czyli czego się możecie ode mnie nauczyć
Robaki w labiryncie III 2009-09-20 15:04
 Oceń wpis
   
_-¯ Dużo wody w Wiśle upłynęło od mojego ostatniego starcia z robakami. Ponad dwa lata. Choć straciłem mnóstwo czasu i pieniędzy, to jednak wyleczyłem się z robaczanej obsesji. To znaczy - tak sądziłem. Niestety, kilka dni temu otrzymałem niewinnie wyglądający e-mail, a w nim ten link. Koszmar powrócił.

_-¯ Na bok poszły wszystkie zaplanowane chakierowania, koszenie trawnika, wypad do kina z dziećmi czy romantyczna kolacja z Misią. Właśnie opracowuję kolejną strategię, analizuję stosunek siły do kosztów czy szybkostrzelności do zasięgu. Mój pokój oblepiony jest zabazgranymi wydrukami z potyczek, na których "na gorąco" wynotowuję słabe punkty które doprowadziły do porażki w takim czy owakim levelu. Podłogę zaściełają wykresy z planami rozwoju ekonomicznego na kolejnych poziomach. Wiem, że trzydziestego piątego nie przejdzie się bez co najmniej trzech czterowiązkowych wież laserowych o najwyższej mocy, bo tylko taka siła będzie zdolna "na bieżąco" rozprawić się z prawie setką nieustępliwie maszerujących niebieskich piechociarzy. W trzydziestym ósmym trzeba wzmocnić tylny pas obrony, gdyż piechota otrzyma wsparcie w postaci śmigłowców. Zatem gdy lasery będą miały pełne ręce (?) roboty z siłami lądowymi, bez dodatkowej, wielkokalibrowej i szybkostrzelnej niespodzianki lotnictwo nie niepokojone pokona całą zaplanowaną drogę. I Game Over. No a potem jeszcze czołgi. I quady. I niszczyciele. I mechy... Aaaaaaaaaaaaaaa!

7s


_-¯ Niestety, cały czas się nie udaje. Choć za każdym razem jest coraz lepiej, choć coraz częściej misja kończy się sukcesem, to zawsze jest jedno ,,ale''. Zawsze ktoś przechodzi.

es


 
 Oceń wpis
   
_-¯ Przepraszam p.t. czytelników za tak długie milczenie, lecz sami państwo wiecie jak natrętne potrafią być media. Po moim ostatnim wpisie dosłownie nie mogłem się opędzić od zaproszeń do stacji radiowych i telewizyjnych. Było to uciążliwe do tego stopnia, że w piątkowy wieczór postanowiłem zadzwonić do mojego starego przyjaciela, Daniela Castellaniego.
- Daniel? Tak, to ja. Słuchaj, co byś powiedział na trochę sławy? Hehe, rozumiem. Wiesz, chodzi o to żeby czymś zająć dziennikarzy. No właśnie. Też czytałeś? No właśnie. Wszyscy czytali. Nawet Lech Wałęsa czytał i zadzwonił, żeby mi powiedzieć co on by zmienił żeby było naprawdę dobrze. Ale ja nie o tym. Słuchaj - musicie wygrać te mistrzostwa. Nie, nie żartuję. Wpadnę do ciebie jutro z rana, dobra? Weź ze sobą chłopaków. Opracowałem kilka ulepszeń neurochirurgicznych. Tak, bezpieczne w 100%. Słuchaj, zaimplementujemy to raz-dwa i będą grali jak szaleni. Obiecuję, ale musisz odciągnąć ode mnie uwagę mediów. Zgoda? No to na zrazie, do jutra. Cześć.
Ciąg dalszy państwo znają doskonale, wraz z trzecim setem meczu z Francuzami, kiedy to Daniel uparł się dezaktywować moje neuropatche ,,to zobaczymy jak by sobie radzili bez nich''. Być może opiszę to szerzej kiedy indziej, bo dzisiejszy wpis chciałem poświęcić szybkiej i łatwej metodzie zarabiania pieniędzy.

_-¯ Pozycjonując wyniki w google na zlecenie pewnej znanej firmy moją uwagę przyciągneła pisana z oryginalną ortografią reklama, którą można obejrzeć na zamieczonym poniżej zrzucie:

1

,,Chesz Mjeć Szybszy Komp?'' pytał mnie niebieski link. Dodatkowo obiecywał przyspieszenie nie tylko samego żelaza, lecz również łącza internetowego. Zaciekawiony, kliknąłem i po chwili moim oczom ukazała się następująca strona:

2

No przecież! Nie dalej jak dwa dni temu Robert z Kalisza napisał do mnie właśnie z takim problemem! Odpisałem mu, że z komputerem to nie za bardzo wiem co, ale to że internet wolno otwiera strony to jak nic wina współczesnego bezstresowego wychowania. Mój internet też wolno otwierał strony gdy wróciłem z urlopu, ale jak dwa razy z rzędu nie dostał kolacji to zrozumiał, że to nie przelewki i teraz zwija się przy otwieraniu aż miło. Raz nawet w ogóle łącza nie wpiąłem, a on dopiero przy siódmym filmiku z greentube zorientował się, że nawet adresu IP nie ma...
Z ciekawością przeczytałem o zaletach rozwiązania proponowanego przez dostawców cudownego programu. Przewinąłem na dół strony...

3

...i z radością kliknąłem przycisk ,,Pobierz Program''. Ha! Akurat trafiłem na promocję! Cudowny przyspieszator za jedyne 1.22, z VATem!

4

,,Wpisz kod otrzymany w SMS'' zachęcało przyjazne pole tekstowe. Przewinąłem do dołu, by dowiedzieć się jako owego SMSa otrzymać:

5

Lektura małych czerwonych literek na dole przyniosła odpowiedź na to pytanie. Przy okazji zauważyłem, że tytułowe ,,Mjeć'' nie jest bynajmniej przypadkowym błędem. Potwierdzały to ,,Cena jenego'', ,,kożystasz'' czy ,,tranzakcji''. Ochoczo wysłałem więc dwa SMSy po 30.50 sztuka, by za cenę 61 złotych po chwili móc cieszyć się doskonałym przyspieszaczem.

_-¯ Nie. Nie ma tu żadnego błędu. 1.22pln zapłacimy za przelew kartą. Płatność SMSem będzie kosztowała złotych 61. Tak więc strzeżcie się - chakierzy są wszędzie ;)
 
 Oceń wpis
   
_-¯ - Interesuje mnie jedynie zwycięstwo! - grzmiał Leo Beenhakker przechadzając się w tę i z powrotem przed grupką skupionych piłkarzy.
- Dobrze, powtórzę jeszcze raz. Żewłakow! Co to jest?
Wywołany wyprężył się na baczność i stuknął obcasami. To znaczy próbował, lecz gumowe korki stłumiły odgłos.
- To jest kura panie generale!
- Gówno tam! Bosacki! Co to jest?
Bartosz Bosacki przez chwilę z uwagą przyglądał się okazanemu przedmiotowi.
- To nie jest kura? - zaczął asekuracyjnie.
- Dobrze. To nie jest kura. A co to jest?
- Nie kura, panie gene... znaczy, panie trenerze.
- To już wiem. Pytałem, co to jest.
- To jest... to jest piii...
- Dobrze, dobrze, pi?
- Pinokio?
- Sam jesteś Pinokio! Dudka! Co to jest?
- To jest piłka, panie trenerze!
- Brawo! Świetnie! Reszta słyszała? No to wszyscy razem powtarzamy. Głośno! Żebym was słyszał!
- Toooojeeeeestpiiiiiiiłkaaaaaaa.
- Dobrze. Piłka do gry w piłkę nożną, zwaną też futbolem. Dlatego czasami nazywa się ją też futbolówką. Dudka! Czemu Gancarczyk się przewrócił?
Dariusz Dudka podbiegł do kolegi, który zsunął się z ławki i jęczał na podłodze w pozycji "ranek na weselu". Fachowo sprawdził puls i oddech, po czym zdał relację.
- Zwykłe omdlenie, panie trenerze.
- Omdlenie? A to czemu?
- Zwykle tak reaguje na natłok informacji. Po prostu układ nerwowy mu się wyłącza. Pan trener podał zbyt dużo informacji o piłce, kolega próbował to przyswoić i zapomniał oddychać. Niedotlenienie mózgu i omdlenie jako naturalna konsekwencja.
- Ale ja tylko powiedziałem, że piłka to futbolówka!
- No właśnie. Za dużo informacji na raz, proszę pana.
Leo przez chwilę milczał, po czym machnął ręką.
- Nieważne. Błaszczykowski! Co macie robić z piłką na meczu?
- Nie dotykać rękami!
- Dobrze. A do tego co? Tak, Boruc?
- Ja mogę rękami, trenerze?
- Możesz.
Ktoś nieśmiało zaprotestował.
- Dlaczego Boruc może rękami, a my nie?
- Bo Boruc jest bramkarzem.
- Ale to niesprawiedliwe. Dlaczego zawsze Boruc jest bramkarzem?
- Bo mam rękawice, złamasie!
- Sam jesteś złamasem, złamasie!
- Spokój!!! - Leo włożył w ten okrzyk tyle sił, ile miał - Boruc może dotykać piłki rękami, a wy nie. Jasne?
- Ale...
- Jasne?!!!
- Tak, trenerze.
- To dobrze. Nie zazdrośćcie mu, bo on będzie musiał cały mecz stać na bramce, a wy będziecie mogli strzelać gole. Ooo... widzę że Gancarczyk doszedł do siebie. Zuch chłopak. Tak, Lewandowski?
- Co to znaczy strzelać gole, trenerze?
- To znaczy musicie umieścić piłkę w bramce przeciwnika.
- Ale tylko Boruc może jej dotykać!
- Tak, ale piłka nożna polega na kopaniu piłki nogami. Trochę to zakrawa na pleonazm, bo niby nie można kopać rękami, ale... Czemu Gancarczyk znowu leży?
- Pleonazm, trenerze. Załatwił go pan tym chyba na cacy.
- Ups...
- Chyba trzeba będzie zadzwonić po erkę...
- Dobrze, niech ktoś zadzwoni. Na czym to ja... Acha. Trzeba wkopać piłkę do bramki przeciwnika.
Wśród zawodników zapanowało poruszenie. Wreszcie z ławki podniósł się Krzynówek.
- Ale to bardzo trudne, trenerze. Niech pan sam spojrzy - piłka jest okrągła i bardzo trudno jest ją tak kopnąć, żeby poleciała tam gdzie się chce. O, proszę...
Tu Krzynówek postawił przed sobą piłkę i spróbował kopnąć w stronę Beenhakkera. Guerreiro, trafiony centralnie w nos, dołączył stanami świadomości do Gancarczyka. Leo przeciągnął sobie wolno dłonią po twarzy. Zrobił kilka głębokich wdechów.
- Nie wiem, jak tego dokonacie, ale macie wygrać. Macie ich roznieść, rozgnieść i rozgromić! Macie być jak polska husaria pod Wiedniem! Jak szwoleżerowie pod Samosierrą! Jak Jagiełło pod Grunwaldem! Zrozumiano?
Brożek nieśmiało podniósł rękę.
- Na pewno jak Jagiełło pod Grunwaldem?
- Tak, do jasnej cholery!
- A skąd trener tak dobrze zna historię Polski?
- Nieważne! A teraz won! Na boisko!

_-¯ Piłkarze stali przy wyjściu do szatni. Lewandowski jeszcze raz przypominał słowa trenera.
- Pamiętacie, co nam powiedział? Mamy być jak Jagiełło!
- A co robił Jagiełło? - spytał Guerreiro, któremu dawna historia Polski nie była jeszcze dość bliska.
- Z tego co wiem, to trzeba stać na wzgórzu i po prostu patrzeć, co robią tamci...
- Ale na boisku nie ma wzgórza!
- No to po prostu będziemy stać i patrzeć. Trener na pewno będzie zadowolony.
 
 Oceń wpis
   
_-¯ Przyznaję się bez bicia: zaniedbałem ostatnio swoją Galerię XXX, oj, zaniedbałem. Na szczęście nie ma tego złego, czego by nie można jeszcze bardziej zepsuć. Tak więc w ramach resuscytacji, rekolekcji i renowacji - oto apetyczne zdjęcie paru babeczek w przezroczystych falbankach. Spójrzcie tylko na te cudownie słodkie krągłości!

babeczki

_-¯ Po prostu palce lizać...
 
Serwer, part XII 2009-09-03 22:22
 Oceń wpis
   
_-¯ Siedzieliśmy w karczmie, popijając piwem tanią whisky i gapiąc się przez okno na siąpiący deszcz. Pogoda była iście barowa, tak więc nie zamierzaliśmy się w ogóle ruszać z naszego suchego kącika, chociaż do piątego kufla Mroczne Pierogi przejawiał coś na kształt wyrzutów sumienia.
- Charyzjusz? Może powinniśmy jednak wracać? - zagajał co i raz.
- Popatrz, deszcz pada - odpowiadałem, on zaś potakiwał głową i wracaliśmy do picia.
Niestety, na mojego przyjaciela alkohol wpływał zgoła odmiennie niż na mnie. O ile w moim przypadku wyciszał wszelkie złe emocje i sprawiał, że świat zaczynał wydawać mi się przyjazny, kochany i poukładany, o tyle w Mrocznych Pierogach uwalniał do krwi hormon kozaczenia. Dlatego po piątym piwie wyrzuty sumienia zostały zastąpione poprzez wyzwanie, jakie padający deszcz rzucał mojemu koledze.
- Charyzjusz! Idziemy! - zakomenderował wreszcie stanowczym głosem, opróżniając do połowy siódmy kufel.
- Popatrz, deszcz pada - odpowiedziałem pogodnym tonem, spoglądając w okno i zachwycając się tym cudem natury... Deszcz był taki piękny! Właściwie - dochodziłem do wniosku, że było to jedno z najwspanialszych zjawisk. Ciemne chmury, mknące po niebie przecinanym zygzakami błyskawic. Huk gromu przewalający się w górskich dolinach i powracający po chwili echem. Korony świerków, kłaniające się wichrowi. Szarobure strugi wody, siekące z nieba i rozbryzgujące się w setkach kałuż... Postanowiłem, że w najbliższej wolnej chwili napiszę generator wierszy, a pierwszym zadaniem jakie mu wyznaczę będzie napisanie utworu o burzy. Tymczasem jednak Mroczne Pierogi podniósł się i szarpnął mnie za ramię.
- Idziemy!
- Deszcz pada - odparłem niewzruszony.
- To co z tego?
- Nie chcesz chyba opuszczać serwera podczas deszczu, co?
- Dlaczego? Nie boję się deszczu!
- To nie deszczu masz się bać.
- A czego? - zaciekawił się.
- Deszczwonic. Deszczydeł. Deszczowców i deszczułek - wyliczyłem - Poza tym transfer na zewnątrz w taką pogodę może grozić utratą spójności elektromagnetycznej, a tego byśmy chyba nie chcieli.
- Nie? - Mroczne Pierogi najwyraźniej mi nie dowierzał.
- Nie.
Niestety, nie uwierzył mi na słowo. Stężenie krwi w alkoholu spadło na tyle nisko, że Mroczne Pierogi czuł się kuloodporny. Sądzę, że wyskoczyłby na solo z ,,Diablo'' Włodarczykiem, gdyby tylko ów miał nieszczęście znaleźć się razem z nami w karczmie. Tak... substancja o chemicznym wzorze H2C5OH potrafiła wyprawiać z ludzkim mózgiem rzeczy, do których niekoniecznie chcielibyśmy wracać następnego dnia - pomyślałem filozoficznie i zamówiłem ósmą kolejkę. Whisky z piwem coraz bardziej mi smakowała, szkoda tylko że wziąłem ze sobą tylko pięć półlitrowych butelek. Spojrzałem znów w okno i zacząłem układać poemat o deszczu, którego szum wydawał mi się w tym momencie tak słodko kojący...

_-¯ -Charysjusz! Isiemy! - wybełkotał Mroczne Pierogi podnosząc z wysiłkiem głowę.
- Nie moszna. Desz - wymamrotałem.
- Ja nieboje deszu przesiesz...
- W deszu deszownisze i deszyła chodzooo... Nie moszna w desz...
Mój przyjaciel skinął głową w stronę okna, czego niemal nie przypłacił utratą równowagi i upadkiem pod stół.
- Jak nie moszna, jak moszna... Popasz. Tamsi ido w desz...
Spojrzałem we wskazanym kierunku. Początkowo niczego nie dostrzegałem, lecz w tym momencie seria błyskawic - jak lampa stroboskopowa - ukazała dwie sylwetki szybko podążające ku karczmie. Wydobywane co chwila z mroku błyskami wyładowań elektrycznych wyglądały jak kiepska poklatkowa animacja. Animacja Trolli.
- Trolle - skonstatowałem.
- Aha... Ido tu.
- Mosze chsą sie napiś?
- Trolle pszeciesz nie pi...
Ogłuszające uderzenie wyrwało drzwi z zawiasów i cisnęło pod przeciwległą ścianę. Dwie kamienne sylwetki wtargnęły do wnętrza, torując sobie drogę uderzeniami maczug. Postacie wydały mi się dziwnie znajome...
- Popasz, Mroszne Pierochi, to te Trolle z jaskini, co?
- No
Trolle również nas dostrzegły. Jeden z nich wyciągnął ku mnie kamienny paluch.
- Charyzjusz Chakier! Ty być mój!
Pokręciłem głową.
- O nie, kochasiu. Ja jusz jestem zajęty. Mam szonę i dziesko. Posatym interracial mnie nie kręci.
Oba Trolle mnie jednak już nie słuchały. Z głośnym rykiem, z wzniesionymi do góry maczugami runęły w moim kierunku.

_-¯ Sięgnąłem ręką do kieszeni, szukając czegoś. Nie znalazłem. Sięgnąłem ręką do drugiej kieszeni i wreszcie to wymacałem. MacGyver MultiTool. Ścisnąłem go lekko. Rozległ się cichy trzask i oba Trolle pozostawiły po sobie jedynie próżnię w kształcie Trolli, która za chwilę z cichym mlaśnięciem wypełniła się powietrzem.
- So to było? - spytał mój towarzysz.
- A, nic takiego. Wyłąszyłem je, bo mnie jusz zaszynały wkuszaś.
- Aha...
- No...
Przez chwilę kontemplowaliśmy zawartość swoich kufli.
- Charysjusz?
- Y?
- A mogłeś ich wyłąszyś wsześniej?
Zastanowiłem się.
- No...
- A szemu nie wyłąszyłeś?
- Wiesz, lubię szasami poszwendaś się po serwerach.
Objąłem głowę rękami. Stół wydawał się taki miękki i wygodny...

_-¯ Po pewnym czasie się obudziłem.

_-¯ Głowa bolała mnie tak, jak gdybym po tygodniowej podróży po pustyni, bez kropli wody przy duszy, ugasił wreszcie pragnienie pół litrą taniej whisky.
 
 Oceń wpis
   
_-¯ Dziś krótko i nie na temat, czyli o tym jak w końcu przekonałem się do fotografii cyfrowej. Stało się tak za sprawą dwóch wygoglanych linków. Pozwolę sobie je przytoczyć, choć argumenty ,,za'' przemówią głównie do męskiej części czytelników mojego bloga. Tak więc czas na (nomen-omen) gołe fakty:
Nie wiem jak wy, ale ja jutro z samego rana pędzę do sklepu dla idiotów po nowy aparat.
 
Serwer, part XI 2009-08-31 21:57
 Oceń wpis
   
_-¯ Lekko przymknąłem oczy - i, prawdę mówiąc - rozluźniłem się. Nastąpił ten moment, kiedy wszystkie karty były już odkryte. Napięcie zeszło ze mnie jak powietrze z przekłutego balonu. Adrenalina, do tej pory pompowana w dużych ilościach do mojego krwiobiegu, gdzieś się ulotniła, pozwalając wreszcie całemu ciału zamanifestować ogromne zmęczenie. Jak zza zasłony doleciały do mnie wreszcie słowa Trolla:
- Charyzjusz Chakier, ty mi powiedzieć co zrobić Kapelusznik, żeby jego zegarek chodzić?
Nie otwierając oczu uśmiechnąłem się blado.
- Ty mieć trzydzieści sekund - dodał Troll.
Zacząłem w myślach wolno odliczać. Jedna sekunda. Dwie sekundy. Trzy... Zastanowiłem się, czy kiedyś, ktoś, wydobędzie z serwera moje szczątki, by je pogrzebać? Czy zasłużę sobie na epitafium? W myślach wypróbowałem kilka:
Tu leży Chakier znamienity
Co całe życie przeliczał bity

lub:
Tutaj spoczywa Chakier wspaniały
Co padł pod ciosem trollowej pały

albo:
Charyzjusz Chakier - najlepszy na świecie
Dokonał żywota tu, w Internecie

a może:
Nie mogąc przeboleć Chakiera straty
Kupiliśmy nowy serwis do herbaty...

Nie... ta ostatnia rymowanka jakoś mi nie wyszła... Wróciłem do rzeczywistości - ile to już sekund mogło upłynąć? Ile życia mi zostało? Spojrzałem na Trolla, który bezgłośnie liczył. Jego kamienne usta właśnie ułożyły się w nieme ,,dwadzieścia dziewięć'', gdy nagle cały świat zwolnił. Oczywiście w rzeczywistości nic takiego się nie stało, ale znacie zapewne to zabawne uczucie gdy maszerujecie sobie przez tory tramwajowe z iPodem na uszach, obracacie głowę i właśnie widzicie rozszerzone strachem oczy motorniczego, który jest od was na wyciągnięcie ręki. Jeszcze bliżej, bo na grubość skorodowanej blachy są zderzaki tramwaju którym kieruje. I wtedy w ułamku sekundy jesteście w stanie dostrzec i przemyśleć mnóstwo rzeczy.

_-¯ To właśnie poczułem w tej chwili. Mój umysł wykrzesał z siebie dodatkowe 65536% mocy, zamiast zwyczajowych 1024. Rozbudzone szare komórki jakby dopiero teraz uświadomiły sobie powagę całej sytuacji i zaczęły szturchać się łokciami i pytać jedna drugiej o Kapelusznika. Fala szeptów i poszturchiwań przetoczyła się przez cały mózg, aż dotarła wreszcie do wielkiej ściany z napisem ,,Podświadomość, nie wchodzić''. Jedna, najodważniejsza z komórek, popychana przez całą resztę stanęła przed niedużymi drzwiami i cichutko zapukała.
- Nikogo nie ma - dobiegło ze środka.
- Tak tak, wiem - odparła komórka - ale, ekhm, czy szanowna Podświadomość nie wie czasem co zrobił Kapelusznik, by jego zegarek chodził?
- Wiem, ale nie powiem. Mam to wspomnienie, ale nie mogę się podzielić. Zostało wyparte przez Charyzjusza jeszcze w czasach jego młodości, gdy był studentem.
- Oczywiście, szanowna Podświadomości. Ale, tego... Jak Charyzjusz nie odpowie na pytanie o zegarek to... Jakby to powiedzieć... Oberwie w łeb.
- Nie moje zmartwienie.
- Ależ jak najbardziej panine... paniskie... panieńskie... Ależ jak najbardziej to pani zmartwienie, gdyż oberwanie w łeb ma bardzo poważne konsekwencje dla całego systemu nerwowego, tak więc i dla Podświadomości również.
- Czyżby?
- Tak. W szczególnym wypadku, a ten wypadek najwyraźniej będzie szczególny, może doprowadzić to tzw. zgonu.
- Brzmi poważnie.
- Bo to jest poważne.
- No dobra. To powiem... Ale muszę uprzedzić, że wiele z was - komórek nerwowych - przypłaci tę informację życiem.
Po zebranych przeszedł szmer, jednak stojąca u drzwi komórka uciszyła resztę gestem dendrytu.
- Jeżeli nie powiesz, zginiemy wszyscy... A tak z ciekawości, dlaczego mieliby umrzeć niektórzy?
- Bo po ostatnim razie z zegarkiem Kapelusznika Charyzjusz upił się do nieprzytomności tanią whisky, czym załatwił tak około jednego miliona szarych komórek. Hehe... to była impreza. No ale potem wyparł to wspomnienie, żeby nie wpaść w alkoholizm... Jak chcecie, mogę wam opowiedzieć całą historię, a było to tak: Pewnego wieczoru Charyzjusz, chakierując pewien system bankowy niechcący uruchomił alarmtrackery, zastawione tam przez uroczą administratorkę, Honoratę Hiperłączkę, która...
- Dobrze, może innym razem - przerwała komórka - chodzi o ten zegarek, bo zostało jeszcze tylko około trzystu milisekund na udzielenie odpowiedzi.
- No to przecież spokojnie zdążę i opowiedzieć i odpowiedzieć...
- No tak, ale potem Charyzjusz może nie zdążyć wyartykułować.
- Racja. Ech, to cielesna ślamazarność. Kiedyś będzie przyczyną jakichś kłopotów. Ja, Podświadomość wam to mówię.
- To można już prosić o odpowiedź?
- Można. Powiedzcie Charyzjuszowi: wrzucił zegarek do herbaty.
Szara komórka nie podziękowała nawet, tylko w te pędy pogalopowała do ośrodka Broki. Nie zdając sobie nawet z tego sprawy, powiedziałem:
- Wrzucił zegarek do herbaty.
- ...eści! - wymruczał Troll, a głoski zawisły przed nim niezdecydowane, spoglądając to na mnie, to na niego. Wreszcie zorientowały się, że pomimo bycia głoskami również podlegają prawu grawitacji, i z cichym grzechotem spadły na podłogę pomiędzy nami.
- Skąd... skąd ty wiedzieć? - wydukał stwór.
- Długo by opowiadać - odparłem niechętnie, gdyż nagle zalała mnie fala wspomnień z młodości. To było podczas jednego z pierwszych chakierowań... Uruchomiłem wtedy niechcący alamtrackera, a on ściągnął mi na kark administratorkę... Dokładnie ją pamiętałem - nazywała się Honorata Hiperłączka. Przez tyla lat udawało mi się nie myśleć o tamtym zdarzeniu, ale teraz wspomnienia jak gdyby zalały mi umysł wzburzoną falą. Poczułem, że muszę się napić.
- Masz tu coś do picia? - zagadnąłem.
Troll bezradnie rozłożył ramiona.
- Nie mieć.
- Zła odpowiedź - odrzekłem, wyciągając z plecaka butelkę taniej whisky. Nie wiem czemu, ale coś kazało mi ją zabrać na tę wyprawę. Czyżby to była Kobieca Intuicja? Nie miałem pojęcia, ale tymczasem...
- Zła odpowiedź, więc ja wygrywam - podsumowałem.
Wskazałem Mroczne Pierogi.
- Uwolnij go.
Troll nie poruszał się, oszołomiony. Przez chwilę czułem, że może zrobić coś głupiego, na wszelki wypadek więc błyskawicznie schyliłem się po MacGyver Multitool. Podniosłem go i wyciągnąłem nad głową.
- Nie rób głupstw, albo użyję tego. Graliśmy fair, ja wygrałem. Nie zabiję cię, ani twojego druha, ale będziesz musiał się wynieść z tego serwera i nigdy tu nie wracać. Zrozumiano?
Ostrzeżenie podziałało.
- To gdzie ja się podziać? - zajęczał żałośnie.
- Już nie przesadzaj. W Internecie jest pełno miejsca dla takich jak ty...
Tymczasem Mroczne Pierogi zwlókł się ze swojej ławy i chwiejnie stanął obok mnie.
- Macie czas do jutra - powiedziałem do Trolli i ruszyłem w kierunku wylotu jaskini.
- Gdzie idziemy? - spytał mój towarzysz.
- Wszystko mi jedno, byleby był tam alkohol. Nie wiem czemu, ale pierońsko muszę się napić.
 
Serwer, part X 2009-08-26 22:14
 Oceń wpis
   
_-¯ Zegarek Kapelusznika... To był jedyny fragment ,,Alicji w Krainie Czarów'' którego nie kojarzyłem zbyt dobrze. Zakląłem cicho w duszy... Czemu nie zapyta mnie o Królową Kier? Czemu nie o Nibyżółwia? Dlaczego, dlaczego chce mnie pytać o tego nieszczęsnego Kapelusznika?
Moja konsternacja nie uszła uwagi Trolla.
- Ty wyglądać jakby nie znać odpowiedź, cha cha - pokazał zęby w tryumfalnym uśmiechu.
Rzuciłem mu niechętne spojrzenie, i w tym momencie przyszedł mi do głowy chytry plan.
- Poczęstuj mnie, proszę, papierosem - poprosiłem.
Troll uniósł brwi.
- Ty palić?
Udałem, że się zastanawiam.
- Hmmmm... Nie. Nie palę. Dobra, teraz moja kolej.
Troll uniósł brwi jeszcze bardziej.
- Teraz mój kolej! Ja zadać tobie pytanie o zegarek Kapelusznik!
- O nie, mój drobi - pokręciłem głową - Ty chcieć mi zadać pytanie o zegarek Kapelusznik, ale zamiast tego zapytać czy ja palić. Ja nie palić, odpowiedzieć zatem dobrze. Teraz ja!
Mówiąc to, zorientowałem się że mimowolnie przejąłem styl mówienia Trolla. Cóż, w gruncie rzeczy było to proste i wygodne. Nie trzeba było kombinować, odmieniać, wydziwiać. A i tak wszystko było zrozumiałe.
Tymczasem Troll powoli dochodził do wniosku, że chyba dał się zrobić w trąbę. Nie wyglądał na zadowolonego.
- Ty oszust!
Nie przejąłem się tym. Równie dobrze mógłbym się przejmować wszystkimi moimi włamaniami, których dokonałem za pomocą socjotechnik.
- Ja nie oszust. Reguły być proste. Ty pytać, ja odpowiadać - potem zmiana. Kto odpowiedzieć źle - przegrywać. Ty zapytać. Ja odpowiedzieć dobrze. Teraz moja kolej.
Potwór zgrzytnął diamentowymi zębami, aż na podłogę poleciały iskry. Efekt był niesamowity, tym bardziej że zaiskrzenie diamentem o diament jest raczej niemożliwe. Przynajmniej tak sądziłem, gdyż mnie się to do tej pory nie udało.
- Teraz moja kolej - powtórzyłem jeszcze raz.
- Zgoda. Ale ty i tak przegrać!
Cóż. Wiedziałem, że mam ostatnią szansę. Jeżeli teraz zapytam o coś, na co mój przeciwnik będzie znał odpowiedź - drugi raz nie da się nabrać na numer z paleniem. Załatwi mnie zegarkiem Kapelusznika na amen. Gorączkowo szukałem w głowie zagadki, na którą żaden Troll nie powinien znać odpowiedzi.
- Ty się pospieszyć. Ja nie mieć cały dzień...
- Chwila... myśleć...
Niestety, jak na złość nic nie przychodziło mi do głowy. Najtrudniejszą zagadką, którą znałem, była ta o kruku i piórniku. A on przecież znał na nią odpowiedź...
I wtedy - jak zwykle w tego typu beznadziejnych sytuacjach - w moich myślach rozbłysła iskierka geniuszu. Przecież to było takie proste!


- Mam dla ciebie pytanie, Trollu. Proste, ale zanim na nie odpowiesz - dobrze się zastanów. Jesteś got... - ugryzłem się w język, nim dokończyłem mówić, w efekcie czego ,,ów'' oraz znak zapytania zostały mi w ustach. Dyskretnie wepchnąłem je językiem między zęby i policzek, po czym kontynuowałem w trybie oznajmiającym - ...owy mam nadzieję. Oto ono: czy miejski golibroda, golący w mieście tych którzy nie golą się sami, powinien się sam ogolić?

_-¯ Trolla zamurowało. Wyglądało to nieco komicznie, jeśli wiecie co mam na myśli - zamurowana bryła kamienia. Otworzył paszczę i patrzył na mnie okrągłymi oczami. Wiedziałem, że na to pytanie nie ma poprawnej odpowiedzi, tak jak na pytanie czy kłamca, który mówi że kłamie - kłamie, czy mówi prawdę? Byłem spokojny o wynik, a tymczasem...
...Troll zamknął swoje kamienne usta i - widziałem to dobrze - zaczął się trząść. Ramiona podskakiwały mu lekko, potem coraz mocniej, aż w końcu zrozumiałem. On się nie trząsł. On się śmiał!
- BuaChaChaChaCha! - wybuchnął wreszcie na całą jaskinię - Charyzjusz Chakier, ty być już mój! To być proste pytanie!
Na takie dictum dla odmiany zamurowało mnie. Przez chwilę nie potrafiłem wykrztusić ani słowa, ale na szczęście szybko się opanowałem.
- Jaka zatem brzmi odpowiedź? - spytałem stanowczo.
- Odpowiedź brzmi - golibroda się sam nie ogolić!
Uśmiechnąłem się kwaśno, po czym wstałem ze skały. Czas było się zbierać.
- Otóż wcale nie, mój drogi. To nie jest prawidłowa odpowie...
Nie dokończyłem pytania. U wejścia - czy raczej (patrząc z mojej perspektywy) wyjścia z jaskini - pojawił się cień.
- To prawidłowa odpowiedź - powiedział drugi Troll - Tak się składać, że ja być golibroda w to miasto. A ja nie mieć broda!

_-¯ Ciężko klapnąłem z powrotem na kamień. Sytuacja była beznadziejna.
- A teraz - powiedział po chwili mój przeciwnik - Ja ciebie zapytać. Cha cha cha cha! Ja ciebie zapytać o zegarek Kapelusznik!
 
4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 |


Najnowsze komentarze
 
2017-06-21 16:10
Iwona Brzeszkiewicz do wpisu:
Jak się włamać na konto pocztowe
Czesc, kochanie. Czy wciaz szukasz pomocy. Nie szukaj dalej, poniewaz senator Walter chce i[...]
 
2017-06-15 14:20
kelvin smith do wpisu:
Jak się włamać na konto pocztowe
Brak zabezpieczenia społecznego i brak kontroli kredytowej, 100% gwarancji. Wszystko, co musisz[...]
 
2017-06-13 06:20
Gregs Walker do wpisu:
Jak się włamać na konto pocztowe
Uwaga: Jest to BOOST CAPITAL CENTRAL TRUST FINANCE LIMITED. Oferujemy wszelkiego rodzaju[...]
 
2017-06-13 06:09
Gregs Walker do wpisu:
Jak się włamać na konto pocztowe
Uwaga: Jest to BOOST CAPITAL CENTRAL TRUST FINANCE LIMITED. Oferujemy wszelkiego rodzaju[...]
 
2017-06-09 16:42
George cover.. do wpisu:
Jak się włamać na konto pocztowe
Witamy w programie Fba loaninvestment Czasami potrzebujemy gotówki w nagłych wypadkach i[...]
 
2017-06-08 05:05
Mr David do wpisu:
Jak się włamać na konto pocztowe
Witam drodzy cenni klienci, Witamy pana posła Davida Johna, czy szukasz pożyczki, aby[...]
 
2017-06-05 23:40
barrett buck do wpisu:
Jak się włamać na konto pocztowe
Czy potrzebujesz pożyczki @ 2%, jeśli tak skontaktuj się z nami na wszystkie rodzaje kredytów[...]
 
2017-06-03 00:26
Collins James do wpisu:
Jak się włamać na konto pocztowe
Damat Financial Corporation, Inc.   Jesteśmy prywatnymi kredytodawcami międzynarodowymi.[...]
 



 
Chakier, Charyzjusz. Q2hhcnl6anVzeiBDaGFraWVyCg== chakier[at]vp.pl