czyli czego się możecie ode mnie nauczyć
Doda bez makijażu 2010-01-30 17:15
 Oceń wpis
   
_-¯ Ostrzegam lojalnie wszystkich zagorzałych fanów piosenkarki - nie jest to przyjemny widok. Jeżeli zdecydujecie się tu zajrzeć obawiam się że wyrzucicie wszystkie jej plakaty i płyty.


Tutaj można zaś nieco poczytać o przeszłości Dody. I któż by się spodziewał, że ta blondynka to wyłupiastooki facet, i to w dodatku zielony?
 
 Oceń wpis
   
_-¯ Wielomysła spotkałem z samego rana, gdy skrobałem szyby w aucie, on zaś akurat wyprowadzał na spacer swoje wszechświaty (równoległego Fafika i prostopadłego Brysia). Gdy mnie zauważył pomachał mi ręką i, nie czekając aż Bryś z Fafikiem załatwią się pod krzaczkiem, raźnym krokiem ruszył w moim kierunku. Wyglądał na bardzo podekscytowanego.
- Witaj, Charyzjusz! Co tam, odszraniasz auto?
- Ano... - zgodziłem się, pracowicie machając skrobaczką.
- Podróż samochodem? - zdziwił się - Przecież zwykle podróżujesz tunelami SSH.
- Ano tak. Ale wiesz - zima zaskoczyła adminów. Dziś rano, jak tylko ruszyłem pakietem z portu, zakopałem się w takich zaspach, że szkoda gadać. Zresztą, może to i dobrze, bo okazało się że większość łącz jest w opłakanym stanie. Kolega podobno do stanów leciał i w światłowodzie transatlantyckim przywalił czołowo w dużego torrenta, który nie dostosował prędkości do panujących warunków i wyleciał na zakręcie w prawo na przeciwległy pas. Pogrzeb w czwartek.
- W czym? - zainteresował się Wielomysł.
- Co w czym? - nie zrozumiałem.
- W czym mam pogrzebać w czwartek?
- Pogrzeb w znaczeniu pochówek. Podobno nie było co zbierać, bo to był duży film w HD. Dwanaście giga poooszłooo po biedaku. Wezwani na oględziny spece od ruchu sieciowego początkowo nawet nie wiedzieli gdzie biednego M1k431a wprasowało. A jak już się dowiedzieli, to zebrali go pieczołowicie do woreczka i zanieśli do najbliższego instytutu matematyki i informatyki. Podobno w wyniku zderzenia jego dane osiągnęły niesamowity stopień kompresji (co prawda stratnej), ale kolesie którzy go oglądali już zapowiadają przełom w dziedzinie kodowania obrazu. Przynajmniej biedak nie zginął na marne. A to mi przypomina pewną anegdotkę, nie wiem czy ci mówiłem... Wiesz, że algorytm kodeka H.264 został wymyślony kiedy jeden roztargniony profesor usiadł na pudełku z tortem? Posłuchaj...
- Mówiłeś, mówiłeś... Żal mi twojego kolegi, świeć Panie nad jego duszą, ale posłuchaj. Ja również uczyniłem pewne odkrycie... - uśmiechnął się zagadkowo.
,,Oho'' - pomyślałem, co przyszło mi z łatwością, gdyż jestem mistrzem w myśleniu dwuliterowych wyrazów. Proszę się nie kłócić - w ,,oho'' są jedynie dwie litery: ,,h'' oraz ,,o'', z tym że ta druga użyta dwa razy. Tak więc pomyślałem ,,oho'', dwa razy skrobnąłem szybkę po czym pomyślałem ,,oho'' jeszcze raz, tak dla wprawy. Wielomysł zastygł w pozycji oczekiwania. Pomiędzy jednym a drugim ,,oho'' domyśliłem się o co mu chodzi, więc - żeby nie trzymać go dłużej z zagadkowym uśmiechem na twarzy - zadałem wreszcie pytanie na które czekał.
- A cóż to za odkrycie?
Fizyk uśmiechnął się, po czym oznajmił swobodnym tonem:
- Odkryłem przyczynę globalnego ocieplenia!
Sens tego stwierdzenia nie dotarł do mnie od razu, gdyż akurat byłem zajęty delikatnym wykopywaniem Fafika który znalazł dużą przyjemność w obsikiwaniu wszystkich kół mojego auta. Odganiając Fafika jednocześnie zauważyłem że Bryś kucnął koło mojej furtki i zastygł z wyrazem intensywnego wysiłku na mordce. ,,Zaraz zrobi mi na podjeździe czarną dziurę!'' przemknęło mi przez głowę, ale w tym momencie ostatni z neuronów, nieco stężały od mrozu, zadziałał i sens słów Wielomysła został przetworzony przez mój mózg.
- Że słucham? - spytałem inteligentnie, gdyż pozostałe 99% mojego umysłu przydzielone zostało procesowi pt. ,,Ale o co chodzi?''.
Wielomysł zrobił teatralną pauzę, po czym oznajmił.
- Odkryłem przyczynę globalnego ocieplenia. Początkowo wydało mi się to nieprawdopodobne, ale wykonałem niezbędne obliczenia i wszystko się potwierdziło co do joty. Za globalne ocieplenie odpowiedzialny jest śnieg!
Parsknąłem głupawym rechotem, lecz zaraz przestałem się śmiać. Wielomysł przecież nie był szalony! Spojrzałem na niego poważnie.
- Nie robisz sobie ze mnie żartów, prawda?
- No co ty... - obruszył się.
Stałem przez chwilę i myślałem, po czym uniosłem dłoń. Niewielki płatek wylądował na czarnej rękawicy. Pokazałem go Wielomysłowi.
- Masz na myśli to?
- Bez wątpienia. Jeśli chcesz, wszystko ci zaraz wytłumaczę. Tylko może wejdziemy do domu, bo tu zimno...
No tak, pomimo globalnego ocieplenia zima przydarzyła się jak za starych dobrych czasów, gdy byłem jeszcze małym chakierkiem, zaś śnieg w styczniu nie był głównym tematem wiadomości w mediach. Uchyliłem furtkę do domu. Kątem oka zauważyłem że Bryś jednak dopiął swego i teraz, nieporadnie wyrzucając tylne łapy, próbował zagrzebać czarną dziurę śniegiem.
- Proszę, wejdź - zaprosiłem gościa do środka. Za Wielomysłem wskoczył Fafik, a zaraz potem Bryś. Zamykając, zauważyłem że czarna dziura wchłania właśnie dużą hałdę śniegu razem z samochodem sąsiada. ,,Może to jest jakiś sposób na odśnieżanie?'' - pomyślałem i zamknąłem drzwi.
Choć ciekawość paliła mnie jak nigdy najpierw zaparzyłem nam obu dobrej chakierskiej cherbaty a dopiero potem przystąpiłem do zadawania pytań.
- O co chodzi z tym śniegiem?
W odpowiedzi Wielomysł wyjął z kieszeni sfatygowaną, złożoną na czworo kartkę, pokrytą gęsto obliczeniami. Rozpostarł ją i położył na blacie przede mną.
- O to - wyjaśnił.
Rzuciłem okiem. Wzory wydawały się proste, żadnych poszóstnych całek, transformat z przestrzeni ,,n'' do ,,m'' czy niewiadomoilustopniowychciągów. Proste dzielenie, mnożenie, potęgowanie. Zdziwiłem się tylko, że tyle tego, jednak okazało się że po prostu obliczenia były powtórzone kilka razy. Wielomysł dostrzegł moje rozterki.
- To dla pewności, policzyłem kilkoma sposobami. Na energię kinetyczną i potencjalną, zarówno z zerem w środku Ziemi jak i w nieskończoności. Wynik jest cały czas ten sam.
Powoli zaczynałem rozumieć, jednak nie byłem w stanie tego przyjąć do wiadomości.
- Ale... a dwutlenek węgla?
- Widziałeś kiedyś dwutlenek węgla? - odpowiedział pytaniem.
- No nie, ale przecież...
- Dwutlenek węgla jest wykluczony. Popatrz tutaj - wyjął drugą kartkę, również zapisaną wzorami. Położył obok pierwszej.
- Dwutlenek węgla nie może mieć takiego wydatku energetycznego. Poza tym dwutlenek węgla nie jest opadem atmosferycznym. Powstaje przy ziemi i trzyma się ziemi. A śnieg - to co innego!
- Czyli śnieg?
- Śnieg!
- Ale to niemożliwe!
- Nie ma rzeczy niemożliwych, Charyzjusz. Kiedyś mój kolega, Kwantycjusz Niedyskretny, na przysposobieniu wojskowym usłyszał że niemożliwe to jest okopać się w wodzie. Zaprosił potem pana majora na demonstrację i się w wodzie okopał na jego oczach.
- Jak?
- Ano tak, że najpierw wodę zamroził i wykuł okop w lodzie. Inny stan skupienia, ale substancja ta sama...
- To może lód też odpowiada za globalne ocieplenie? - spytałem kpiąco, jednak tylko dlatego że mój umysł nie chciał przyjąć oczywistej prawdy kiełkującej już gdzieś w lewej części płata czołowego.
- Charyzjusz, nie żartuj. Ja już wiem, że to rozumiesz. Lód - nie. Śnieg - tak.
- Bo... bo pada?
- Bo pada. Każdy płatek stworzony w chmurze z pary wodnej zmierza ku ziemi. Jego energia potencjalna na górze jest zdecydowanie większa niż energia przy gruncie. Spadając zamienia on tę energię na energię cieplną - trąc o atmosferę, oraz na energię kinetyczną, która jednak również zamieniana jest na ciepło w wyniku zderzenia z powierzchnią ziemi. W przypadku pojedynczego płatka efekt ocieplenia atmosfery jest minimalny, pomnóż to jednak, Charyzjuszu, przez setki, tysiące, setki tysięcy milionów płatków które spadają na ziemię każdej zimy. Jak myślisz, dlaczego po każdej zimie następuje wiosna?
- Bo opady śniegu powodują ocieplenie klimatu? - spytałem głucho.
Wielomysł skinął głową.

_-¯ W milczeniu dopiliśmy cherbatę, po czym Wielomysł zebrał się do wyjścia.
- Ogłosisz to? - spytałem go gdy stał już w drzwiach.
Spojrzał na mnie smutno.
- Nie. Ludzkość nie jest na to przygotowana. Rządy wielu państw mogą się załamać gdy zniknie rynek handlu CO2. Może kiedyś...
Patrzyłem przez uchylone drzwi jak wychodzi. Przy furtce zatrzymał się, sprzątnął czarną dziurę po Brysiu do papierowej torby i pomaszerował w stronę swojego domu. Śnieg, jak gdyby nigdy nic, padał wciąż potęgując globalne ocieplenie...
 
Jak uratowałem Święta 2010-01-01 22:11
 Oceń wpis
   
_-¯ Śnieg prószył melancholijnie, ale wcale się tym nie przejmował. Wczesny, zimowy zmrok powoli wsączał się przez okna i podkradał w stronę choinki, która odpychała go co i raz rozbłyskami kolorowych światełek. Gałęzie świerków, pokryte grubymi czapami białego puchu...
- Jaki śnieg? - spytała Misia, zaglądając mi przez ramię - Gdzie ty tu widzisz śnieg? Plus osiem jest, wszystko co spadło już się roztopiło.
- No ale pada - wskazałem ręką za okno.
- Pada. Ale to deszcz pada, nie śnieg.
- Deszcz, śnieg, co za różnica. To i to woda, tylko w innym stanie skupienia.
- Właśnie na tym ta różnica polega. Zresztą, zamiast teraz siedzieć przy komputerze i klepać te swoje głupoty - pomógłbyś mi nakrywać do stołu. Za godzinę przyjdą rodzice.
Niechętnie, ale posłusznie zwlokłem się z krzesła i podreptałem za Misią do pokoju gdzie stał wigilijny stół i zacząłem rozstawiać talerze, rozmyślając o ciężkim losie chakiera któremu nawet w święta nie dane jest posiedzieć przy komputerze. Stawiałem właśnie szósty talerz, gdy coś za moimi plecami zachrobotało i zaszurało. Odwróciłem się akurat w momencie w którym z kominka, będącego źródłem tych hałasów, buchnął okazały kłąb sadzy i majestatycznie osiadł na śnieżnobiałym (do tego momentu) obrusie.
- Misia! - krzyknąłem - Trzeba zmienić obrus. Zapaskudził się sadzą z kominka - poinformowałem.
- Przecież my nie mamy kominka! - usłyszałem w odpowiedzi.
Spojrzałem na kominek i chwilkę się zastanowiłem, po czym doszedłem do wniosku, że rzeczywiście, Misia miała rację. Kominka nie mieliśmy. Mieliśmy mieć, oczywiście, ale plany te były odłożone na bliżej nieokreśloną przyszłość. Swego czasu wybraliśmy nawet przewód kominowy przy którym go zainstalujemy, ale to nie był ten przewód. Pogapiłem się zatem na kominek jeszcze chwilę po czym postanowiłem go zignorować i wróciłem do rozstawiania zastawy. Sadzę też postanowiłem zignorować, choć na talerzach wyraźnie widziałem jaśniejsze smugi w miejscach w których starłem ją palcami. I jak tu ufać zmysłom?

_-¯ W tym momencie ktoś postukał mnie w ramię.

_-¯ Byłem odwrócony twarzą w kierunku wejścia do pokoju, wiedziałem też że w pomieszczeniu - poza mną - nikogo nie ma. Nie widziałem również, by ktoś wchodził, tak więc nie mogło być tutaj nikogo kto mógłby mnie stukać w ramię. Mając na uwadze fatamorgany z kominkiem i sadzą doszedłem do wniosku że jest to kolejny omam. Kontynuowałem zatem pracę, choć stan mojego zdrowia zaczął mnie niepokoić. Nigdy wcześniej nie miewałem takich zaburzeń. Pukanie ponowiło się.
- Charyzjusz! - odezwał się omam za moimi plecami.
- Proszę mnie nie niepokoić - odpowiedziałem nie odwracając się i starając się nadać mojemu głosowi możliwie spokojny ton - Wiem że tutaj nikogo nie ma.
- No przecież ja jestem! - omam nie dawał za wygraną.
- Jest pan tylko wytworem mojej wyobraźni. Tak samo jak kominek i sadza. A teraz uprzejmie proszę by pan sobie poszedł.
- Charyzjusz! Odwróć się! To ja, Święty Mikołaj!
Zamknąłem oczy i zrobiłem kilka głębokich wdechów. Co prawda babcia ostrzegała mnie przed skutkami długiego siedzenia przed komputerem, ale słowem nie wspominała o możliwości złapania choroby psychicznej, a jedynie o zespole cieśni nadgarstka, pogorszeniu się wzroku i hemoroidach. Postanowiłem się nie odwracać i nie dyskutować więcej z wytworem mojej wyobraźni. Spróbowałem skupić się na rozstawianiu talerzy, lecz w tym momencie omam tytułujący się Świętym Mikołajem chwycił mnie za ramiona i brutalnie obrócił w swoim kierunku. Zanim zdążyłem zamknąć oczy zobaczyłem białą brodę i czerwony strój.
- Charyzjusz, otwórz oczy. Ja naprawdę jestem Świętym Mikołajem. Musimy porozmawiać.
- Nieprawda. Jestem chory, albo po prostu przemęczony. Ponawiam prośbę by przestał się pan mi zwidywać i nie wciągał w żadną dyskusję. Jestem zajęty i doprawdy nie wiem jakie traumatyczne zdarzenie musiałem przeżyć w dzieciństwie że teraz wyobraziłem sobie akurat pana. Poza tym Świętego Mikołaja nie ma.
- Doprawdy? - obruszył się omam - Jestem Świętym Mikołajem i znam wszystkie twoje dobre i złe uczynki. Pamiętasz, jak mając cztery lata zbiłeś wazon, a potem zwaliłeś winę na program pocztowy, że niby zawadził go dużym załącznikiem?
To była oczywiście prawda, jednak postanowiłem myśleć zdroworozsądkowo.
- Jest pan wytworem, mojego umysłu, zatem z definicji ma pan dostęp do wszystkich informacji w nim składowanych. Nie przekona mnie pan odkrywając znane mi fakty z mojego życia, bo to tak jakbym rozmawiał sam ze sobą.
- Niby racja... No to posłuchaj... Charysia, dwa tygodnie temu, w piątek, włamała się do systemu komputerowego przedszkola i zmieniła jadłospis. Usunęła ze środowego obiadu zielony groszek, którego nie lubi. Dostęp do terminala uzyskała posługując się lalką Barbie. Tysiącdwudziestoczterobitowy klucz RSA złamała wykorzystując książeczkę o małym słoniku, który szukał mamy. Czy cały czas będziesz miał zamknięte oczy?
- Charysiu! - zawołałem córkę. Po chwili usłyszałem tupot małych kroczków.
- Tatusiu! Święty Mikołaj!
Postanowiłem szybko przemyśleć sytuację. A co, jeżeli to nie Charysia, a jedynie kolejny wymysł mojego mózgu? Co, jeżeli wymyśliłem sobie właśnie Charysię wchodzącą do pokoju? Oczywiście taki fantom potwierdzi wersję drugiego. Z drugiej strony - uświadomiłem sobie - komuś muszę uwierzyć, inaczej za kilka sekund stanę się solipsystą. Postanowiłem, że Charysi uwierzę.
- Wykasowałaś zielony groszek ze środowego obiadu? - spytałem prosto z mostu i zerknąłem na córkę. Mała spojrzała na mnie, potem na Świętego Mikołaja, po czym się rozpłakała.
- Nie dostanę prezentuuuuuuuu? - załkała.
- Oczywiście, że dostaniesz, Charysiu - powiedział Święty Mikołaj - byłaś bardzo grzeczną dziewczynką.
Łkanie ustało.
- To jak było z tym groszkiem? - spytałem ponownie.
- Nie lubię groszku...
Nie zadowoliłem się tym wykrętem.
- Skasowałaś?
Nastąpiła dłuższa pauza, po które przyszło niechętne wyznanie.
- Skasowałam, ale tylko przy okazji. Chciałam empirycznie określić stopień przydatności czytanek o słonikach szukających mam w procesie łamania szyfrów asymetryczny. Zresztą inne dzieci też nie lubią groszku...
Cóż, sam nie lubiłem groszku. Ostrożnie spojrzałem na Świętego Mikołaja.
- Teraz mi wierzysz? - spytał.
- Kominek to twoja robota? - skontrowałem pytaniem.
- Ach! Kominek! A jak twoim zdaniem miałem się tu dostać?
- Drzwiami?
- Święty Mikołaj wchodzi przez komin! Wszyscy o tym wiedzą. Ale twój komin wiedzie do gazowego pieca CO, tak więc musiałem najpierw stworzyć ten.
- I on zostanie? - spytałem z nadzieją.
- Nie. Inaczej producenci kominków bardzo brzydko by się o mnie wyrażali. Jak tylko wyjdę - zniknie.
- Sadza też?
- Też.
Wyjaśnienia te lekko mnie uspokoiły.
- Czy już teraz dostanę prezent? - wtrąciła się do rozmowy Charysia, cały czas z uwagę obsługując Mikołaja.
- Nie, maleńka. Prezenty znajdziesz pod choinką gdy zaświeci pierwsza gwiazdka. A teraz idź pomóż mamie... - powiedział święty, a półgłosem dodał ni to do siebie, ni to do mnie - Znajdziesz prezenty, o ile tatuś mi pomoże...
Charysia wyszła, ja zaś ułożyłem oczy w znak zapytania, formując tzw. ,,pytające spojrzenie''.
- Chodzi o to, że zapomniałem hasła do komputera - wyjaśnił bez zwłoki Mikołaj wyciągając z worka laptopa.
- A co to ma wspólnego z prezentami?
- Listy prezentów mam w komputerze. Nie ma list - nie ma prezentów - nie ma gwiazdki - nie ma szczęśliwych dzieci.
Spojrzał na zegarek.
- Mamy czterdzieści pięć minut do gwiazdki.
Również spojrzałem na zegarek.
- A kiedy zdążysz te wszystkie zabawki wyprodukować?
- O to się nie martw. Jako Święty który musi odwiedzić w jednej chwili kilka milionów domów mam duże doświadczenie w pracy współbieżnej oraz w obchodzeniu się z czasem.
- To dlaczego mamy tylko czterdzieści pięć minut?
- Bo TY nie masz takiego doświadczenia. Przepraszam, że popędzam, ale... czy mógłbyś już zacząć?
Włączyłem komputer który zaczął się bootować.
- Linux? - skrzywiłem się.
- Linux. Windowsa mają w piekle, więc - sam rozumiesz że musieliśmy wybrać coś takiego by było w opozycji.
- W piekle mają Windows? - zdziwiłem się, jednocześnie wyciągając widelcem ze swapa hasło do zaszyfrowanych partycji.
- Tak, i wiesz co? - święty uśmiechnął się - w zeszłym miesiącu pewien chakier podrzucili im trojana. Komputer samego Lucyfera rozsyłał spam z generyczną Viagrą.
Po chwili skończyłem odwracałem skrót MD5 hasła. Zapisałem je na karteczce i podałem Świętemu Mikołajowi.
- Oczywiście! - wykrzyknął - Jak mogłem zapomnieć o tym drugim ,,r''! Dzięki, Charyzjuszu, dziękuję ci. Uratowałeś te święta!
- Cóż... trzeba, to pomagam - stwierdziłem skromnie.
- Jeszcze raz dziękuję. No to ja już lecę - I zniknął.

_-¯ Skończyłem rozstawiać talerze i uśmiechnąłem się do swoich myśli. W sumie nie musiałem odzyskiwać hasła do komputera Świętego Mikołaja. Trzy dni wcześniej włamałem się do pewnego linuksowego laptopa na login ,,santa'' i ściągnąłem z niego masę interesujących danych wśród których był wielgachny plik o nazwie lista_prezentów.txt...
 


Najnowsze komentarze
 
2017-10-13 16:30
Rebecca Wendy do wpisu:
Jak się włamać na konto pocztowe
Jak uzyskałem pożądaną kwotę pożyczki z wiarygodnej firmy pożyczkowej[...]
 
2017-10-13 07:27
Gina Acampora do wpisu:
Jak się włamać na konto pocztowe
Nazywam się Gina Acampora i rozmawiam dzisiaj jako najszczęśliwszy człowiek na całym dzikim[...]
 
2017-10-12 20:39
Okeāna Finanses un do wpisu:
Jak się włamać na konto pocztowe
Czy potrzebujesz szybkiej i łatwej pożyczki? Dajemy pożyczkę z 3-procentową stopą procentową.[...]
 
2017-10-01 00:28
Amerisavefinancials@ do wpisu:
Jak się włamać na konto pocztowe
Hvis du trenger haster kreditt for løsning av finansielle behov, kan vi tilby lån[...]
 
2017-10-01 00:26
Amerisave do wpisu:
Jak się włamać na konto pocztowe
Hvis du trenger haster kreditt for løsning av finansielle behov, kan vi tilby lån[...]
 
2017-09-28 02:20
JIM BUFFER do wpisu:
Jak się włamać na konto pocztowe
Ubiegać się o pożyczkę szybki i wygodny sposób na zapłacenie rachunków i wznowienie[...]
 
2017-09-20 19:58
Pani Patricia Kingsm do wpisu:
Jak się włamać na konto pocztowe
OFERUJEMY WSZYSTKICH POŻYCZEK - MAJĄ ZASTĘPOWANIE W ZAKRESIE NIERUCHOMOŚCI. Czy jesteś[...]
 
2017-09-20 19:55
Pani Patricia Kingsm do wpisu:
Jak się włamać na konto pocztowe
Czy jesteś mężczyzną lub kobietą biznesu? Czy jesteś w jakimkolwiek bałaganie finansowym lub[...]
 



 
Chakier, Charyzjusz. Q2hhcnl6anVzeiBDaGFraWVyCg== chakier[at]vp.pl