przed nimi w drewnianych bądź cynowych kuflach. Odnaleźliśmy w miarę pusty stół, odciągnęliśmy w kąt spoczywające na blacie zwłoki i z westchnieniem ulgi wreszcie daliśmy odpocząć zmęczonym nogom. Po chwili pojawił się też karczmarz, który wyglądał jak większość karczmarzy. Niski, z nalaną twarzą i kilkudniowym zarostem, przyczłapał do naszego stolika w jednej ręce trzymając dwa drewniane kufle, a w drugiej brudną szmatę którą zamiótł blat. Przyjrzałem się krytycznie wynikom tej operacji i doszedłem do wniosku że większość brudu na stole pochodzi pewnie właśnie z tej szmaty. Tymczasem karczmarz postawił na stole kufle i wychrypiał:
- Dwie kawy i dwie wuzetki. I co jeszcze?
- Dlaczego dwie kawy i dwie wuzetki? - wyrwał się Mroczne Pierogi.
- Że co? - gospodarz najwyraźniej nie zrozumiał. Zanim mój przyjaciel wyartykułował kolejną idiotyczną uwagę, uprzedziłem go. Oczywiście jedynie w artykułowaniu, a nie w artykułowaniu idiotycznych uwag.
- Przenocować byśmy chcieli.
Otaksował nas wzrokiem. Najwyraźniej jednak nie pasowaliśmy mu do kategorii lokalu.
- Nie ma miejsc.
Pogmerałem w kieszeni i potoczyłem po blacie niewielki, błyszczący pieniążek. Nim dotarł do krawędzi zniknął pod brudną szmatą.
- Ale może coś się znajdzie...
- Bez pluskiew, jeśli łaska - podkreśliłem.
Zrobił strapioną minę. Znów sięgnąłem do kieszeni i znów metalowy krążek dyskretnie zmienił właściciela.
- Bez pluskiew - skinął głową.
- To wszystko - odprawiłem go. Gdy zniknął, sięgnąłem po drewniany kufel i z lubością pociągnąłem solidny łyk. Odstawiłem naczynie, wydłubałem spomiędzy zębów źdźbła słomy które pływały w napoju i rozparłem się wygodnie na ławie.
- I jak? Jak ci się podoba takie chakierowanie serwerów? - zagaiłem.
Mroczne Pierogi z pewną rezerwą oglądał zawartość swojego kufla. Oprócz kilku słomianych łodyg najwyraźniej wypatrzył tam coś żywego, co raźnie próbowało dopłynąć do brzegu naczynia. Bez ceregieli sięgnąłem do jego piwa, wyłowiłem stworzenie palcami i delikatnie postawiłem na blacie stołu. Przyjrzałem mu się z zainteresowaniem.
- Młody conficker - rozpoznałem. Mroczne Pierogi zrobił minę jakbym właśnie wydobył mu z brzucha ,,obcego''.
- Jeszcze nie przepoczwarzony. Niegroźny. Możesz pić spokojnie - uspokoiłem, ale bez spodziewanych rezultatów.
- To masz, pij moje - zamieniłem kufle - Nie bój się. Od robaków internetowych jeszcze nikt nie umarł.
Sam z lubością pociągnąłem kolejny łyk. Najwyraźniej naczynie które dostał Mroczne Pierogi musiało być od jakiegoś czasu nieużywane i jakiś dorosły conficker musiał złożyć w nim jaja, bo po chwili wyplułem na stół kolejna młodą larwę. Tym razem martwą, choć głupawy wyraz rozanielenia na twarzy świadczył o tym że śmierć poprzez utopienie w piwie nie jest taka zła. Przypomniała mi się historia o pracowniku browaru, który zginął w ten sam sposób. Podobno, zanim skonał, spędził w kadzi ponad trzy godziny. I do tego siedmiokrotnie wychodził się wysikać.
Ponieważ Mroczne Pierogi nie był zbyt rozmowny, obróciłem się tak by widzieć większość klienteli. Sporą część stanowili chłopi, drzemiący przy swoich butelkach. Rozejrzałem się gdzie może być dziedzic nalewający wódkę, ale nie dostrzegłem nikogo takiego. Dostrzegłem za to kilka trojanów, firewall z dystynkcjami garnizonu podgrodzia (po służbie), paru pospolitych rzezimieszków, dwóch Żydów omawiających jakiś ,,geszeft'', a przy sąsiednim stoliku do kompletu masonów i cyklistów. Nagle sobie o czymś przypomniałem.
- Hola, karczmarzu! - strzeliłem palcami. Po chwili z zaplecza przyczłapał gospodarz, mrucząc coś pod nosem o niewychowanych Hiszpanach.
- Czym mogę służyć?
- Dlaczego ta karczma ,,Rzym'' się nazywa? - zadałem nurtujące mnie pytanie.
- E?
- Tak jest napisane na szyldzie przy wejściu - wyjaśniłem.
- E? - powtórzył, ale po chwili obrócił się i wyszedł. Wrócił, targając kawał złamanej deski i klnąc pod nosem.
- Nie ,,Rzym'' tylko ,,Olbrzym''. Ta karczma ,,Olbrzym'' się nazywa, jeno korniki drewno przegryzły i musi od wiatru się przełamało.
- ,,Olbrzym''? - zdziwiłem się - A czemu ,,Olbrzym''?
Poskrobał się po głowie.
- Gdzieś tam w coś takiego grałem i po prostu mi się spodobało.
- Nie na Mostach aby? Bo jutro się tam wybieram... - poinformowałem mimochodem.
Rzucił mi spłoszone spojrzenie.
- Nie chodźcie, panie, na Mosty. Tam złe siedzi. A skoro umyślicie jednak pójść i w drodze powrotnej nocować, to zapłaćcie z góry - podetkał mi pod nos tłustą łapę w geście ,,czekam na gotówkę''. Delikatnie (co wynikało raczej z obrzydzenia niż z uprzejmości) odsunąłem ją od siebie.
- Nie turbujcie się tym, dobry człowieku - zapewniłem, przesadnie akcentując słowo ,,dobry'' - na pewno wrócimy. A teraz - prowadź do izby. Zdrożonym wielce.
- Na pewno to Kopernik nie żyje - burknął, a głośniej, wskazując schody na górę, powiedział - Zapraszam, zapraszam na pokoje.
Poprowadził nas, sam idąc przodem. Gdy wchodziłem do swojego pokoju coś zachrzęściło mi pod butem. Podniosłem stopę. Na desce, dygocąc w agonii nogą, leżał rozgnieciony keykatcher. Byłem zbyt zmęczony, by robić awantury, więc tylko skonstatowałem:
- Miało nie być pluskiew...
...i położyłem się spać.
 
Serwer, part IV 2009-07-24 21:14
 Oceń wpis
   
_-¯ Kroczyliśmy raźno, od czasu do czasu wymijając wlokące się fury z sianem i stada bydła. Ja pogwizdywałem cichutko, a Mroczne Pierogi co chwila wydawał okrzyki zdumienia. No, może nie całkiem zdumienia.
- Charyzjusz, cholera, nie można iść jakąś inną drogą? Już trzeci raz wdepnąłem w placek!
- Patrz pod nogi... - błysnąłem poradą, jednocześnie lekko przeskakując kolejną ,,minę''.
- Dobra - zgodził się niechętnie - Ała! - wrzasnął, gdy krowi ogon smagnął go po twarzy.
- ...i przed siebie też - dokończyłem przechodząc obok kolejnego stada krów. Poklepałem przyjaźnie mijaną mućkę po grzbiecie... Tak... Technologie są coraz nowocześniejsze. Pamięci masowe coraz bardziej pojemne. Procesory coraz szybsze. Tranzystory coraz mniejsze. I tylko tu - w prawdziwym wnętrzu maszyn obliczeniowych - nic się nie zmieniło. Cały czas trzeba było uważać, by nie wdepnąć w gówno.
Uwaga: Autor nie przepada za używaniem wulgaryzmów. Niestety, czasami trzeba nazywać rzeczy po imieniu. Kto choć raz był we wnętrzu serwera, ten wie.

_-¯ Przystanąłem i poczekałem aż Mroczne Pierogi wytrze buty. Wyglądał mi na cokolwiek poirytowanego.
- Charyzjusz! Co to właściwie jest?
- Co? - zainteresowałem się.
- No... - zatoczył ręką dokoła - ...to.
- To? Droga. Fury z sianem. Krowy. Wozy drabiniaste wyładowane danymi. Czyli - mówiąc w skrócie - nowoczesna szyna danych współczesnego komputera.
- Co!? Przecież to jest jakieś pi*^%$one średniowiecze!
No tak. Znalezienie się w serwerze po raz pierwszy dla większości było szokiem. Ludzie spodziewali się błękitnobiałych, sterylnych świateł. Rozmazanych smug danych pędzących z oszałamiającą prędkością. A przede wszystkim smukłych, gładkolicych kobiet w lateksowych wdziankach, z dobrze wyeksponowanym biustem. Pokolenia Matrixa, psia mać...
Uwaga: Autor celowo pisze Matrixa, śmiejąc się w twarz zbrojnym oddziałom ortodoksów którzy w tym momencie z okrzykiem Pisze się Matriksa! troczą do boków broń sieczną i ruszają go ukrzyżować.

- A czego się spodziewałeś, Mroczne? - spytałem retorycznie - Błękitnobiałych, sterylnych świateł? Rozmazanych smug danych pędzących z oszałamiającą prędkością?
- Eeee... - lekko się zaczerwienił - ...raczej wiesz, tego, no... Jakichś fajnych kobitek. Takich w lateksowych wdziankach. Takich, hehe, rozumiesz, z dobrze wyeksponowanym...
- Rozumiem - przerwałem mu - Wyprowadzę cię więc z błędu. Nie znajdziesz tu niczego, co wygląda na kosmicznie nowoczesną technologię. Nowoczesna technologia została tam - machnąłem ręką w kierunku, skąd zdążaliśmy - a tu... Tu jest to, co widać - zakończyłem.
- Eeee...
- Chodź, dobrze by było dotrzeć do jakiejś wioski przed zmrokiem.

_-¯ Dalej podążaliśmy w milczeniu, ciągle przez ten sam monotonny krajobraz. To znaczy - dla niewprawnego obserwatora krajobraz wyglądałby na wciąż ten sam. Moje chakierskie oko dostrzegało jednak subtelne zmiany, na jakie wyczuliłem się podczas wielu lat praktyki w świecie komputerów: lekko ciemniejszą zieleń liści; ostrzejsze krawędzie traw; nieco dłuższe i grubsze kolce rosnących tu i ówdzie ostów; cichszy śpiew ptaków. Tak... równie dobrze ktoś mógłby postawić przy drodze wielką tablicę z napisem ,,Uwaga! Zbliżasz się do niebezpieczeństwa!''.
- Charyzjusz? - milczący od jakiegoś czasu Mroczne Pierogi wreszcie zdecydował się odezwać - Czy my przypadkiem nie zbliżamy się do niebezpieczeństwa?
- Bystry jesteś - pochwaliłem - Do tej pory nie spotkałem nikogo kto przy pierwszej bytności w serwerze bezbłędnie rozpoznawałby środowisko. Po czym poznałeś? Po kolorze liści, głosach przyrody?
- Nie. Tam jest napisane.
Wskazał ręką. Przed nami, w niewielkiej odległości przy drodze stała wielka tablica z napisem ,,Uwaga! Zbliżasz się do niebezpieczeństwa!''. No tak... Rozejrzałem się. Mijający nas przechodnie zachowywali się, jakby nigdy nic. Fury stukały kołami na kamieniach, furmani drzemali, bydło przeżuwało i znaczyło trakt końcowym produktem przemiany materii.
- Przepraszam! - zatrzymałem najbliższego wieśniaka, który mijał mnie prowadząc na postronku kozę - Co to za znak?
- To? Tu, panocku, wielgie niebezpieczeństwo beło. Wielgie. Ino już nie ma.
- Niebezpieczeństwo? A jakie?
Wzruszył ramionami, przeżegnał się, odcharknął, splunął przez lewe ramię na zły urok i dopiero wtedy odpowiedział.
- Urząd Skarbowy...
Spojrzał na mnie, spodziewając się piorunującej reakcji. Reakcja, istotnie, była, ale chyba nie taka jakiej oczekiwał. Zrezygnowany, dokończył.
- ...ale jak złe na Mosty weszło, tedy urzędniki wszystkie, hyc!, do Centralnego uciekły. Nawet kawusia na biurkach nie wystygła, a już ich nie beło. Takie szybkie. Tfu... - splunął jeszcze raz.
Pokiwałem głową.
- A wiecie może, na którym Moście złe siedzi?
- Na obu, panocku, na obu.
Na obu? W życiu nie spotkałem trolla który pilnowałby i rabował jednocześnie na dwóch mostach. Nie powiedziałem jednak nic, tylko podziękowałem za informacje, pożegnałem się i poszliśmy dalej.

_-¯ Zmierzchało się już, gdy doszliśmy do rozstaju dróg. Zgodnie z wszelkimi schematami stała tu chyląca się ze starości karczma, witająca gości skrzypieniem koślawych okiennic. Rzuciłem okiem na szyld nad drzwiami.
- Rzym - odcyfrował Mroczne Pierogi i wyraźnie się ucieszył - Hej, Charyzjusz! Popatrz, ta knajpa nazywa się zupełnie jak ta... eee... stolica Austrii!
Westchnąłem i przekląłem w duchu poziom edukacji współczesnej młodzieży.
- Grecji, idioto... - mruknąłem pod nosem i obaj weszliśmy do środka.
 
Serwer, part III 2009-07-22 20:34
 Oceń wpis
   
_-¯ Upchnąłem do plecaka ostatni element wyposażenia i odhaczyłem go na liście. Mroczne Pierogi też kończył pakować swój ekwipunek.
- Gotów?
- Uhm - mruknął.
- Wszystko wziąłeś?
- Tak.
Przebiegłem kartkę wzrokiem.
- Konwerter TTL?
- Jest.
- Przerzutnik bistabilny?
- Jest.
- Polaryzator polarny pola?
- Jest.
- MacGyver MultiTool?
- Eeeee... Nie ma.
Popatrzyłem na jego rzeczy i wskazałem na spinacz do papieru.
- Jest.
- To to?
- Tak. Uważaj z tym. To niebezpieczna zabawka. Widziałem jak facet wysadził tym w powietrze czołg. Lepiej to umocuj tak, żeby nie dyndało.
Mroczne Pierogi wykonał polecenie. Sprawdziliśmy jeszcze zapięcia, prowiant, poziom naładowania akumulatorów w latarkach i byliśmy gotowi. Podszedłem do serwera i uspokajająco poklepałem go po pysku. Cały czas leżał w rogu kojca i nerwowo bił ogonem. Najwyraźniej wyczuwał, że coś się święci.
- No, maleńki. Nie bój się. To dla twojego dobra.
Mroczne Pierogi też wydawał się zdenerwowany. Wiedziałem, że o coś chce mnie zapytać.
- Charyzjusz? A jak my właściwie się dostaniemy do środka? - wydusił z siebie wreszcie.
- Tędy - pokazałem. Mogłem się spodziewać takiej reakcji.
- CO!? - na twarzy mojego towarzysza przerażenie walczyło o lepsze z obrzydzeniem.
- Chcesz powiedzieć, że... Że my... Że będziemy musieli wejść mu w du...
- To się nazywa backdoor. Użyjemy backdoora. Tak to się nazywa - uciąłem.
- Ale przecież to jest...
- Zamknij się, bo twoje zdenerwowanie przeniesie się na serwer. No, już. Ty pierwszy.
Widzedziałem, że będzie głupio oponował, dlatego niepostrzeżenie przesunąłem się na dogodniejszą pozycję. Teraz wystarczyło tylko umiejętnie pchnąć.
- Ja? Dlaczego jaaaaaaaaa!!! - błyskawicznie wykonane Uki-goshi przyniosło efekt i Mroczne Pierogi efektownie poszybował w stronę konwertera. Skoczyłem zaraz za nim. Kątem oka zauważyłem jeszcze, że serwer zrobił wielkie oczy i...
...byliśmy w środku.

_-¯ Chwilę po wylądowaniu Mroczne Pierogi doszedł do siebie. Wiedziałem, że zaraz się zacznie. Istotnie, po sekundzie zaczęło się.
- Jak mogłeś mi to zrobić! - zajęczał - Sam bym poszedł!
- Guzik tam, byś poszedł. Gdybyś miał pójść, to byś poszedł, a skoro nie poszedłeś, to znaczy że nie miałeś zamiaru iść - zmiażdżyłem go krótkim logicznym wywodem, wplótłszy weń elegancko kilka form czasownika nieprzechodniego iść. To go przekonało.
- To co teraz?
- Teraz musimy znaleźć trolla, rzecz jasna. Dobra, najpierw musimy dojść do magistrali...
Poprawiliśmy sobie plecaki ze sprzętem na ramionach i ruszyliśmy w drogę.

_-¯ Do traktu dotarliśmy po kilku godzinach. W obie strony ciągnęły nim liczne grupki danych, pieszo bądź na wozach. Od czasu do czasu środkiem przemykał cykl zegara bądź pędził umyślny z przerwaniem.
- W którą teraz stronę? - zainteresował się Mroczne Pierogi.
- Popytamy, zobaczymy - odparłem. Przez chwilę przyglądałem się malowniczej ciżbie, po czym wypatrzyłem jakiś lepiej wyglądający wóz. Na oko - stu dwudziesto ośmio bitowy. Na koźle siedział nalany woźnica. Wyciągnąłem krok i po chwili kroczyłem już obok niego.
- Witajcie - zagadnąłem. Obrzucił mnie niechętnym spojrzeniem - widocznie przerwałem mu jakieś intensywne rozważania.
- Witajcie - odparł.
- Pracy szukam - zagaiłem, bo nie oczekiwałem że powie coś więcej.
- U mnie pracy nie ma. Sezon obliczeniowy się kończy, do dom zjeżdżam. W grodzie popytajcie.
- W Centralnym?
- Aj, od razu w Centralnym - żachnął się - A bo to w Portach pracy mało? Albo w Dyskach? Albo w Macierzach?
Przyjrzał mi się uważniej.
- Młodyś. Pewnieś świata ciekaw. Ale wierzaj mi - w Centralnym niczego ciekawego nie znajdziesz. Tam takich jak ty na pęczki, ciężko. Jak silnyś, lepiej tobie na Porty iść. Robota znojna, ale i płacą nieźle, tak że ze spokojem na cache ze skwarkami zarobisz. Drugiego poziomu.
Pokiwałem ze zrozumieniem głową. Liczyłem, że doda coś więcej, ale znów zamilkł. Postanowiłem jednak jeszcze trochę pociągnąć go za język.
- A na Mostach zarobić się da, wiecie może?
Nim skończyłem pytać, wiedziałem że trafiłem celnie. Skulił się i zebrał w sobie, po czym znów obrzucił mnie wzrokiem. Tym razem ni to przestraszonym, ni zdziwionym.
- Gdzieś ty się chował synku, że nic nie wiesz?
- Eeeee... ze smolarzami pół roku żem w borze siedział, swapaśmy karczowali - zełgałem gładko - wyście są, poza kompanami, pierwszym, do którego gębę mogę otworzyć.
- Tedy nic nie wiesz. To ci powiem. Na Mosty nie chodź, synku, niech cię Bóg broni. Złe tam siedzi. Nikt Mostami już nie chadza.
Urwał, poskrobał się po łepetynie, obejrzał ciekawie wyskrobaną zawartość, po czym kontynuował.
- Ci, co z Mostów powrócić zdołali powiadają że stwory wielgachne jakoweś tam się zalęgły. Olbrzymy z kamienia wyciosane. Karawany łupią, dane biorą, a kupców gubią. Nie chodź na Mosty - zakończył.
- Dziękuję za ostrzeżenie. Niech Bóg prowadzi - pożegnałem się, obróciłem na pięcie i ruszyłem w przeciwnym kierunku.
- Dokąd idziemy? - zapytał Mroczne Pierogi, który do tej pory w milczeniu podążał kilka kroków za mną.
Właściwie nie musiał pytać, bo kierunek jasno wynikał ze wszystkich naszych wcześniejszych poczynań. Jednak odpowiedziałem.
- Na Mosty.
 
Serwer, part II 2009-07-19 01:09
 Oceń wpis
   
_-¯ Mroczne Pierogi wydął wargi.
- Trolla? Chcesz powiedzieć że jakiś dzieciak zaspamował mi serwer głupotami?
Pokręciłem głową.
- Nie. Ja nie mówię o takim trollu. Troll forumowy pseudotrollus bardus forumae nie jest tak trollem, nie jest nawet z nim spokrewniony. Po prostu tak się go nazywa, bo jest prościej. Tak jak z kalorią i kilokalorią. Nikt nie mówi kilokaloria, tylko kaloria. Tak samo nikt na pseudotrolla nie mówi pseudotroll, tylko troll.
- Zaraz. Jak to na kilokalorię się mówi kaloria? Bo skoro kaloria oznacza kilokalorię, to po podstawieniu będziemy mieli kilokilokalorię, a potem kilokilikilokalorię i tak bez końca.
- No tak, ale nie należy robić tego rekurencyjnie, tylko jednorazowo.
- Rekurencyjnie? To znaczy jak? Mógłbyś wytłumaczyć?
- Jasne. Ale żeby zrozumieć rekurencję trzeba najpierw zrozumieć rekurencję.
- Ok, zrozumiałem. To jak to jest z tym trollem?
- Jak mówiłem - masz trolla. Prawdziwego trolla komputerowego, trollus abacus . Nie jakiegoś idiotę który wypisuje głupawe teksty. Troll który się zalągł w twoim serwerze jest wielki, paskudny, i zapewne siedzi teraz w swojej pieczarze zażerając się cyklami procesora skradzionymi z centralnej magistrali. W komputerach często lęgną się trolle, na szczęście w większości są neutralne lub prawie neutralne. Ot od czasu do czasu pobiorą opłatę za korzystanie z north- bądź southbrigda chipsetu, ale za to bity parzystości skontrolują czy porządek na szynie PCI zaprowadzą. Niestety, zdarzają się - rzadko bo rzadko, ale jednak - trolle złe, które zamiast uczciwie zarabiać i pomagać innym zbójowaniem się trudnią. I to jest ciężka sprawa, bo troll to nie wirus. Wirus jest mały, wystarczy na niego odpowiednie wspomaganie systemu immunologicznego. Tymczasem przy trollu naturalna ochrona komputera jest żałosna żałośnie, jak coś... jak coś... - szukałem odpowiedniego słowa.
- Jak coś bardzo żałosnego? - podpowiedział Mroczne Pierogi.
- O, właśnie. Dokładnie tak. Sam widzisz - dopóki nie pozbędziemy się paskudy twój serwer będzie się tak zachowywał. Dane na szynie będą ogołacane z co bardziej wartościowych bitów, wszystko będzie działać wolniej, a jak tak dalej pójdzie to niektóre programy w ogóle przestaną działać.
- Dlaczego?
- Po prostu przestaną wysyłać swoje dane, bojąc się o ich integralność.
- Chwila, Charyzjusz! Wiesz, chyba kiedyś miałem na moim komputerze domowym taką sytuację... Zainstalowałem Widnows, i na początku chodził doskonale, ale potem jakby tak zwołowaciał, zwolnił, zaczął dłużej się bootować, programy się jakoś tak niechętnie uruchamiały... Nie potrafiłem na to poradzić, zrobiłem więc reinstall i wszystko zaczęło znowu śmigać, a potem znów się zepsuło! W końcu kupiłem lepszy komputer, a stary dałem serwerom do zabawy.
Pokiwałem głową.
- Zatem wszystko jasne. Zachowanie komputera modelowo pasuje do przypadku trolla. Nowy, świeży system nie wiedział jeszcze nic o zagrożeniach na szynie. Programy uruchamiały się i komunikowały ze światem, pierwsze przypadku utraty danych biorąc za normalne. Kiedy jednak stało się jasne że liczba przekłamanych informacji znacznie przekracza dopuszczalną normę, a zestaw przesłanych bajtów po raz kolejny wrócił bez wszystkich jedynek zagrabionych przez trolla - nabrały podejrzeń i stały się niechętne do podejmowania ryzyka. Uruchamiały się wolniej i pracowały wolniej, bo nie wszystkie bajty chciały iść na magistralę. Dało się wysłać tylko te najodważniejsze. Kiedy jednak i tych zabrakło twój system przestał po prostu działać. Reinstalując wszystko zasiliłeś go w nowe dane i programy nieświadome zagrożeń. I wszystko kręciłoby się tak dalej w ustalonym rytmie, ale przestałeś go używać. Szlak napadany przez trolla opustoszał. Pewnie zdechłby z głodu, ale komputerem zaczęły bawić się serwery - znalazł nowy obiekt swojego zbójeckiego procederu. Porzucił stare hardware i po prostu przeniósł się do niego - pokazałem palcem osowiały serwer.
- Da się coś zrobić?
- Gdyby się nie dało, oszczędziłbym ci wywodów. Musimy po prostu ubić trolla i po sprawie.
- Ubić? Jak? Dasz mu jakieś lekarstwo?
- Ech. Mówiłem ci przecież. Troll to nie wirus. Musimy po prostu wejść do serwera, odnaleźć trolla i zakatrupić. Jak Boewulf Grendela.
- Kim była Grendela Boewulf?
- Duńską playmate z sierpnia 1997.
- Miała trolla w komputerze? W chipsecie?
- Nie. W myszce.
Mroczne Pierogi przybrał wyraz twarzy jakby się nad czymś głęboko zastanawiał. Po chwili poczerwieniał.
- W... myszce? Znaczy, hehe, na angielski to będzie... w kotku?
- W komputerowej myszce, zboczeńcze!
- Aha. I ona załatwiła trolla? A jak?
- Wyrzuciła myszkę.
Mroczne Pierogi poskrobał się po głowie.
- No tak, ale ja serwera nie mogę wyrzucić. Szkoda go trochę. Słuchaj, a jak dam mu myszkę, to troll w nią wskoczy?
- Nie. Zadomowił się już w środku. Pewnie siedzi teraz na mostku południowym. Musimy po prostu tam wejść i go załatwić. Idziesz ze mną?
- Eeee...
- No co? Boisz się? Nie pękaj, najwyżej umrzesz. Who wants to live forever?
- Eeee... a ile trwa jedno ever?
- Dwa miliardy lat.
- Czyli four ever to będzie...
Dokonałem pobieżnych obliczeń w pamięci, ale niestety na 32 bitach ostatni bit wyskoczył mi poza zakres.
- To będzie zdecydowanie bardzo dużo. - wybrnąłem z sytuacji.
- No dobra. To idę.
- Spoko. To daj jeszcze kawałek kartki, list napiszę do Misi.
- List? Nie możesz wysłać e-maila?
- Póki co testament wysłany e-mailem nie jest wiążący.
- Te... - Mroczne Pierogi zaczerpnął tchu - Testament?
- Na wszelki wypadek, gdyby jednak troll okazał się lepszy od nas. Ale nie bój nic. Niepowodzenia się co prawda zdarzają, ale gra jest warta świeczki.
- Aha. A na czym polegają niepowodzenia?
- Na byciu wyplutym z wnętrza naprawianego komputera.
- Tylko tyle? No to spoko. Po co testament?
- Bo wypluwanie odbywa się na raty. Najpierw leci twoja głowa, cała reszt potem. W jednym lub więcej kawałkach.
Mroczne Pierogi zbladł, a może tylko mi się tak zdawało.
- Ekhm... a często zdarzają się takie wyplucia?
- Bo ja wiem... - tym razem ja poskrobałem się po łepetynie - tak raz na dziesięć razy. To znaczy raz na dziesięć razy to się nie zdarzają. Czyli prawdopodobieństwo sukcesu jest jak jeden do dziesięciu.
Ponieważ kumpel zbladł tak bardzo, że obawiałem się iż jego rejestry bieli na twarzy za chwilę się przekręcą, położyłem mu uspokajającym gestem dłoń na ramieniu.
- Ej! Nie pękaj! Przecież jestem Charyzjusz Chakier! Ze mną szanse powodzenia całej operacji są nieporównywalnie większe!
Uspokajający gest zadziałał.
- Co najmniej jak jeden do ośmiu - dodałem pod nosem.
 
Serwer 2009-07-11 20:29
 Oceń wpis
   

_-¯ Siedziałem przy kompie i rozkoszowałem się kolejnymi poziomami World of Goo. Podziwiałem każdą klatkę animacji, każdy piksel i każdy takt muzyki. Znów czułem się jak za starych dobrych czasów, gdy grałem na Amidze lub małym Atari. Wydawałoby się, że te czasy już minęły bezpowrotnie - a jednak okazało się, że istnieje jeszcze na świecie kilku komputerowych artystów. Przeprowadzałem goolki przez kolejne poziomy, a one opowiadały mi swoją historię... Historię World of Goo.

_-¯ Zadzwonił telefon.

_-¯ Niechętnie sięgnąłem po słuchawkę.
- ...lo? - postarałem się by mój głos zabrzmiał wyjątkowo odpychająco. Tak, by osoba po drugiej stronie zdała sobie sprawę że zachowała się bardzo nierozsądnie zakłócając mój spokój.
- Eeee... - najwyraźniej ładunek emocjonalny który włożyłem w powitanie zadziałał i zbił rozmówcę z pantałyku. Swoją drogą - zawsze zastanawiałem się jak wyglądają pantałyki, i czemu nieświadomie wchodzimy na nie kiedy podejmujemy jakiś wątek w rozmowie. Wielomysł twierdził, że pantałyki to wielowymiarowe stworzenia żerujące na skupiskach informacyjnych, i to nie tyle my wchodzimy na nie, co one wpełzają pod nas. Oczywiście w sensie metaforycznym. Kiedy zaś chmura informacyjna się rozproszy, pantałyki znikają razem z nią.
- Eeee... Charyzjusz? - rozmówca pozbierał się po krótkiej chwili. Rozpoznałem po głosie Mroczne Pierogi.
- Syn/ack, Mroczne - odezwałem się, bo mój Słuszny Gniew trochę osłabł kiedy usłyszałem przyjaciela.
- Ack, Charyzjusz. Jest problem z moim serwerem. Miałbyś czas rzucić okiem?
Cóż. Dla przyjaciół trzeba zawsze mieć czas.
- True. Jesteś u się?
- U się.
- Będę za trzydzieści milisekund. Ack/fin.
- Ack.
Rozłączył się, ja zaś podreptałem do komputera transportowego.
Dygresja: W poprzednim wpisie pewien czytelnik którego nick pominę miłosiernym milczeniem (tak tak, kwolkan, to do ciebie) publicznie przyznał się do swej ignorancji w temacie dotyczącym chakierskiego bezpieczeństwa komputerowego. Wierząc, że tego typu niedoinformowanych osobników jest niewielu (lecz jednak zbyt dużo) chciałbym oficjalnie stwierdzić, że mam więcej niż jeden komputer. A nawet więcej niż dwa. Tak jak każdy porządny człowiek ma kilka par krawatów na różne okazje, tak każdy chakier ma kilka komputerów. Jeden do pisania. Jeden do czytania. Kilka do chakierowania. Parę do transportu. I jeszcze kilka, na różne okazje. Jasne?
Mam nadzieję że odpowiednio naświetliłem temat, i od tej pory zdanie ,,chakierowałem, ale przestałem na chwilę i włączyłem komputer'' przestanie się spotykać ze zdziwieniem wyrażonym otwartą paszczą. Koniec dygresji.

_-¯ U Mrocznych byłem trzy milisekundy przed czasem. Poczekałem w buforze, bo być punktualnie oznacza nie tylko się nie spóźnić, ale i nie przyjść zbyt wcześnie. Dokładnie o wyznaczonej porze wychynąłem z gniazda. Nauczyłem się tego niedawno, ale nie żałowałem godzin poświęconych na naukę. Inni wysuwali się, wypełzali bądź byli wypluwani. Co lepsi po prostu się pojawiali. Moja umiejętność wychynywania nieodmiennie robiła mocne wrażenie. Z tego, co się orientowałem, wychynywać umiałem tylko ja.
- Och, Charyzjusz! - Mroczne Pierogi wyglądał na zaskoczonego - Aleś niespodziewanie... - szukał w pamięci odpowiedniego słowa - ...wychynął?
- Tak jak się umawialiśmy. Gdzie serwer? - postanowiłem przystąpić do rzeczy, gdyż pilno mi było wracać do mojego ukochanego World of Goo.
- W kojcu. - wskazał palcem kąt pokoju.
Poszedłem we wskazanym kierunku. Od razu rozpoznałem ten, który był chory. Mroczne Pierogi dostał swoje serwery dopiero niedawno, większość z nich była jeszcze szczeniakami. Wszystkie, z wyjątkiem jednego bawiły się wesoło, mrugały lampkami połączeń, ciągnęły się za uszy i przewracały. Ten, który nie dokazywał leżał skulony samotnie w najciemniejszym kącie i cichutko popiskiwał. Gdy zbliżyłem się, spojrzał nieufnie i niezdarnie spróbował wcisnąć się jeszcze głębiej w swój kąt. Wyciągnąłem powoli rękę i delikatnie pogładziłem go po łbie.
- Nie bój się, mały. Charyzjusz nie zrobi ci krzywdy. - przemówiłem łagodnie.
- Kiedy to się stało? - spytałem Mrocznego.
Poskrobał się po głowie.
- Bo ja wiem? Zrobił się osowiały jakieś dwa, trzy dni temu, ale tak poważnie się zaniepokoiłem dopiero dzisiaj, kiedy w ogóle przestał się bawić. Wcześniej baraszkował z innymi. Trochę był wolniejszy, bardziej ociężały, ale wiesz - sądziłem że on po prostu taki jest trochę ciapek. A dziś zaszył się w kącie i tylko popiskuje. Jak to zauważyłem od razu zadzwoniłem po ciebie.
- Dobrze zrobiłeś - pochwaliłem. - Robiłeś jakieś badania?
- Pingi w normie. Obciążenie netu też. Przepustowość standardowa.
- Gorączka?
- Nie, 38 na procesorze. Dla tej odmiany to normalne.
- Kaszel? Gwizdy albo przesłuchy w dysku?
- Nic. Czysto.
- Co hostuje?
- Nieduże forum.
- Exploity?
- Nie, odrobaczałem go zaraz po pierwszym bootowaniu.
- Hmmmm... Ciekawa sprawa. - Zasępiłem się. Nie lubiłem ciekawych spraw. Ciekawa sprawa oznaczała zwykle problem. Wyjąłem z kieszeni swój chakierski zestaw diagnostyczny i przygotowałem kilka narzędzi. Delikatnie podrapałem serwer za uszkiem, jednocześnie zapuszczając mu głęboki skan i profiler. Mroczne Pierogi skrzywił się, patrząc jak przerwania profilera penetrują wszystkie procesy.
- Nie wiedziałem że on ma coś takiego w środku - stwierdził pokazując palcem wyświetlające się na moim ekranie obrazy wyglądające jak wybrane sceny z wyjątkowo niskobudżetowego slashera.
- To sterowniki SASa, a to tutaj to od huba usb. Najlepsze są z cebulką - uśmiechnąłem się i pokazałem fragment który równie dobrze mógłby wisieć na haku w masarni. Mroczne Pierogi pozieleniał trochę na twarzy.
Skan się skończył. Przejrzałem pobieżnie wyniki.
- I co?
- I nic. Według odczytów jest zdrów jak ryba.
- Czyli?
- Czyli wyeliminowaliśmy, wydaje mi się, chorobę ciała. Zostaje nam choroba duszy.
- Eeee? - Mroczne Pierogi zrobił minę jak zdeklarowany racjonalista który właśnie zobaczył diabła. - Duszy?
- Psychiką. Twój serwer coś trapi. Powiedziałeś, że pędzisz na nim forum?
- Aha.
- Daj logi.
Podał mi parę spakowanych plików. Po chwili studiowania moją twarz rozjaśnił uśmiech. Puknąłem palcem w kilka linijek tekstu.
- Patrz tu.
- Nooooo... i co? - Najwyraźniej nie dostrzegał tego, co moje wyrobione zmysły wychwyciły od razu. Nie miałem czasu ani ochoty tłumaczyć co i jak, więc po prostu poinformowałem.
- Twój serwer złapał Trolla, chłopie.

c.d.n.

 
Bierwiona 2009-07-06 22:14
 Oceń wpis
   

_-¯ No dobra. Złamałem się. Pod olbrzymim naporem katalog w którym przechowywany był pokemonowy spam pękł, a wraz z nim pękła moja silna wola. Wygraliście. Przeszło pięć miliardów e-maili p.t. ,,jak się włamać na Bierwiona'' zrobiło swoje. Oto podaję przepis...
ALE! zanim zaczniecie z radością hasać po cudzych kontach, podaję odnośnik do Tabeli Kar. Proszę w niego kliknąć i zapoznać się z punktem G.

_-¯ Ja nie żartowałem. Proszę kliknąć i przeczytać punkt G!

_-¯ Napisać większymi literami? Klinąć!. Ale już!

_-¯ No dobrze. Nie będę się bawił przecież w kanara. Kto kliknął - dobrze. Kto nie kliknął - ten będzie żałował. Jak widać zabawa nie jest całkiem bezpieczna, no chyba że ma się - jak ja - konto premium. Po zalogowaniu się na konto premium - tak jak u Robocopa - punkt G ujawnia dodatkową, niewidoczną do tej pory dyrektywę. Dyrektywę 3. Ponieważ zwykły użytkownik zobaczy jedynie punkty 1, 2 oraz 4 - dla nieposiadających kont premium zamieszczam zrzut ekranu, jak to powinno wyglądać:

pl3

Zostaliście ostrzeżeni.

_-¯ Do chakierowania w Bierwionach potrzebne jest wam tajne, jednorazowe, unikatowe, szybkozmienne, wysokooktanowe, studwudziestoośmiobitowe hasło z takiejż głębokości buforem Z. Dziś, do godziny 24 obowiązuje hasło 34rt0nF1nk. Kto zdąży - się załapie. Kto nie zdąży - niech żałuje. Po zalogowaniu się należy wpisać hasło, po czym się wylogować. W tym momencie uzyskacie dostęp do panelu jak na zrzucie poniżej:

pl1

Ale uwaga: po odblokowaniu panelu hasłem administracja zwykła odpalać pelengatory. Bądź zatem szybki.

_-¯ Jeżeli jednak nie chcemy bawić się w brzydkie chakierowanie, a jedynie nieco pomóc sobie w grze - proponuję kod St0rm-3r1ngR. Ważny dziś do godziny 23. Spowoduje on na jedną dobę niewielki boost surowcowy, w ilości 1000/2000/3000 sztuk drewna, gliny i żelaza na godzinę - zamiast normalnych kilkunastu. Efekt - jak zwykle - poniżej:

pl2

Jednak zanim zaczniecie oszukiwać, odpowiedzcie sobie na jedno pytanie: jaki sens będzie miała ta gra, gdy wszyscy zaczną grać nieuczciwie?

Wasz Chakier - moralizator

P.S. I proszę do mnie nie pisać jeżeli na skutek opisanych działań potracicie konta!

 


Najnowsze komentarze
 
2017-11-25 19:36
cleatus do wpisu:
Jak się włamać na konto pocztowe
Are you in dept? Have you been denied of loan from Bank? Or do you need a loan to pay off[...]
 
2017-11-24 14:21
fernan tina do wpisu:
Jak się włamać na konto pocztowe
Czy myślisz o uzyskaniu pożyczki? Czy potrzebujesz pilnej pożyczki, aby założyć własną firmę?[...]
 
2017-11-24 14:10
fernan tina do wpisu:
Jak się włamać na konto pocztowe
Czy myślisz o uzyskaniu pożyczki? Czy potrzebujesz pilnej pożyczki, aby założyć własną firmę?[...]
 
2017-11-24 00:57
trust funds do wpisu:
Jak się włamać na konto pocztowe
Dzień dobry, drogi panie / pani czy potrzebujesz pożyczki na Boże Narodzenie? czy potrzebujesz[...]
 
2017-11-15 05:19
ElenaNino do wpisu:
Jak się włamać na konto pocztowe
Drogi Pożyczyć Poszukiwacze!! Masz jakiekolwiek trudności finansowe? Czy chcesz założyć[...]
 
2017-11-12 23:16
Laura Silos do wpisu:
Jak się włamać na konto pocztowe
Witajcie, moi dobrzy ludzie z Warszawy, nazywam się silosami Laury i przyjechałem stąd w[...]
 
2017-11-07 14:16
MRS VALICIA RENE do wpisu:
Jak się włamać na konto pocztowe
Cześć Ukochani ludzie, Jestem dyrektorem generalnym MRS VALICIA RENE Loan Company i chcę wam[...]
 
2017-11-03 20:22
loan offer do wpisu:
Jak się włamać na konto pocztowe
Kredyt wypożyczony, Kredyt samochodowy, Pożyczki dla firm, Hipoteczna strona, Kredyt[...]
 



 
Chakier, Charyzjusz. Q2hhcnl6anVzeiBDaGFraWVyCg== chakier[at]vp.pl