czyli czego się możecie ode mnie nauczyć
Kiepska interpunkcja 2009-09-23 21:47
 Oceń wpis
   
_-¯ Lekarz zabronił mi pisać...

_-¯ - Przyszły wyniki z laboratorium - Misia wskazała głową stos korespondencji piętrzący się na stoliku w rogu kuchni. Przez chwilę głowiłem się, o jakie laboratorium chodzi. Ach, no tak... Przecież tydzień temu wysłała mnie na jakieś badania. Na nic zdały się moje tłumaczenia, że jestem zdrowy i że nic mnie nie boli. Musiałem iść i kropka.
Przeglądałem niespiesznie koperty. Rachunki, rachunki, rachunki. O... list z Kancelarii Prezydenta. Szybko zerknąłem do środka: ,,... drogi Charyzjuszu, muszę się włamać na konto pocztowe mojej żony. Od jakiegoś czasu czyści pocztę w swoim Thunderbirdzie i historię w Gaga-Dudu. Raz zauważyłem, że dostała SMSa od jakiegoś ,,Donka''. To dla mnie bardzo ważne...''. Odłożyłem list na bok, razem z rachunkami i innymi pismami ,,do załatwienia''. Następna koperta była z laboratorium medycznego. Wyciągnąłem ze środka jakiś świstek i pobieżnie przestudiowałem.
- I jak? - spytała Misia.
- Chyba wszystko dobrze...
Podałem jej kartkę, z której prawdę powiedziawszy niewiele zrozumiałem. Potrzyła na nią przez chwilę, po czym pokazała mi palcem któryś-tam rząd cyfr.
- Masz nieprawidłową interpunkcję - stwierdziła.
Spojrzałem na wskazane liczby. Rzeczywiście, wynik mojego badania sporo wykraczał poza zakres.
- Pewnie się pomylili - starałem się zbagatelizować sprawę.
- Charyzjusz!
No tak. Wiedziałem co oznaczał ten ton. Normalnie Misia mówiła do mnie Charry. Kiedy zwracała się per ,,Charyzjusz'' wiedziałem, że nie ma żartów.
- Masz się jutro umówić do lekarza!
- Oczywiście, skarbie - zgodziłem się z miejsca, bo i cóż było robić.

_-¯ - Słucham? - zagadnęła mnie pani w rejestracji.
- No więc... Chciałem się umówić do polonisty.
- Skierowanie poproszę.
Masz ci los! Jakie znowu skierowanie? Uśmiechnąłem się głupkowato.
- Nie mam - wyznałem szczerze.
- W takim razie nie mogę pana umówić do polonisty. Mogę zapisać pana do lekarza pierwszego kontaktu, on ewentualnie da skierowanie.
- Dobrze - zgodziłem się skwapliwie.
Pani stuknęła parę razy w klawisze komputera.
- Proszę przyjść za siedemnaście lat, trzeciego marca.
- SŁUCHAM?!
- Niestety, wcześniej nie mam terminów.
- Ale..
- Następny proszę!
Nie to nie. Usiadłem z powrotem na krzesełku i wyciągnąłem z kieszeni moją starą komórkę. Dzięki dodatkowej antenie z kawałka blachy z puszki od piwa udawało mi się przez nią łączyć nie tylko z sieciami GSM, ale także z Wi-fi czy też WiMax. Krótki skan ujawnił, że tak jak myślałem komputer rejestracji połączony był z serwerem gdzieś w budynku za pomocą sieci bezprzewodowej. Zdobycie hasła było kwestią kilku sekund: pani z rejestracji miała na imię Agnieszka (tak wyczytałem z plakietki na piersi), była tlenioną brunetką i nosiła srebrną bransoletką na przegubie lewej dłoni oraz niewielkie kolczyki z cyrkoniami. Taka osoba do bazy danych na pewno używała hasła ,,Madzia776''... Bingo! Po chwili wróciłem do okienka.
- Przepraszam panią, ale chyba znalazłby się jakiś wolny termin wcześniej...
- Proszę pana! Sprawdziłam w komputerze i najwcześniejszy wolny termin to...
Ze skrywaną satysfakcją obserwowałem jej zdziwioną minę.
- Och... faktycznie, musiałam przeoczyć.
- Nic się nie stało. Może komputer po prostu źle zadziałał? Wie pani, w takim miejscu nietrudno o wirusy i takie tam...
- Tak, oczywiście. Proszę przyjść jutro.
- Dziękuję. Do widzenia.

_-¯ Następnego dnia o wyznaczonej porze stawiłem się w gabinecie. Lekarz okazał się miłą panią doktor, która uważnie obejrzała wyniki testów, po czym podała mi kartkę, długopis i poleciła zapisać dyktowany tekst. To była inwokacja z ,,Pana Tadeusza''. Zacząłem pisać: ,,Litwo-ojczyzno. Moja ty jesteś. Jak zdrowie?...''
Po wszystkim podałem zapisaną kartkę lekarce. Rzuciła tylko na nią okiem po czym zanotowała coś na czerwono na marginesie.
- Wypiszę panu skierowanie do filologa. Ma pan poważną dysfunkcję na tle interpunkcji i kompulsywną kapitalizację.
- Że co? - spytałem inteligentnie.
- Proszę spojrzeć - zakreśliła na czerwono słowa ,,Dzięcielina Pała''.
- Nie rozumiem...
- Panie Charyzjuszu... Poprawny zapis tego fragmentu to: ,,Gdzie bursztynowy świerzop, gryka jak śnieg biała, gdzie panieńskim rumieńcem dzięcielina pała''. Pan zaś napisał: ,,Gdzie bursztynowy świerzop? Gryka jak śnieg biała gdzie? Panie z kim? Rom jeńcem Dzięcielina Pała!''
- No niby fakt. Pał Dzięcielin nigdy nie brał jeńców, a poza tych on chyba sam był cyganem?
Niestety, nie doczekałem się polemiki. Pani doktor zanotowała tylko coś jeszcze, po czym zajęła się wypisywaniem mi skierowania.

_-¯ Specjalista-filolog okazał się być siwiejącym panem profesorem w staromodnych okularach. Długo przeglądał przyniesione przeze mnie papiery mrucząc do siebie pod nosem rozmaite ,,Hmmm'', ,,No no no'' oraz ,,Któż by pomyślał''. W końcu spojrzał na mnie wzrokiem, z jakim entomolog oglądałby niezwykle rzadki okaz motyla.
- Panie Phreaker...
- Chakier - poprawiłem.
- Taaaak. Przepraszam. Tak więc... panie Cracker. Jest pan chakierem, tak?
- Tak.
- A oprócz chakierowania... Ma pan jakieś hobby?
- Chodzi panu o chobby? - uściśliłem.
- Dokładnie.
- Prowadzę bloga.
- Rozumiem... Ma pan z tego jakieś pieniądze?
- Nooo... Nie. Robię to dla przyjemności.
- Uhm... Tak. Niestety, panie Sneaker, nie mam dla pana dobrych wiadomości. Mogę być z panem szczery?
Wykonałem głęboki wdech.
- Proszę - wystękałem i zamarłem.
Profesor wstał i zaczął przechadzać się w tę i z powrotem, założywszy ręce do tyłu.
- Cierpi pan na ostre grafomanis vulgaris, objawiające się nieustającą żądzą pisania. Nie powstrzymuje pana ani brak talentu, ani tematów które mógłby pan opisać. Kiepska interpunkcja to jeden z pierwszych objawów tej poważnej choroby, czy - jakby pan wolał - horoby. Krótko rzecz ujmując - nie ma pan nic do powiedzenia, a chce pan zadziwić świat elokwencją.
- Czym? - nie zrozumiałem ostatniego wyrazu.
- No właśnie. Na szczęście dla pana, pańska przypadłość nie jest śmiertelna, a jedynie uciążliwa dla otoczenia.
Odetchnąłem z ulgą, a widząc że filolog chwilowo skończył przemowę zapytałem nieśmiało:
- Czy to uleczalne?
Spojrzenie, które posłał mi profesor nie pozostawiało żadnych wątpliwości.
- W takim razie co mam robić? - spytałem błagalnie.
Oparł się o blat biurka.
- Proszę nie pisać. Tylko to może pana uratować.
- Tylko to?
- Tylko to.
Usiadł, uzupełnił dokumentację i przesunął teczkę z papierami w moją stronę. Zrozumiałem, że wizyta była skończona. Zgarnąłem papiery i powlokłem się do domu. Czułem się nieswojo. Usiadłem przed monitorem, włączyłem komputer i uruchomiłem swój ulubiony edytor tekstu.
,,Lekarz zabronił mi pisać...'' - rozpocząłem.
 
Robaki w labiryncie III 2009-09-20 15:04
 Oceń wpis
   
_-¯ Dużo wody w Wiśle upłynęło od mojego ostatniego starcia z robakami. Ponad dwa lata. Choć straciłem mnóstwo czasu i pieniędzy, to jednak wyleczyłem się z robaczanej obsesji. To znaczy - tak sądziłem. Niestety, kilka dni temu otrzymałem niewinnie wyglądający e-mail, a w nim ten link. Koszmar powrócił.

_-¯ Na bok poszły wszystkie zaplanowane chakierowania, koszenie trawnika, wypad do kina z dziećmi czy romantyczna kolacja z Misią. Właśnie opracowuję kolejną strategię, analizuję stosunek siły do kosztów czy szybkostrzelności do zasięgu. Mój pokój oblepiony jest zabazgranymi wydrukami z potyczek, na których "na gorąco" wynotowuję słabe punkty które doprowadziły do porażki w takim czy owakim levelu. Podłogę zaściełają wykresy z planami rozwoju ekonomicznego na kolejnych poziomach. Wiem, że trzydziestego piątego nie przejdzie się bez co najmniej trzech czterowiązkowych wież laserowych o najwyższej mocy, bo tylko taka siła będzie zdolna "na bieżąco" rozprawić się z prawie setką nieustępliwie maszerujących niebieskich piechociarzy. W trzydziestym ósmym trzeba wzmocnić tylny pas obrony, gdyż piechota otrzyma wsparcie w postaci śmigłowców. Zatem gdy lasery będą miały pełne ręce (?) roboty z siłami lądowymi, bez dodatkowej, wielkokalibrowej i szybkostrzelnej niespodzianki lotnictwo nie niepokojone pokona całą zaplanowaną drogę. I Game Over. No a potem jeszcze czołgi. I quady. I niszczyciele. I mechy... Aaaaaaaaaaaaaaa!

7s


_-¯ Niestety, cały czas się nie udaje. Choć za każdym razem jest coraz lepiej, choć coraz częściej misja kończy się sukcesem, to zawsze jest jedno ,,ale''. Zawsze ktoś przechodzi.

es


 
 Oceń wpis
   
_-¯ Przepraszam p.t. czytelników za tak długie milczenie, lecz sami państwo wiecie jak natrętne potrafią być media. Po moim ostatnim wpisie dosłownie nie mogłem się opędzić od zaproszeń do stacji radiowych i telewizyjnych. Było to uciążliwe do tego stopnia, że w piątkowy wieczór postanowiłem zadzwonić do mojego starego przyjaciela, Daniela Castellaniego.
- Daniel? Tak, to ja. Słuchaj, co byś powiedział na trochę sławy? Hehe, rozumiem. Wiesz, chodzi o to żeby czymś zająć dziennikarzy. No właśnie. Też czytałeś? No właśnie. Wszyscy czytali. Nawet Lech Wałęsa czytał i zadzwonił, żeby mi powiedzieć co on by zmienił żeby było naprawdę dobrze. Ale ja nie o tym. Słuchaj - musicie wygrać te mistrzostwa. Nie, nie żartuję. Wpadnę do ciebie jutro z rana, dobra? Weź ze sobą chłopaków. Opracowałem kilka ulepszeń neurochirurgicznych. Tak, bezpieczne w 100%. Słuchaj, zaimplementujemy to raz-dwa i będą grali jak szaleni. Obiecuję, ale musisz odciągnąć ode mnie uwagę mediów. Zgoda? No to na zrazie, do jutra. Cześć.
Ciąg dalszy państwo znają doskonale, wraz z trzecim setem meczu z Francuzami, kiedy to Daniel uparł się dezaktywować moje neuropatche ,,to zobaczymy jak by sobie radzili bez nich''. Być może opiszę to szerzej kiedy indziej, bo dzisiejszy wpis chciałem poświęcić szybkiej i łatwej metodzie zarabiania pieniędzy.

_-¯ Pozycjonując wyniki w google na zlecenie pewnej znanej firmy moją uwagę przyciągneła pisana z oryginalną ortografią reklama, którą można obejrzeć na zamieczonym poniżej zrzucie:

1

,,Chesz Mjeć Szybszy Komp?'' pytał mnie niebieski link. Dodatkowo obiecywał przyspieszenie nie tylko samego żelaza, lecz również łącza internetowego. Zaciekawiony, kliknąłem i po chwili moim oczom ukazała się następująca strona:

2

No przecież! Nie dalej jak dwa dni temu Robert z Kalisza napisał do mnie właśnie z takim problemem! Odpisałem mu, że z komputerem to nie za bardzo wiem co, ale to że internet wolno otwiera strony to jak nic wina współczesnego bezstresowego wychowania. Mój internet też wolno otwierał strony gdy wróciłem z urlopu, ale jak dwa razy z rzędu nie dostał kolacji to zrozumiał, że to nie przelewki i teraz zwija się przy otwieraniu aż miło. Raz nawet w ogóle łącza nie wpiąłem, a on dopiero przy siódmym filmiku z greentube zorientował się, że nawet adresu IP nie ma...
Z ciekawością przeczytałem o zaletach rozwiązania proponowanego przez dostawców cudownego programu. Przewinąłem na dół strony...

3

...i z radością kliknąłem przycisk ,,Pobierz Program''. Ha! Akurat trafiłem na promocję! Cudowny przyspieszator za jedyne 1.22, z VATem!

4

,,Wpisz kod otrzymany w SMS'' zachęcało przyjazne pole tekstowe. Przewinąłem do dołu, by dowiedzieć się jako owego SMSa otrzymać:

5

Lektura małych czerwonych literek na dole przyniosła odpowiedź na to pytanie. Przy okazji zauważyłem, że tytułowe ,,Mjeć'' nie jest bynajmniej przypadkowym błędem. Potwierdzały to ,,Cena jenego'', ,,kożystasz'' czy ,,tranzakcji''. Ochoczo wysłałem więc dwa SMSy po 30.50 sztuka, by za cenę 61 złotych po chwili móc cieszyć się doskonałym przyspieszaczem.

_-¯ Nie. Nie ma tu żadnego błędu. 1.22pln zapłacimy za przelew kartą. Płatność SMSem będzie kosztowała złotych 61. Tak więc strzeżcie się - chakierzy są wszędzie ;)
 
 Oceń wpis
   
_-¯ - Interesuje mnie jedynie zwycięstwo! - grzmiał Leo Beenhakker przechadzając się w tę i z powrotem przed grupką skupionych piłkarzy.
- Dobrze, powtórzę jeszcze raz. Żewłakow! Co to jest?
Wywołany wyprężył się na baczność i stuknął obcasami. To znaczy próbował, lecz gumowe korki stłumiły odgłos.
- To jest kura panie generale!
- Gówno tam! Bosacki! Co to jest?
Bartosz Bosacki przez chwilę z uwagą przyglądał się okazanemu przedmiotowi.
- To nie jest kura? - zaczął asekuracyjnie.
- Dobrze. To nie jest kura. A co to jest?
- Nie kura, panie gene... znaczy, panie trenerze.
- To już wiem. Pytałem, co to jest.
- To jest... to jest piii...
- Dobrze, dobrze, pi?
- Pinokio?
- Sam jesteś Pinokio! Dudka! Co to jest?
- To jest piłka, panie trenerze!
- Brawo! Świetnie! Reszta słyszała? No to wszyscy razem powtarzamy. Głośno! Żebym was słyszał!
- Toooojeeeeestpiiiiiiiłkaaaaaaa.
- Dobrze. Piłka do gry w piłkę nożną, zwaną też futbolem. Dlatego czasami nazywa się ją też futbolówką. Dudka! Czemu Gancarczyk się przewrócił?
Dariusz Dudka podbiegł do kolegi, który zsunął się z ławki i jęczał na podłodze w pozycji "ranek na weselu". Fachowo sprawdził puls i oddech, po czym zdał relację.
- Zwykłe omdlenie, panie trenerze.
- Omdlenie? A to czemu?
- Zwykle tak reaguje na natłok informacji. Po prostu układ nerwowy mu się wyłącza. Pan trener podał zbyt dużo informacji o piłce, kolega próbował to przyswoić i zapomniał oddychać. Niedotlenienie mózgu i omdlenie jako naturalna konsekwencja.
- Ale ja tylko powiedziałem, że piłka to futbolówka!
- No właśnie. Za dużo informacji na raz, proszę pana.
Leo przez chwilę milczał, po czym machnął ręką.
- Nieważne. Błaszczykowski! Co macie robić z piłką na meczu?
- Nie dotykać rękami!
- Dobrze. A do tego co? Tak, Boruc?
- Ja mogę rękami, trenerze?
- Możesz.
Ktoś nieśmiało zaprotestował.
- Dlaczego Boruc może rękami, a my nie?
- Bo Boruc jest bramkarzem.
- Ale to niesprawiedliwe. Dlaczego zawsze Boruc jest bramkarzem?
- Bo mam rękawice, złamasie!
- Sam jesteś złamasem, złamasie!
- Spokój!!! - Leo włożył w ten okrzyk tyle sił, ile miał - Boruc może dotykać piłki rękami, a wy nie. Jasne?
- Ale...
- Jasne?!!!
- Tak, trenerze.
- To dobrze. Nie zazdrośćcie mu, bo on będzie musiał cały mecz stać na bramce, a wy będziecie mogli strzelać gole. Ooo... widzę że Gancarczyk doszedł do siebie. Zuch chłopak. Tak, Lewandowski?
- Co to znaczy strzelać gole, trenerze?
- To znaczy musicie umieścić piłkę w bramce przeciwnika.
- Ale tylko Boruc może jej dotykać!
- Tak, ale piłka nożna polega na kopaniu piłki nogami. Trochę to zakrawa na pleonazm, bo niby nie można kopać rękami, ale... Czemu Gancarczyk znowu leży?
- Pleonazm, trenerze. Załatwił go pan tym chyba na cacy.
- Ups...
- Chyba trzeba będzie zadzwonić po erkę...
- Dobrze, niech ktoś zadzwoni. Na czym to ja... Acha. Trzeba wkopać piłkę do bramki przeciwnika.
Wśród zawodników zapanowało poruszenie. Wreszcie z ławki podniósł się Krzynówek.
- Ale to bardzo trudne, trenerze. Niech pan sam spojrzy - piłka jest okrągła i bardzo trudno jest ją tak kopnąć, żeby poleciała tam gdzie się chce. O, proszę...
Tu Krzynówek postawił przed sobą piłkę i spróbował kopnąć w stronę Beenhakkera. Guerreiro, trafiony centralnie w nos, dołączył stanami świadomości do Gancarczyka. Leo przeciągnął sobie wolno dłonią po twarzy. Zrobił kilka głębokich wdechów.
- Nie wiem, jak tego dokonacie, ale macie wygrać. Macie ich roznieść, rozgnieść i rozgromić! Macie być jak polska husaria pod Wiedniem! Jak szwoleżerowie pod Samosierrą! Jak Jagiełło pod Grunwaldem! Zrozumiano?
Brożek nieśmiało podniósł rękę.
- Na pewno jak Jagiełło pod Grunwaldem?
- Tak, do jasnej cholery!
- A skąd trener tak dobrze zna historię Polski?
- Nieważne! A teraz won! Na boisko!

_-¯ Piłkarze stali przy wyjściu do szatni. Lewandowski jeszcze raz przypominał słowa trenera.
- Pamiętacie, co nam powiedział? Mamy być jak Jagiełło!
- A co robił Jagiełło? - spytał Guerreiro, któremu dawna historia Polski nie była jeszcze dość bliska.
- Z tego co wiem, to trzeba stać na wzgórzu i po prostu patrzeć, co robią tamci...
- Ale na boisku nie ma wzgórza!
- No to po prostu będziemy stać i patrzeć. Trener na pewno będzie zadowolony.
 
 Oceń wpis
   
_-¯ Przyznaję się bez bicia: zaniedbałem ostatnio swoją Galerię XXX, oj, zaniedbałem. Na szczęście nie ma tego złego, czego by nie można jeszcze bardziej zepsuć. Tak więc w ramach resuscytacji, rekolekcji i renowacji - oto apetyczne zdjęcie paru babeczek w przezroczystych falbankach. Spójrzcie tylko na te cudownie słodkie krągłości!

babeczki

_-¯ Po prostu palce lizać...
 
Serwer, part XII 2009-09-03 22:22
 Oceń wpis
   
_-¯ Siedzieliśmy w karczmie, popijając piwem tanią whisky i gapiąc się przez okno na siąpiący deszcz. Pogoda była iście barowa, tak więc nie zamierzaliśmy się w ogóle ruszać z naszego suchego kącika, chociaż do piątego kufla Mroczne Pierogi przejawiał coś na kształt wyrzutów sumienia.
- Charyzjusz? Może powinniśmy jednak wracać? - zagajał co i raz.
- Popatrz, deszcz pada - odpowiadałem, on zaś potakiwał głową i wracaliśmy do picia.
Niestety, na mojego przyjaciela alkohol wpływał zgoła odmiennie niż na mnie. O ile w moim przypadku wyciszał wszelkie złe emocje i sprawiał, że świat zaczynał wydawać mi się przyjazny, kochany i poukładany, o tyle w Mrocznych Pierogach uwalniał do krwi hormon kozaczenia. Dlatego po piątym piwie wyrzuty sumienia zostały zastąpione poprzez wyzwanie, jakie padający deszcz rzucał mojemu koledze.
- Charyzjusz! Idziemy! - zakomenderował wreszcie stanowczym głosem, opróżniając do połowy siódmy kufel.
- Popatrz, deszcz pada - odpowiedziałem pogodnym tonem, spoglądając w okno i zachwycając się tym cudem natury... Deszcz był taki piękny! Właściwie - dochodziłem do wniosku, że było to jedno z najwspanialszych zjawisk. Ciemne chmury, mknące po niebie przecinanym zygzakami błyskawic. Huk gromu przewalający się w górskich dolinach i powracający po chwili echem. Korony świerków, kłaniające się wichrowi. Szarobure strugi wody, siekące z nieba i rozbryzgujące się w setkach kałuż... Postanowiłem, że w najbliższej wolnej chwili napiszę generator wierszy, a pierwszym zadaniem jakie mu wyznaczę będzie napisanie utworu o burzy. Tymczasem jednak Mroczne Pierogi podniósł się i szarpnął mnie za ramię.
- Idziemy!
- Deszcz pada - odparłem niewzruszony.
- To co z tego?
- Nie chcesz chyba opuszczać serwera podczas deszczu, co?
- Dlaczego? Nie boję się deszczu!
- To nie deszczu masz się bać.
- A czego? - zaciekawił się.
- Deszczwonic. Deszczydeł. Deszczowców i deszczułek - wyliczyłem - Poza tym transfer na zewnątrz w taką pogodę może grozić utratą spójności elektromagnetycznej, a tego byśmy chyba nie chcieli.
- Nie? - Mroczne Pierogi najwyraźniej mi nie dowierzał.
- Nie.
Niestety, nie uwierzył mi na słowo. Stężenie krwi w alkoholu spadło na tyle nisko, że Mroczne Pierogi czuł się kuloodporny. Sądzę, że wyskoczyłby na solo z ,,Diablo'' Włodarczykiem, gdyby tylko ów miał nieszczęście znaleźć się razem z nami w karczmie. Tak... substancja o chemicznym wzorze H2C5OH potrafiła wyprawiać z ludzkim mózgiem rzeczy, do których niekoniecznie chcielibyśmy wracać następnego dnia - pomyślałem filozoficznie i zamówiłem ósmą kolejkę. Whisky z piwem coraz bardziej mi smakowała, szkoda tylko że wziąłem ze sobą tylko pięć półlitrowych butelek. Spojrzałem znów w okno i zacząłem układać poemat o deszczu, którego szum wydawał mi się w tym momencie tak słodko kojący...

_-¯ -Charysjusz! Isiemy! - wybełkotał Mroczne Pierogi podnosząc z wysiłkiem głowę.
- Nie moszna. Desz - wymamrotałem.
- Ja nieboje deszu przesiesz...
- W deszu deszownisze i deszyła chodzooo... Nie moszna w desz...
Mój przyjaciel skinął głową w stronę okna, czego niemal nie przypłacił utratą równowagi i upadkiem pod stół.
- Jak nie moszna, jak moszna... Popasz. Tamsi ido w desz...
Spojrzałem we wskazanym kierunku. Początkowo niczego nie dostrzegałem, lecz w tym momencie seria błyskawic - jak lampa stroboskopowa - ukazała dwie sylwetki szybko podążające ku karczmie. Wydobywane co chwila z mroku błyskami wyładowań elektrycznych wyglądały jak kiepska poklatkowa animacja. Animacja Trolli.
- Trolle - skonstatowałem.
- Aha... Ido tu.
- Mosze chsą sie napiś?
- Trolle pszeciesz nie pi...
Ogłuszające uderzenie wyrwało drzwi z zawiasów i cisnęło pod przeciwległą ścianę. Dwie kamienne sylwetki wtargnęły do wnętrza, torując sobie drogę uderzeniami maczug. Postacie wydały mi się dziwnie znajome...
- Popasz, Mroszne Pierochi, to te Trolle z jaskini, co?
- No
Trolle również nas dostrzegły. Jeden z nich wyciągnął ku mnie kamienny paluch.
- Charyzjusz Chakier! Ty być mój!
Pokręciłem głową.
- O nie, kochasiu. Ja jusz jestem zajęty. Mam szonę i dziesko. Posatym interracial mnie nie kręci.
Oba Trolle mnie jednak już nie słuchały. Z głośnym rykiem, z wzniesionymi do góry maczugami runęły w moim kierunku.

_-¯ Sięgnąłem ręką do kieszeni, szukając czegoś. Nie znalazłem. Sięgnąłem ręką do drugiej kieszeni i wreszcie to wymacałem. MacGyver MultiTool. Ścisnąłem go lekko. Rozległ się cichy trzask i oba Trolle pozostawiły po sobie jedynie próżnię w kształcie Trolli, która za chwilę z cichym mlaśnięciem wypełniła się powietrzem.
- So to było? - spytał mój towarzysz.
- A, nic takiego. Wyłąszyłem je, bo mnie jusz zaszynały wkuszaś.
- Aha...
- No...
Przez chwilę kontemplowaliśmy zawartość swoich kufli.
- Charysjusz?
- Y?
- A mogłeś ich wyłąszyś wsześniej?
Zastanowiłem się.
- No...
- A szemu nie wyłąszyłeś?
- Wiesz, lubię szasami poszwendaś się po serwerach.
Objąłem głowę rękami. Stół wydawał się taki miękki i wygodny...

_-¯ Po pewnym czasie się obudziłem.

_-¯ Głowa bolała mnie tak, jak gdybym po tygodniowej podróży po pustyni, bez kropli wody przy duszy, ugasił wreszcie pragnienie pół litrą taniej whisky.
 
 Oceń wpis
   
_-¯ Dziś krótko i nie na temat, czyli o tym jak w końcu przekonałem się do fotografii cyfrowej. Stało się tak za sprawą dwóch wygoglanych linków. Pozwolę sobie je przytoczyć, choć argumenty ,,za'' przemówią głównie do męskiej części czytelników mojego bloga. Tak więc czas na (nomen-omen) gołe fakty:
Nie wiem jak wy, ale ja jutro z samego rana pędzę do sklepu dla idiotów po nowy aparat.
 


Najnowsze komentarze
 
2017-08-15 10:15
trust funds do wpisu:
Jak się włamać na konto pocztowe
Czy nie potrzebujesz pożyczki? Jeśli tak, napisz do nas na adres jullietfinancialaid@yahoo.com,[...]
 
2017-08-14 16:27
Jerry Carl do wpisu:
Jak się włamać na konto pocztowe
Cześć, jestem pan Jerry Carl wierzyciel prywatnych pożyczek, a ja jestem tutaj, aby spełnić[...]
 
2017-08-11 16:19
jpodreglewski do wpisu:
Jak się włamać na konto pocztowe
Przyjmę zlecenia informatyczne. Oferuję: #Dostęp do maili/portali/kont (hasła,loginy);[...]
 
2017-08-07 16:53
joyce roger do wpisu:
Jak się włamać na konto pocztowe
Jestem tak szczęśliwy i wdzięczny za co on w moim życiu ma, jestem Joyce Roger Przez USA po[...]
 
2017-08-07 16:52
joyce roger do wpisu:
Jak się włamać na konto pocztowe
Jestem tak szczęśliwy i wdzięczny za co on w moim życiu ma, jestem Joyce Roger Przez USA po[...]
 
2017-08-07 04:29
Rebecca Wendy do wpisu:
Jak się włamać na konto pocztowe
Jak uzyskałem pożądaną kwotę pożyczki z wiarygodnej firmy pożyczkowej[...]
 
2017-08-04 20:54
Sebastian012 do wpisu:
Jak się włamać na konto pocztowe
Witam, Nazywam się Sebastian. Chcę zeznawać dobrego pożyczającego pożyczkodawcę, który okazał[...]
 
2017-07-31 09:21
JULIET22 do wpisu:
Niedługo odziedziczę $20.5 miliona
Czy potrzebujesz prawdziwej pożyczki? Jeśli tak, napisz do nas na adres[...]
 



 
Chakier, Charyzjusz. Q2hhcnl6anVzeiBDaGFraWVyCg== chakier[at]vp.pl